Skip to main content

Po kilku tygodniach intensywnego testowania gier na Switcha 2, zaczynałem tęsknić za czymś spokojniejszym. W wirze nowych premier i szybkich, pełnych akcji tytułów, pojawiła się potrzeba oddechu, momentu, który pozwoliłby mi zwolnić tempo i odpocząć. I wtedy wjechało Locomoto – jak ukochany skład pociągu, który w końcu wjeżdża na peron po długim oczekiwaniu.

Mam ogromną słabość do gier o pociągach. Zawsze mnie do nich ciągnęło – jest coś naprawdę kojącego w tym, jak wagoniki suną po torach, w tej rytmicznej, przewidywalnej harmonii jazdy. Uwielbiam ten klimat powolnej podróży, planowania trasy i patrzenia, jak wszystko ładnie ze sobą współgra. Pociągi w grach to dla mnie czysta radość, a Locomoto idealnie wpasowało się w tę niszę – relaksacyjne, kolorowe, niespieszne i przyjemnie „cosy”. Wielkie dzięki dla wydawnictwa Plaion za podesłanie mi kodu recenzenckiego do Locomoto! A tymczasem – recenzja!

Locomoto oczarowało mnie od pierwszych chwil swoim ciepłym, przytulnym klimatem, który od razu sprawił, że poczułem się jak w bajce. Wcielamy się tu w uroczego konduktora-podróżnika, który przemierza malownicze okolice, prowadząc pociąg pełen gadających pasażerów. Brzmi bajkowo? I bardzo dobrze – bo właśnie tak się gra. Każda podróż to chwila relaksu, a każda kolejna stacja to nowa, kolorowa opowieść. Jest coś magicznego w tym, jak wszystko w Locomoto wciąga, nie narzucając tempa, pozwalając na pełną kontrolę nad każdą podróżą. Zamiast pędzić do celu, tu można zatrzymać się na chwilę, poczuć ten rytm życia – zwolnione tempo, rozmowy z pasażerami, małe zadania do wykonania i niekończące się możliwości personalizacji pociągu. Każdy detale sprawia, że ta gra wciąga, ale nie w sposób stresujący – raczej jak powolna, przyjemna podróż w piękny, kolorowy świat.

Sterowanie w Locomoto jest banalnie proste, ale to właśnie w tej prostocie kryje się magia tej gry. Wrzucamy węgiel do pieca, pilnujemy pary, pociąg rusza, a my wzbieramy pełną parą w trasę. Po drodze zatrzymujemy się w kolejnych wioskach – zabieramy pasażerów, dostarczamy pocztę, a czasem nawet pomagamy komuś dotrzeć do szpitala. Każdy przystanek to osobna historia – mieszkańcy mają swoje problemy, cele i wyraziste osobowości. Rozmowy z nimi to nie tylko zabawa, ale również zaskakująco ciepłe momenty, które wciągają od pierwszej sekundy. Od pękających domów po lokalne kryzysy ekologiczne – każdy z tych detali dodaje głębi temu światu. A te historie… czuje się, że nie są tylko tłem, ale żyją razem z nami.

Największą frajdę sprawia jednak system personalizacji i craftingu. Za wykonywanie zleceń dla mieszkańców zdobywamy żetony, które wymieniamy na materiały do tworzenia różnych gadżetów i mebli do naszego pociągu. Każdy kolejny przedmiot to mała nagroda, która sprawia, że nasz skład staje się coraz bardziej osobisty. W głównej kabinie czeka stolik warsztatowy, na którym układamy zebrane surowce w prostym, „gridowym” systemie, by tworzyć nowe przedmioty. A potem dostajemy nagrody – od ekspresu do kawy, przez krzesła, po urocze dekoracje, które nadają pociągowi niepowtarzalny charakter.

To właśnie ta warstwa personalizacji daje ogromną radość. Zmiana wyglądu wagonów, dobieranie stroju konduktora (moja panda w czerwonej kurtce i kapeluszu wyglądała absolutnie przekozacko) sprawiają, że nasz pociąg staje się czymś więcej niż tylko środkiem transportu. To nasz własny, przytulny pociąg-marzenie. Do tego, co jakiś czas trafiają się nowe ubrania i akcesoria, więc nawet kiedy jazda zaczyna przybierać formę rutyny, zawsze znajdzie się coś, co przyciąga uwagę. Nawet jeśli przystanki się powtarzają, motywacja do zaglądania do ekwipunku i tworzenia czegoś nowego, czegoś „swojego”, nigdy nie znika.

Z czasem jednak pojawia się lekki zgrzyt. Choć pierwsze godziny gry to prawdziwa przyjemność, po 5–10 godzinach zaczyna się wyczuwać powtarzalność. Większość zadań to różne wariacje na temat „podwieź mnie”, „zanieś paczkę” czy „zbierz coś i wróć”. Trasy, które pokonujemy, również bywają powtarzalne. Złapałem się na tym, że pewnego dnia włączyłem grę i… po prostu puściłem pociąg, by sam dobił do celu, nie angażując się specjalnie. To niestety trochę zabrało z tej początkowej radości z eksploracji.

