Po dwóch latach czekania Netflix znów zaprasza nas do świata sarmackiego szaleństwa. Drugi sezon „1670” od pierwszych minut pokazuje, że twórcy nie zamierzają spoczywać na laurach. I choć można powiedzieć, że Adamczycha wygląda piękniej bez Andrzeja, to nie wszystko w tym powrocie błyszczy jak złocona szabla szlachcica.
Największą zmianą w porównaniu z pierwszym sezonem jest skala i ambicja. Jeśli tamten był kameralnym portretem polskiej szlachty z całym jej absurdem, to teraz dostajemy prawdziwy rollercoaster – emocjonalny i gatunkowy. Twórcy bawią się formą, mieszając „musical”, horror, serial sportowy i komedię romantyczną (choć w bardzo luźnym ujęciu). To odważne i zasługuje na uznanie, ale bywa też mieczem obosiecznym. Tam, gdzie pierwszy sezon błyszczał celnością one-linerów i sytuacyjnym humorem, drugi stawia na ciągłą narrację i rozwój bohaterów. Efekt? Serial zyskuje na głębi, ale traci trochę tej lekkości, która wcześniej tak wciągała.
Najbardziej kontrowersyjny element nowej odsłony to wątki nadprzyrodzone. To zdecydowanie najsłabszy punkt drugiego sezonu. Fantastyczne motywy i paranormalne wstawki wyglądają jak niepotrzebny dodatek, który momentami ociera się o kicz. Mam wrażenie, że scenarzyści za bardzo chcieli zaskoczyć widzów, zapominając, co działało wcześniej. Te dziwne elementy odciągają uwagę od głównej fabuły i odbierają serialowi autentyczność. Magia zwyczajnie nie pasuje do Adamczychy – to nie świat czarodziejów, tylko ludzi (choć zwariowanych), z przyziemnymi problemami. Na szczęście mimo tego, drugi sezon nadal potrafi bawić. Humor jest bardziej wyrafinowany – mniej oparty na prostych gagach, a bardziej na złożonych żartach i gatunkowych mrugnięciach okiem.
Świetnie wypadają sceny, w których twórcy bawią się konwencjami różnych gatunków. Serial przypomina przyspieszony kurs popkultury na sterydach, w którym niemal każdy kadr i każda kwestia to mniej lub bardziej oczywiste nawiązanie do innych tekstów kultury albo współczesnych wydarzeń (w jednej scenie pojawia się nawet hasło HWDSZ – od „Szlachta”).
Rozwój postaci to kolejna mocna strona. Każdy z głównych bohaterów przechodzi konkretną przemianę, co sprawia, że serial wciąga jeszcze bardziej. Stanisław nie jest już tylko cieniem ojca, Aniela walczy z oczekiwaniami rodziny, a Jakub próbuje odnaleźć się w roli „drugiego syna”. Jan Paweł wciąż pozostaje megalomanem, ale jego ambicje nabierają nowego wymiaru – teraz chce zostać najsłynniejszym Janem Pawłem w historii Polski. Wciąż świetnie balansuje między komediowym szaleństwem a ludzką autentycznością, choć trzeba przyznać, że momentami sporo stracił na inteligencji – i to trochę razi.
Technicznie drugi sezon to prawdziwy skok jakościowy. Scenografia, kostiumy, zdjęcia i montaż stoją na poziomie, który śmiało można porównać z zagranicznymi produkcjami. Letnia Adamczycha wygląda przepięknie, a kolorowa paleta zastępuje szaroburą stylistykę pierwszego sezonu. Wątek królewskich dożynek jako głównej osi fabularnej pozwala twórcom rozwinąć skrzydła – od scen zbiorowych, przez batalistyczne sekwencje, aż po imponujące efekty. Widać, że Netflix naprawdę poważnie potraktował inwestycję w polski serial.
Drugi sezon zachowuje też to, co było siłą pierwszego – potrafi być bardzo polski i jednocześnie uniwersalny. Satyra wciąż celnie punktuje nasze narodowe przywary, a jednocześnie robi to w sposób zrozumiały również dla widzów spoza Polski. Sarmatyzm jako filozofia życia bohaterów pozostaje źródłem humoru, ale jednocześnie twórcy potrafią wydobyć z niego uniwersalne prawdy o ambicji, dumie czy ludzkich słabościach. To nie tylko serial o XVII-wiecznej Polsce – to historia o czymś znacznie szerszym.
Czy jest śmieszniejszy niż pierwszy sezon? Momentami – zdecydowanie tak. Absurdalny humor osiąga tu nowe wyżyny, a gatunkowe eksperymenty potrafią zaskoczyć. Ale czy jest lepszy? To zależy od oczekiwań. Jeśli liczyliście na powtórkę z rozrywki w stylu pierwszego sezonu, możecie poczuć lekki niedosyt. Jeśli jednak chcecie czegoś ambitniejszego, choć mniej bezpośredniego – będziecie zadowoleni.
„1670” wciąż pozostaje jednym z najlepszych polskich seriali ostatnich lat. Ale to już nie jest ten sam serial – i może właśnie w tym tkwi jego siła. Nie boi się ewoluować, nawet jeśli oznacza to ryzyko utraty części fanów.
Ocena: 7/10 – dobry serial, który momentami sięga naprawdę wysoko, ale czasem gubi się we własnych ambicjach.














