Skip to main content

Atelier Yumia: The Alchemist of Memories & the Envisioned Land to najnowsza odsłona wieloletniej serii jRPG Atelier, znanej z niesamowitego graficznego uroku oraz zamiłowania twórców do alchemii. Jako osoba, która wcześniej nie miała styczności z tym cyklem, sięgałem po Yumię z pewnymi obawami — głównie z tym czy zrozumiem mechaniki i odnajdę się w historii? Na szczęście gra okazała się zaskakująco przystępna. Już od pierwszych minut Atelier Yumia daje się poznać jako przyjemna, „przytulna” przygoda i świetny punkt wejścia dla nowicjuszy. Twórcy zręcznie balansują znane elementy serii z kilkoma świeżymi pomysłami, dzięki czemu rozgrywka potrafi sprawić satysfakcję zarówno weteranom, jak i nowym graczom.

W niniejszej recenzji opisuję wrażenia z wersji na PlayStation 5, skupiając się na klimacie, oprawie i ogólnych odczuciach — bez zagłębiania się w skomplikowane szczegóły mechanik, które tak naprawdę dopiero poznaję.

Fabuła i świat gry

Urocza protagonistka Yumia wędruje po malowniczych zakątkach świata, który skrywa zapomniane wspomnienia i tajemnice.
Fabuła Atelier Yumia jest przedstawiona w lekkim, ciepłym tonie, choć nie brakuje w niej poważniejszych motywów. Główna bohaterka, młoda alchemiczka Yumia Liessfeldt, została wyszkolona w alchemii przez swoją zmarłą matkę. Teraz żyje w świecie, gdzie sztuka alchemii stała się tabu po serii dawnych katastrof rzekomo przez nią wywołanych. Mimo niechęci otoczenia do alchemików, Yumia dołącza do ekspedycji badawczej, by przemierzać zrujnowany kontynent i odkryć prawdę kryjącą się za upadkiem dawnego Imperium Aladissian oraz katastrofą, która je zmiotła z powierzchni ziemi. Wątkiem przewodnim jest pamięć – zarówno osobista przeszłość bohaterki, jak i wspomnienia utraconej historii, które stopniowo wychodzą na jaw.

Historia rozwija się niespiesznie, koncentrując się na relacjach między postaciami i stopniowym odkrywaniu sekretów przeszłości. Atmosfera przypomina miejscami baśń lub slice-of-life – jest łagodna i kojąca, momentami wręcz sielankowa​. Nie oznacza to jednak nudy. Gdzieś w tle czai się zagadka wielkiego kataklizmu i dawnej cywilizacji, co dodaje fabule odrobiny powagi i zachęca, by brnąć dalej. Co ważne, nawet bez znajomości poprzednich gier z serii, świat Atelier Yumia jest zrozumiały – to odrębna opowieść z własnymi bohaterami i konfliktem.

Trzeba jednak zaznaczyć, że oryginalność historii momentami budzi wątpliwości. Główny wątek bywa dość przewidywalny, szczególnie na początku przygody. Pojawiające się archetypy – takie jak nadmiernie entuzjastyczna, roztrzepana przyjaciółka czy poważny, honorowy rycerz – mogą sprawiać wrażenie, że „gdzieś już to widzieliśmy”. Na szczęście bohaterowie są na tyle sympatyczni i mają między sobą dobrą chemię, że szybko da się ich polubić. Dialogi często mają lekki, humorystyczny wydźwięk, co świetnie pasuje do ogólnego tonu gry. Choć fabuła nie stara się wywracać gatunku do góry nogami, opowiada ciepłą historię o przezwyciężaniu przeszłości i sile przyjaźni, która potrafi chwycić za serce, jeśli tylko damy jej szansę.

Rozgrywka – eksploracja i alchemia

Rozgrywka w Atelier Yumia opiera się na trzech filarach typowych dla serii: eksploracji świata, walce z potworami oraz syntezie alchemicznej (craftingu przedmiotów). Nowością jest sposób realizacji tych elementów — gra oferuje pół-otwarty świat podzielony na rozległe strefy, które można swobodnie badać. To rzadkość w serii Atelier i zdecydowanie miła odmiana.
Mapy aż roją się od znaczników i sekretów: natrafimy na skarby do odkrycia, zagadki środowiskowe, surowce alchemiczne do zbierania czy opcjonalnych bossów do pokonania. Yumia może pływać, wspinać się, skakać i zjeżdżać po tyrolkach — swoboda ruchu bywa zaskakująca jak na jRPG. Dodatkowo gra wprowadza system budowy bazy: w wyznaczonych miejscach możemy wznieść własną chatkę lub warsztat. Mechanika ta przypomina lekkie połączenie klasycznego jRPG z elementami symulacyjnymi — mamy możliwość urządzania i dekorowania własnego azylu na pustkowiu. Co ważne, budowanie bazy jest w pełni opcjonalne i dostosowane do stylu gry: można spędzić długie godziny nad dekorowaniem lub skorzystać z gotowych szablonów, by szybko odhaczyć ten element i ruszyć dalej.

Jeśli chodzi o alchemy, czyli tworzenie przedmiotów, to wciąż jest to serce gry. Cały system syntezy został rozbudowany tematycznie wokół motywu mana — w świecie Yumii to pozostałość wspomnień po wszystkim, co istniało. To ciekawy fabularny detal, który spaja historię z mechaniką. Sama mechanika craftingu jest głęboka, ale… niekonieczna do zrozumienia w najdrobniejszym szczególe. Gra nagradza tych, którzy zbierają tony składników i eksperymentują z recepturami, pozwalając tworzyć potężne eliksiry i ekwipunek. Jeśli jednak ktoś nie ma ochoty zagłębiać się w zawiłości alchemicznych przepisów, Atelier Yumia oferuje bardzo wygodne opcje automatyzacji. Można jednym poleceniem kazać grze wytworzyć dany przedmiot z najlepszych dostępnych komponentów lub według wybranych kryteriów — i to bez większej kary dla efektywności. Dzięki temu początkujący gracz nie zostanie przytłoczony nadmiarem systemów, a bardziej zapaleni „alchemicy” mogą w pełni oddać się zabawie w kombinowanie.

Eksploracji i craftingowi towarzyszy oczywiście walka z napotkanymi potworami. Starcia odbywają się w czasie rzeczywistym, z aktywnymi umiejętnościami — można przełączać się między kilkoma członkami drużyny, atakować z bliska lub z dystansu i korzystać z przedmiotów alchemicznych jako broni. Brzmi to ciekawie, jednak w praktyce system okazuje się zbyt upraszczający. Na normalnym poziomie trudności większość potyczek da się wygrać beztroskim mashowaniem przycisków, bez potrzeby stosowania finezyjnej strategii. System walki jest dynamiczny i efektowny wizualnie, ale brakuje mu głębi — szybko odkryłem, że nie muszę specjalnie kombinować, by pokonać nawet bossów. Potwory padają szybko, o ile nasza ekipa jest na odpowiednim poziomie doświadczenia.
Z jednej strony taki niski próg trudności może zachęcić nowych graczy — nic nie frustruje, można skupić się na historii i eksploracji. Z drugiej jednak, osoby szukające wyzwania mogą poczuć się rozczarowane. Co prawda pojawiają się wyższe poziomy trudności oraz opcjonalni mocniejsi przeciwnicy, ale ogólny balans rozgrywki jest mocno nastawiony na relaks zamiast rywalizacji.

Mimo wszystko zawartości nie brakuje. Kampania jest długa — od trzydziestu do kilkudziesięciu godzin — a świat wypełniono aktywnymi pobocznymi aktywnościami. Możemy wykonywać zadania dla towarzyszy, odkrywać setki rzeczy na mapie czy doskonalić swoje rzemiosło. Atelier Yumia potrafi wciągnąć na długie sesje, jeśli damy się złapać w rytm zbierania i wytwarzania kolejnych przedmiotów. Co ważne, nawet przy takiej obfitości, nowicjusz nie czuje się zagubiony. Interfejs jest czytelny, a gra stopniowo wprowadza kolejne mechaniki, dzięki czemu łatwo opanować podstawy.

