Tydzień temu zakochałem się w jednej, dość niepozornej gierce – sam jestem zdziwiony, że poruszyła mnie tak bardzo, że pomimo swojej prostoty – postanowiłem wrzucić ją na fanpage. Acha, recenzja powstała na bazie wersji Playstation 5.
Jeżeli więc jesteś fanem karcianek, w dodatku w konwencji roguelike, „Balatro” może być grą, która przyciągnie Cię na wiele godzin. Produkcja Playstack oferuje świeże podejście do połączenia pokera z elementami budowania talii, a wszystko to w klimacie proceduralnej rozgrywki pełnej losowości i strategii. Mimo ponad 15 godzin spędzonych w grze, nie udało mi się jeszcze jej ukończyć, co świadczy, tak o poziomie jej trudności, jak i uzależniającej mechanice. Czy jednak wszystko w niej wypada idealnie? No własnie nie.
Balatro czerpie garściami z klasycznego pokera, ale wzbogaca go o elementy roguelike i budowania talii. Rozgrywka dzieli się na osiem poziomów, „wejść”, z których każdy składa się z dwóch „Blinds” (dużego i małego) oraz walki z bossem. Kluczową rolę odgrywają karty Jokery – specjalne modyfikatory, które mogą na przykład zwiększać mnożnik punktów dla konkretnego układu kart lub wpływać na zachowanie talii. Każdy Joker otwiera nowe możliwości budowania strategii, a ich różnorodność – jest ich aż 150 – sprawia, że każda rozgrywka wygląda inaczej. Warto również podkreślić, że pomiędzy każdą standardową walką możemy wybrać gotowy, jasno nakreślony bonus, który kosztuje przeskoczenie walki, a tym samym także sklepu pełnego wzmocnień. Celem gry jest ukończenie 8 rozdań po 3 walki, a dokładniej – zdobycia okreslonej puli punktów w każdej z nich (a ta z walki na walkę rośnie).
Ważnym elementem są też karty Planet oraz Tarot. Planety wzmacniają konkretne układy kart, podczas gdy Tarot wprowadza jednorazowe modyfikatory, takie jak zmiana koloru karty lub podniesienie jej wartości. Talia jest rozwijana w we wspomnianym sklepie między poziomami, gdzie gracz może kupować nowe karty, booster packi lub specjalne ulepszenia – chyba, że połasimy się na bonus pomiędzy walkami, wtedy sklepu nie uświadczymy. Gra wymaga zarówno strategicznego myślenia, jak i dużej elastyczności, gdyż element losowości potrafi całkowicie zmienić przebieg sesji.
Jedną z najmocniejszych stron gry jest jej minimalistyczna, pixel-artowa oprawa graficzna, która – choć prosta – idealnie wpisuje się w klimat roguelike. Interfejs jest intuicyjny, a wszystkie potrzebne informacje są wyświetlane w przejrzysty sposób. Generalnie dość dopracowana czytelność ułatwia planowanie i pozwala skupić się na kluczowych elementach rozgrywki. Czasami jednak, niestety, menu potrafi zwariować i nie do końca zaznaczyć to co byśmy chcieli – w samej rozgrywce jest okej, ale w sklepie czy podczas podsumowania walk bywało różnie.
Jeśli czegoś w „Balatro” brakuje, to pewnego elementu wizualizacji progresu, który generalnie uznałbym za niezwykle cenny. Brakuje czegoś takiego jak chociażby w „Slay the Spire”, gdzie mapa pokazuje różnorodne ścieżki prowadzące do finału. Tutaj ścieżki są niemal niewidoczne – po prostu przechodzimy przez trzy kolejne walki. Wprowadzenie nawet prostego systemu imitującego podróż przez lochy mogłoby znacząco poprawić immersję i urozmaicić rozgrywkę. Nawet lepszym przykładem od „Spire” byłoby „Dicey Dungeons” – tam opanowali to do perfekcji.
Balatro nie należy do gier łatwych, ba, uważam, że należy do gier nieuczciwych. Jej losowość jest jednocześnie największą zaletą i wadą. Chociaż w niektórych rozdaniach pompowanie konkretnej ścieżki – czy to ukierunkowanie na Jokery, czy konkretne typy pokerowych rąk – wydają się dobrym pomysłem, tak losowość czy bardzo słabo zaprojektowani bossowie pozwalają zniweczyć w jedną chwilę kilkanaście minut skrzętnego planowania. Rozmaite debuffy narzucane przez bossów (tutaj przeszkadzajki bossów) mogą skutecznie zablokować rozwój talii, co szczególnie na wczesnych etapach gry bywa frustrujące. Przykładem mogą być bossy, które eliminują punkty zdobywane przez określone kolory kart lub zmienia widoczność ręki, zmuszając gracza do zgadywania. A tych jest oczywiście więcej, z najgorszym chyba – bossem, który pozwala użyć tylko jednej ręki. Gdy macie np. do zebrania cel 20 000$, a możecie użyć jedynie 5 kart – nawet przy najlepszym układzie Jokerów i mnożników możecie być z góry skazani na porażkę. Wkurzały mnie też niektóre Jokery, które wpływały np. na układy pokerowe – np. miały je multiplikować. Miały, ale tego nie robiły – nie wiem więc czym jest układ pokerowy, z jednej strony pod specjalnym guzikiem na padzie możemy je sprawdzić, z drugiej zwłaszcza te niskie (jak para czy wysoka karta) po prostu się nie zaliczały. Bardzo dziwne.
Dodatkowym problemem jest polskie tłumaczenie, które miejscami jest niejasne i wprowadza chaos w opisie zasad lub efektów kart. Dla osób niezaznajomionych z pokerem może to być dodatkowa bariera.


Wziąłem się z Balatro za fraki, ponieważ wiele internetowych recenzji uważa ją za jedną z najlepszych gier indie tego roku. Chwalona jest za nowatorskie podejście do karcianek, dużą liczbę odblokowywanych elementów i wyjątkową grywalność. Wielu recenzentów podkreśla, że gra wciąga na długo – nawet po nieudanych próbach przejścia, większość graczy (w tym ja) z dziecięcą naiwnością zaczyna od nowa, aby odkrywać kolejne Jokery i możliwości, które tworzą.
Balatro to wymagająca, ale satysfakcjonująca karcianka, która spodoba się fanom roguelike i budowania talii. Pomimo kilku niedociągnięć, takich jak brak mapy progresji czy problemy z tłumaczeniem, gra oferuje unikalne wrażenia i dużą różnorodność. Jeśli masz cierpliwość i lubisz eksperymentować z taktyką, Balatro jest grą, która dostarczy Ci wiele godzin rozrywki. Nadal go nie ukończyłem, frustracja we mnie rośnie, ale chwilę po opublikowaniu tego tekstu siadam dalej – i gram. Skasuję „Balatro” od razu po ukończeniu, bo po tylu godzinach zaczął mnie delikarnie nużyć, ale dopóki go nie ukończę – spędzę z nim i 100h – wszedł mi na ambicje.
Zalety:
Wady:














