Kilka dni temu w Teatrze Kamienica, dokładnie w Dzień Kobiet – miała miejsce niezwykła premiera. I nie przesadzam tu ani trochę, ponieważ „Rozkłady jazdy” to sztuka jedyna w swoim rodzaju, szalenie zaskakująca oraz drwiąca tak z widza, jak i z aktorów.

Czy możliwe jest wystawić przedstawienie na 7 osób, gdy dostępna jest jedynie dwójka aktorów? Hania i Sebastian za wszelką cenę starają się sprostać temu wyzwaniu, niestety nie jest to łatwe – publiczność przyszła tłumnie, tekst jest skomplikowany, a dodatkowo bohaterowie są… małżeństwem po rozwodzie, które nie utrzymuje ze sobą kontaktu od kilku lat.

W rolach głównych i jedynych Hanna Konarowska oraz Sebastian Cybulski – ale niech nie zwiedzie Was fakt, że na scenie Kamienicy grają tylko we dwoje – zapewniam Was, że tyle osób absolutnie wystarczy. Oboje wypadają bardzo przekonująco, czuć między nimi sceniczną chemię, a scenariusz wydobywa z nich nieskończone pokłady energii. Hania i Sebastian idealnie się dopełniają i w niezwykły sposób żonglują między sobą mnogimi osobowościami, które wspólnie starają się poskromić. Jeśli więc chodzi o to jak zagrali – po prostu świetnie, w dodatku dzięki specyfice sztuki – blisko widza, zyskując sympatię i w pewien sposób burząc czwartą ścianę.

Rozkłady jazdy to sztuka, której nie da się zrecenzować bez drobnego spoilera… początek jest szalony, dziwaczny, beznadziejny i chaotyczny! Według opowieści twórców (a wiem to z pierwszej ręki!) kilka osób już z teatru wyszło i to podczas pierwszego aktu! I był to jeden z największych błędów ich życia! Więc musimy postawić  sprawę jasno – jeśli nie macie pojęcia o czym jest to przedstawienie – początek  z pewnością uznacie za największą porażkę sceniczną świata, jeśli natomiast orientujecie się w tym, że to spektakl o wystawianiu innego spektaklu… wtedy jest trochę łatwiej. Aczkolwiek jeśli nie będziecie zadawać sobie wielu pytań i po prostu dacie ponieść się akcji – to zapewniam Was – czegoś takiego jeszcze nie widzieliście. Scenariusz jest naprawdę przewrotny i zaskakujący, ja już swoje w życiu widziałem, ale pomimo tego nie mam pomysłów do jakiej sztuki „Rozkłady” porównać. Tekst napisany przez Petra Zelenkę nie we wszystkim mi się podoba, nie wszystko w nim jest zrozumiałe, proste i jednowymiarowe. I chociaż w pewnym aspekcie jest to najzwyklejsza farsa – wciąga, po prostu wciąga. Warto zaznaczyć, że Zelenka połączył swoje przedstawienie ze sztuką Chińczycy, a aktorzy Kamienicy dodatkowo troszeczkę je spolszczyli – czy to w kwestii imion czy nazw własnych. Warto sprawdzić o czym dokładnie mówię i nie skreślać spektaklu po kilku minutach – ręczę za to, że w pewnym momencie wszystko nabierze sensu.

fot. Marta Miklinska facebook.com/rozklady.jazdy

Dekoracje nie są niestety ani szalenie rozbudowane, ani ładne – moje pierwsze wrażenie było raczej negatywne i odebrałem je jako dość biedne i amatorskie – natomiast już po wszystkim byłem niezwykle zaskoczony plastycznością wnętrza oraz sposobem jego wykorzystania. Analizując teraz sztukę, z wygodnego fotela, powiem wprost – wygląda jak wygląda, ale cholernie pasuje! Jeśli jesteście osobami, które płacąc za bilet wymagają kolorowych mebli prosto z Ikei – srogo się rozczarujecie. Natomiast jeśli bardziej interesuje Was treść, to co pod widoczną „skórą”, a także należycie do ludzi cierpliwych – zostaniecie wynagrodzeni.

W każdej wystawianej sztuce ważny jest dźwięk, wszak widz pragnie usłyszeć wszystko co aktorzy mają do powiedzenia – jak dotąd w Kamienicy bywało z tym niestety różnie, tym razem natomiast jest… świetnie! Aktorzy wypowiadają się wyraźnie, zrozumiale i świetnie bawią się formą, która pozwala im niekiedy na rozbudowaną zabawę swoimi głosami. Bywają jednak momenty, gdy podczas monologów muzyka jest dosłownie o 2 tony za głośna, ale nie jest to jakoś szalenie irytujące, wszak Rozkłady jazdy to młode przedstawienie i mam nadzieję, że twórcy zwrócą jeszcze na to uwagę. Aczkolwiek wiedząc o wielowymiarowości wspomnianego przedstawienia skłonny jestem nawet założyć, ze tak miało być.

