Uwielbiam Och-Teatr za kameralną atmosferę, bliskość sceny i repertuar, który zawsze potrafi mnie czymś zaskoczyć. Dlatego na spektakl „Ferdydurke” w reżyserii Mariusza Malca wybrałem się z autentycznym entuzjazmem oraz dziecięcą ciekawością – tym bardziej, że moje doświadczenie z lekturami szkolnymi jest raczej niewielkie. Adaptacja powieści Witolda Gombrowicza okazała się ciekawym podejściem do tekstu autora znanego ze skomplikowanej narracji i eksperymentalnego stylu. Inscenizacja Malca nadaje tej twórczości nową energię, dzięki czemu historia od początku nabiera dynamiki i lekkości. Jak spektakl poradził sobie z wyzwaniami, jakie stawia proza Gombrowicza? O tym poniżej.
Jednym z największych atutów przedstawienia jest znakomita gra aktorska. W rolach głównych wystąpili: Małgorzata Biela, Maria Kłusek, Lidia Sadowa, Maria Seweryn, Tomasz Borkowski, Adrian Brząkała, Robert Czebotar, Sławomir Pacek, Sebastian Perdek, Otar Saralidze, Krzysztof Szczepaniak oraz Philippe Tłokiński. Każdy z wykonawców wniósł na scenę swoją indywidualność, jednocześnie współtworząc niezwykle harmonijną całość. Mimo że miałem okazję oglądać dopiero trzecią próbę generalną, przez co zdarzały się drobne wpadki tekstowe, całość wypadła niezwykle profesjonalnie – potknięcia, które naturalnie mogą się pojawić na tym etapie, były ledwie zauważalne i w żaden sposób nie wpływały na odbiór spektaklu.
Aktorzy poruszali się po scenie z imponującą precyzją, prezentując świetnie skoordynowaną, niemal choreograficzną grę. Ich interpretacje postaci były spójne i pełne ekspresji, dzięki czemu widzowie mogli z łatwością zanurzyć się w groteskowy, a zarazem pełen humoru świat Gombrowicza. Szczególnie zapadającą w pamięć kreację stworzył Krzysztof Szczepaniak jako Józio, który okazał się idealnym przewodnikiem po absurdach gombrowiczowskiej rzeczywistości. Na uwagę zasługuje także świetna Maria Kłusek, która w roli pensjonarki Zuty dodała spektaklowi lekkości i wdzięku, jednocześnie podkreślając subtelną ironię pierwowzoru literackiego. Ta pełna barw obsada, operująca szerokim wachlarzem emocji i gestów, sprawiła, że oglądanie przedstawienia stało się prawdziwą przyjemnością.
Scenografia spektaklu była oszczędna, co dla mnie stanowiło duży plus – uwielbiam minimalistyczne rozwiązania, które pozwalają skupić się na samej treści oraz grze aktorskiej, nie odciągając uwagi od tego, co istotne. Surowe dekoracje i subtelnie zarysowane przestrzenie pozostawiały aktorom dużą swobodę ruchu, podkreślając jednocześnie groteskowy klimat twórczości Gombrowicza. Jednakże nie wszyscy podzielali mój entuzjazm – moja partnerka uznała scenografię za zbyt surową, twierdząc, że brakowało jej nieco cieplejszych akcentów i bogatszego tła wizualnego.
Kostiumy zaprojektowano natomiast w bardzo interesujący sposób. Choć dominowała nowoczesna stylistyka, w niektórych detalach można było dostrzec wyraźne nawiązania do mody z czasów PRL-u – charakterystyczne kroje czy kolory kojarzące się z tamtą epoką. To oryginalne połączenie współczesności z elementami retro stworzyło ciekawy kontekst wizualny, który wprowadził dodatkową warstwę interpretacyjną do spektaklu, subtelnie podkreślając aktualność gombrowiczowskich refleksji o formie i konwenansach.





Jeśli chodzi o wierność duchowi Gombrowicza, trudno mi to jednoznacznie ocenić – przyznam, że wcześniej nie czytałem „Ferdydurke” w całości, a jedynie przejrzałem fragmenty po obejrzeniu spektaklu. Niemniej jednak inscenizacja wydała mi się klarowna i pozbawiona zbędnych komplikacji, co w przypadku tego autora bywa rzadkością. Gombrowicz słynie przecież z pełnej groteski, trudnej do oddania na scenie narracji, a jednak reżyserowi udało się stworzyć spektakl przystępny, spójny i przede wszystkim interesujący nawet dla widzów niezaznajomionych szczegółowo z literackim pierwowzorem.
Oczywiście, pominięto niektóre elementy, w tym słynną scenę z „łydką, łydką, łydką”, co dla zagorzałych miłośników prozy Gombrowicza może stanowić zauważalną lukę. Jednak wybór ten wydaje się celowy i przemyślany – twórcy spektaklu świadomie skoncentrowali się na aspektach bardziej uniwersalnych i ponadczasowych, które lepiej rezonują z wrażliwością współczesnego widza. Spektakl został dobrze skrojony zwłaszcza pod kątem młodszej publiczności, szczególnie maturzystów, dla których może stanowić atrakcyjne, a przy tym inteligentne uzupełnienie lektury szkolnej. Dzięki temu adaptacja Och-Teatru może z powodzeniem pełnić rolę pomostu między klasyką literatury a współczesnym odbiorcą, skutecznie zachęcając do dalszego eksplorowania twórczości Gombrowicza.
Przedstawienie było w dużej mierze zrozumiałe, choć wymagało refleksji już po opuszczeniu teatru – sens niektórych scen czy dialogów układał się w głowie dopiero po chwili namysłu. Momentami można było odnieść wrażenie pewnej nieskładności, fragmentaryczności, a nawet chaotyczności narracji, jednak w kontekście twórczości Gombrowicza trudno traktować to jako wadę. Raczej był to zamierzony efekt, który dobrze oddawał specyficzny, groteskowy styl autora. Ta lekka dezorientacja widza wydawała się celowym zabiegiem reżysera, mającym skłonić odbiorców do aktywniejszego zaangażowania i własnych interpretacji. Dzięki temu spektakl, choć przystępny, zachował typowo gombrowiczowską, intelektualną prowokacyjność.
Jednym z minusów, który zwrócił moją uwagę, była długość spektaklu i nierówne rozłożenie materiału pomiędzy poszczególne części. Odniosłem wrażenie, że równomierniejsze rozplanowanie akcji lub całkowita rezygnacja z przerwy mogłyby poprawić odbiór całości. (Dopisek autora – znalazłem informację, że przedstawienie grane w południe, prawdopodobnie dla szkół, w ogóle nie ma przerwy, co może sporo wyjaśniać w tej kwestii). Niektórym widzom może też brakować współczesnych aluzji politycznych, choć dla mnie było to neutralne. Pojawiały się również głosy, że ascetyczna scenografia bywała zbyt surowa – mnie jednak ten minimalizm przypadł do gustu, pozwalając skoncentrować się na samej historii i grze aktorskiej.
Spektakl „Ferdydurke” w reżyserii Mariusza Malca, wystawiany w Och-Teatrze, polecam szczególnie tym, którzy szukają ciekawej interpretacji klasyki literatury polskiej. Dzięki świetnej obsadzie aktorskiej, minimalistycznej scenografii oraz przemyślanej adaptacji inscenizacja sprawnie wprowadza widzów w groteskowy świat Witolda Gombrowicza. Choć może nie przekona do twórczości tego autora jego największych sceptyków, z pewnością stanowi świetny punkt wyjścia do dalszej refleksji nad jego literackim dorobkiem – szczególnie dla młodszej widowni czy maturzystów, którzy będą mogli zobaczyć lekturę szkolną w atrakcyjnej, dynamicznej odsłonie. Dla widzów, którzy cenią humor i ekspresyjną grę aktorską, występ Krzysztofa Szczepaniaka w roli Józia oraz błyskotliwa Maria Kłusek jako Zuta będą dużym atutem spektaklu. Chociaż inscenizacja prawdopodobnie nie przekona do Gombrowicza jego największych sceptyków, z pewnością stanowi doskonały punkt wyjścia do odkrywania groteskowego i absurdalnego świata, stworzonego przez jednego z najwybitniejszych polskich pisarzy XX wieku.
Spektakl zobaczyć można w Och-Teatrze właściwie cały czas (pomijając przerwę wakacyjną). Bilety w cenie 72-142zł znajdziecie w kasie teatru Polonia, wspomnianym Och-Teatrze oraz na stronie internetowej tutaj.
Ze swojej strony polecam – zwłaszcza z maturzystami 🙂