Oprawa graficzna i dźwiękowa

Już na pierwszy rzut oka widać, że Atelier Yumia stawia na bajkową estetykę. Grafika utrzymana jest w charakterystycznym dla serii stylu anime — pełno tu żywych barw, malowniczych krajobrazów i fantastycznych akcentów. Wersja na PlayStation 5 prezentuje się olśniewająco. Lokacje są bogate w detale i tętnią życiem; trudno znaleźć pusty, monotonny zakątek. Raz odwiedzamy kwitnące łąki z różowymi drzewami, kiedy indziej tajemnicze ruiny rozświetlone magiczną poświatą — różnorodność miejsc zachęca do zwiedzania każdego zakamarka. Modele postaci również robią dobre wrażenie. Bohaterowie są wyraziści wizualnie — każdy ma unikalny strój i styl, odzwierciedlający jego osobowość. W scenkach dialogowych możemy podziwiać ich mimikę; twarze postaci są ekspresyjne i przekazują emocje, co pomaga wczuć się w historię. Silnik gry na PS5 zapewnia płynność działania — nie doświadczyłem spadków klatek ani błędów graficznych.

Warstwa audio również zasługuje na pochwałę. Atelier Yumia nie oferuje angielskiego dubbingu — postacie mówią po japońsku (jak to bywa w wielu niszowych jRPG), co dla części graczy może być wadą. Z drugiej strony oryginalne japońskie głosy brzmią bardzo przekonująco i świetnie pasują do bohaterów, a najważniejsze kwestie dialogowe są należycie zagrane emocjonalnie. W razie potrzeby można też ograniczyć częstotliwość odzywek postaci w ustawieniach. Ścieżka dźwiękowa to prawdziwa uczta dla ucha fanów klimatycznych RPG. Kompozytorzy połączyli rozpoznawalne, pogodne motywy muzyczne znane fanom serii z nowymi melodiami inspirowanymi regionami, które odwiedzamy. Dzięki temu każda kraina ma swój unikalny nastrój — od wesołych, sielskich melodii w wioskach po bardziej tajemnicze utwory w pradawnych ruinach. Muzyka świetnie buduje klimat relaksu i przygody, nie męcząc nawet podczas dłuższych sesji. Gdy dochodzi do walki, tempo przyspiesza — utwory bitewne są żywsze i dodają starciom energii, choć nadal utrzymane są w lżejszym tonie pasującym do reszty oprawy. Ogólnie dźwięk i muzyka skutecznie dopełniają baśniowy obraz gry, sprawiając, że łatwo zanurzyć się w świecie Yumii.

Podsumowanie

Atelier Yumia: The Alchemist of Memories & the Envisioned Land okazała się dla mnie miłym zaskoczeniem. Jako nowicjusz w uniwersum Atelier szybko doceniłem jej przystępność i urok. To gra, która nie karze za błędy, a zamiast tego zachęca do niespiesznej eksploracji i cieszenia się procesem tworzenia kolejnych cudów alchemii. Oferuje relaksujące doświadczenie JRPG, idealne jako odskocznia od bardziej mrocznych i wymagających tytułów. Czy oznacza to, że jest pozbawiona wad? Oczywiście, że nie. Brakuje tu większego wyzwania — nawet finałowe walki nie wzbudzają dreszczu emocji, a fabuła, choć przyjemna, nie zapada w pamięć tak mocno, jak by mogła. Część systemów gry jest znacząco uproszczona, co może nie przypaść do gustu osobom szukającym głębokiej, taktycznej rozgrywki. Mimo to Atelier Yumia oferuje kojący klimat i charyzmatycznych bohaterów, dostarczając solidnej i komfortowej przygody na długie wieczory.

Z perspektywy świeżego gracza muszę przyznać, że Atelier Yumia spełniła swoją rolę jako punkt wejścia — wciągnęła mnie w świat alchemików na tyle, że mam ochotę sięgnąć po poprzednie części serii. Mimo kilku potknięć (głównie prostoty rozgrywki) bawiłem się naprawdę dobrze, delektując się ciepłą atmosferą i satysfakcją z wytwarzania własnych przedmiotów. To tytuł idealny dla tych, którzy cenią w grach spokój, eksplorację i stopniowy rozwój zamiast ciągłej adrenaliny. Jeśli szukasz relaksującego jRPG z barwnym światem i nie odrzuca Cię jego niemal „slice-of-life” charakter, przygody Yumii mają dużą szansę skraść Ci serce.

Ocena: 7/10 (dobra)

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuje firmie Plaion.

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Leave a Reply