Na premierę recenzowanej sztuki czekałem już od dłuższego czasu i na szczęście udało mi się ją zobaczyć praktycznie od ręki. Początkowe odczucia to pełna sprzeczność myśli i lekki uśmiech będący mieszaniną drwiny oraz smutku, dalsza część to jednak dowód na to, jak bardzo możemy pomylić się oceniając książkę po okładce, zwłaszcza w momencie, gdy Rozkłady jazdy okazują się być produkcją szalenie inteligentną, brawurowo zagraną i nieskończenie szeroką do interpretacji. Niech za najlepszy przykład gigantycznego pola do teoretyzowania posłuży fakt, że gdy już po wszystkim rozmawiałem z Sebastianem Cybulskim, ten przyznał, że jest kompletnie zaskoczony tym co ze sztuki wywnioskowałem i że ma to sens, a sami tego nie zauważyli. Czy można napisać lepszą rekomendacje niż to, iż mamy do czynienia z tekstem tak wielowymiarowym, że nawet aktorzy raz po razie odkrywają w nim drugie dno, które autor złośliwie poukrywał pomiędzy wierszami? I  pamiętajcie o jednym: zostańcie do końca, nie dajcie się zmanipulować konstrukcji sztuki!

Rozkłady jazdy w Teatrze Kamienica zobaczycie już 31 marca, 1 kwietnia, 22 kwietnia oraz 21 maja. Tak więc po pierwszym premierowym tygodniu na kolejne spektakle trzeba będzie jeszcze trochę poczekać, ale z pewnością warto! Polecam się pośpieszyć, bo jak dotąd większość przedstawień grali przy pełnej sali! Bilety kupicie w kasie teatru lub poprzez ich stronę WWW w cenie od 80 do 100zł. Musicie to zobaczyć!

Zapraszam również do zerknięcia na trailer oraz na wywiad z reżyserem – o tu, poniżej:

Rozmawiam dziś z reżyserem spektaklu „Rozkłady Jazdy” Adamem Biernackim! Skąd pomysł na wystawienie właśnie tej sztuki? Pracowaliście już razem?

Ja pracowałem z Sebastianem przy spektaklu „Skąpiec. Work in progress”. I z tej współpracy narodził się pomysł na „Rozkłady jazdy”. Uznaliśmy, że chcemy zmierzyć się z farsą oraz Petrem Zelenką i zakochaliśmy się w jego sztuce.

W opisie czytamy, że Rozkłady Jazdy to Połączenie angielskiej inteligentnej farsy z nastrojowym czeskim humorem – co to w ogóle znaczy dla przeciętnego widza?

Oznacza to tyle ile oznacza: oglądamy teatr w teatrze, to znaczy aktorów, którzy próbują zagrać typową brytyjską farsę „Chińczycy”. To kim i jak się zachowują, określił Petr Zelenka, dopisując do farsy całą ramę, jaką jest sytuacja pracy w teatrze i wszystkie perypetie związane z wystawieniem spektaklu. Farsa „Chińczycy” jest śmieszna i absurdalna, tekst Zelenki natomiast ma swój ciężar, jest refleksyjny i psychologiczny, ale równocześnie równie zabawny.

Wspomniane przedstawienie to projekt na 7 osób, ale Sebastian i Hania grają tylko we dwoje – jak bardzo trudne fizycznie oraz psychicznie jest to przeżycie?

Jest to przeżycie niezwykle wymagające, wymaga od aktorów dyscypliny i zorganizowania, przy trudzie zachowania równoczesnej lekkości grania. To zabawa na granicy szaleństwa i geniuszu.

W tak małym gronie pracuje się lepiej czy może właśnie jest więcej stresu, więcej odpowiedzialności?

W małym gronie zawsze pracuje się lepiej, oczywiście jeśli aktorzy i reżyser się rozumieją i dogadują. Mamy dzięki temu więcej czasu, aby poświęcić go pracy nad postaciami i szczegółami. To przy tak skomplikowanej strukturze jaką są „Rozkłady jazdy” szczególnie ważne.

Rozkłady Jazdy to sztuka przede wszystkim o miłości. O czym jeszcze?

O miłości, która bywa problemem; o kondycji aktorów goniących za pieniądzem i godnym życiem; o konieczności podejmowania wyborów pod presją chwili i o szaleństwie i o radości pracy w teatrze.

Komu polecacie wybrać się do Kamienicy, a komu zupełnie nie?

Polecamy spektakl absolutnie wszystkim, w każdym wieku. Jest to propozycja wielowarstwowa, która przemówi i zauroczy różnych widzów, o różnym poczuciu humoru i różnych wymaganiach.

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

2 komentarze

Skomentuj tekst: (komentarze są moderowane - pojawią się po zatwierdzeniu)