Fabuła? Raczej zbiór sympatycznych przystanków z drobnymi historyjkami niż głęboka opowieść, która trzyma za serce. Ale muszę przyznać, że nie mam o to pretensji – w tego typu grze to klimat jest najważniejszy, a w tej kwestii Locomoto wciąż nie zawodzi. Każda stacja ma swój unikalny charakter, a drobne ciepłe momenty i rozmowy z mieszkańcami wciąż potrafią wywołać uśmiech na twarzy i zapadają w pamięć. I choć gra nie zabiera nas w podróż pełną dramatyzmu, wciąż pozostaje przyjemnym doświadczeniem, które, pomimo swojej prostoty, nie nudzi się tak łatwo.

Testowałem Locomoto na mojej nowej konsoli  Switch 2 i muszę przyznać – gra działa świetnie. Największą różnicę od razu widać w płynności. Na zwykłym Switchu czasami pojawiały się problemy – spadki klatek przy większym tłoku na ekranie, zwłaszcza w deszczu czy na zatłoczonych stacjach. Do tego kilka typowych bugów, jak bagaż na torach czy postacie sunące nad ziemią, co potrafiło rozpraszać.

Na nowym sprzęcie jest zupełnie inaczej. Locomoto działa stabilnie, płynnie, w 60 FPS, a ta pastelowa, bajkowa oprawa wygląda teraz ostrzej i po prostu ładniej. Podróżowanie pociągiem staje się jeszcze bardziej relaksujące, bo nic nie wytrąca nas z rytmu.

Podsumowując: jeśli masz nową konsolę, zdecydowanie warto zagrać na niej w Locomoto. Gra naprawdę zyskuje na płynności i wyglądzie, a komfort rozgrywki wznosi się na wyższy poziom.

Locomoto to przede wszystkim coś dla tych, którzy szukają spokojnych, przytulnych przygód. Jeśli lubisz gry w stylu Animal Crossing, Stardew Valley czy inne „cosy simy”, w których możesz się zrelaksować, trochę pobawić wystrojem i po prostu jechać przed siebie bez żadnej presji – to jest dokładnie ten klimat.

Gra na pewno przypadnie do gustu zwłaszcza fanom kolei i „urządzania”. Można tu dopieszczać wnętrza wagonów, dobierać meble, zmieniać strój konduktora, a wszystko toczy się w naprawdę beztroskim tempie. Nie ma tu wyzwań rodem z soulslike’ów, nie musimy ratować świata ani walczyć z potworami – i to jest w tym wszystkim piękne. Czasem nie każda gra musi krzyczeć do nas z ekranu.

Dla mnie Locomoto okazało się świetnym sposobem na wyciszenie się po długim dniu. To taka ciepła herbatka w świecie gier – nie zaskakuje, ale daje poczucie komfortu. Takie gry mają w sobie coś magicznego – pozwalają się zatrzymać, poczuć się dobrze, nie oczekując od nas niczego więcej. Jasne, z czasem wkrada się rutyna, a powtarzalność zadań może trochę nużyć. Więc jeśli szukasz większej dynamiki, może Cię to nie porwać. Ale jeśli potrzebujesz gry na leniwe wieczory, kiedy chcesz po prostu odpocząć i poczuć się jak w domu… ten pociąg może być właśnie tym, czego szukasz.

Podsumowując – Locomoto to urocza, klimatyczna gra, która świetnie realizuje swoją „cozy” koncepcję: symulację życia na torach z nutką bajkowego relaksu. Idealna na leniwe wieczory, szczególnie na Switchu 2, gdzie śmiga w 60 klatkach i wygląda po prostu ślicznie. To tytuł, który nie musi krzyczeć – raczej zaprasza do spokojnej podróży, z herbatą w dłoni i myślami ulatującymi gdzieś daleko za oknem.

Jasne, nie wszystko działa idealnie. Na zwykłym Switchu gra niestety traci trochę na płynności, a techniczne niedociągnięcia czasami dają o sobie znać. Różnorodność zadań również nie utrzymuje tempa przez całą grę – po jakimś czasie zaczynają się powtarzać. Ale mimo tych drobnych minusów, spędziłem z grą naprawdę przyjemny czas. Polubiłem bohaterów, doceniłem możliwość personalizacji mojego pociągu i po prostu dobrze się przy niej zrelaksowałem.

Dla fanów spokojnych, kreatywnych gier w stylu Stardew Valley czy Animal Crossing, Locomoto może okazać się strzałem w dziesiątkę. Dla tych, którzy szukają adrenaliny i szybkiej akcji – raczej nie. Moja końcowa ocena to 6/10.

I jeszcze raz – ogromne dzięki dla Plaion za udostępnienie kodu recenzenckiego. Cieszę się, że mogłem odbyć tę podróż. To była przyjemność.

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Leave a Reply