Skip to main content

Na „Skażenie” poszedłem bez specjalnych oczekiwań. Ot, kolejny thriller z Liamem Neesonem, który powinien dowieźć napięcie i znajomy schemat. Dopiero na miejscu okazało się, że seans ma dodatkową oprawę – obsługa kina ubrana była w żółte skafandry ochronne i maski gazowe. Mały detal, ale skuteczny. Od razu dawał sygnał, że ten film może pójść w mniej oczywistą stronę. I faktycznie – „Skażenie” (Cold Storage) szybko wywraca podstawowe założenia. Zamiast poważnego thrillera dostajemy mieszankę horroru i czarnego humoru, momentami świadomie groteskową. Już pierwsze sceny sugerują, że film nie zamierza trzymać się realizmu ani klasycznego tonu, a raczej bawić się przesadą i fizyczną dosłownością.

W dużym uproszczeniu fabuła „Skażenia” sprowadza się do jednego problemu: w podziemiach dawnej bazy wojskowej budzi się wyjątkowo paskudny, zaraźliwy grzyb. Travis i Naomi, pracujący nocami w magazynie urządzonym na terenie tego kompleksu, przypadkiem trafiają na ślad zagrożenia i bardzo szybko orientują się, że wpakowali się w coś znacznie większego, niż zwykła nocna zmiana.

Dalej wszystko zmierza już w stronę kontrolowanego chaosu. Wirus atakuje ludzi, przejmuje nad nimi kontrolę, a zarażeni zmieniają się w krwiożercze potwory z neonowymi eksplozjami głów i całym tym kiczowatym anturażem rodem z tanich horrorów klasy B. Film ani przez chwilę nie udaje subtelności – im bardziej jest przesadzony, tym lepiej czuje się we własnej skórze.

Do tego bałaganu dołącza Robert Quinn, zmęczony życiem specjalista od biologicznych zagrożeń, grany przez Liama Neesona. To on ma znaleźć sposób na opanowanie sytuacji, zanim wszystko wymknie się spod kontroli. Scenariusz nie próbuje bawić się w skomplikowane tajemnice czy wielopiętrowe zwroty akcji – dostajemy raczej prostą, bezpośrednią rozwałkę z obowiązkowym widmem katastrofy na dużą skalę i kilkoma scenami jakby wyjętymi prosto z ery VHS.

Obsada „Skażenia” jest dość zróżnicowana i, choć trudno mówić o rolach wybitnych, aktorzy dobrze odnajdują się w konwencji, jaką narzuca film. Joe Keery jako Travis najlepiej wypada w luźniejszych, komediowych scenach. Ma naturalne wyczucie humoru i swobodę, która sprawia, że jego bohater jest łatwy w odbiorze i dobrze wpisuje się w lekko przerysowany ton całości. Nietrudno dostrzec podobieństwa do jego najbardziej rozpoznawalnej roli w Stranger Things, ale w tym przypadku działa to raczej jako znajomy punkt odniesienia niż realny problem. Georgina Campbell w roli Naomi pełni funkcję stabilizującą dla całej historii. Jej bohaterka jest rozsądna, opanowana i stanowi kontrapunkt dla bardziej chaotycznych wydarzeń wokół. Choć scenariusz nie rozwija jej postaci w szczególną stronę, Campbell gra ją wiarygodnie i z wyczuciem. Chemia z Keerym jest poprawna, a dialogi spełniają swoją rolę, prowadząc akcję do przodu bez zbędnych dłużyzn. Liam Neeson jako Robert Quinn pojawia się w dobrze znanej dla siebie roli eksperta i autorytetu. Tym razem pozwala sobie jednak na nieco więcej luzu i wskazówki humoru, co przyjemnie odświeża ten schemat. To występ solidny i przewidywalny w pozytywnym sensie – Neeson wnosi do filmu spokój, doświadczenie i odrobinę ciężaru, którego taka historia potrzebuje. Jednak, co jest ważne – nie jest to już jego prime, wyraźnie widać jego wiek i brak kondycji, nie tylko fabularnie, ale to już stary chłop i niestety on sam tym emanuje. Na dalszym planie pojawiają się Leslie Manville i Vanessa Redgrave. Ich role są krótkie, ale obecność obu aktorek dodaje filmowi pewnej elegancji i wiarygodności świata przedstawionego. Sosie Bacon pojawia się epizodycznie, uzupełniając obsadę bez próby wychodzenia na pierwszy plan.

Po seansie „Skażenia” zostałem z dość mieszanymi, ale raczej pozytywnymi odczuciami. Zdarzało mi się co chwilę rzucać w stronę ekranu coś w stylu „co ja właściwie oglądam?”, bo film momentami odjeżdża w rejony czystego absurdu – i nie mówię tego z przekąsem, raczej z autentycznego zaskoczenia. Kilka razy miałem wrażenie, że twórcy pozwolili sobie na bardzo daleki odlot, ale jednocześnie… ani przez chwilę nie byłem znudzony. Wręcz przeciwnie – nie odwracałem wzroku od ekranu, a połączenie gore z komedią działało na mnie zaskakująco dobrze. Tempo jest przyzwoite, film nie ciągnie się niepotrzebnie i wyraźnie stawia na efekciarstwo zamiast powolnego budowania klimatu. Spodziewałem się typowego, poważnego thrillera z Liamem Neesonem, a dostałem przewrotne połączenie horroru, zombie-komedii i lekkiej autoparodii. I choć to zderzenie konwencji bywa momentami nierówne, finalnie dałem się wciągnąć w tę zabawę.

Warstwa muzyczna i kostiumowa pozostaje w „Skażeniu” raczej w tle. Ścieżka dźwiękowa spełnia swoje zadanie, podbijając tempo i podkreślając sceny grozy, ale szybko znika z pamięci po seansie. Kostiumy również są poprawne i czytelne gatunkowo, choć trudno mówić o nich w kategoriach atutu filmu. Szczególnie widać to przy postaci Roberta Quinna – Liam Neeson w „domowej” wersji komandosa wygląda raczej umownie niż wiarygodnie. Zamiast budować jakąś ciekawą anegdotę czy ikonę bohatera, ten element wywoływał u mnie raczej lekkie zakłopotanie niż realne wrażenie powagi.

Dla kogo jest ten film? Przede wszystkim dla widzów, którzy lubią kino akcji podszyte gore i dystopijnym humorem. Jeśli odpowiada ci krwawa przesada, komiksowi bohaterowie i absurd podany bez większych zahamowań, „Skażenie” może sprawić sporo frajdy. Fani Liama Neesona grającego klasycznego twardziela mogą być zaskoczeni – tym razem pełni on raczej rolę mentora niż jednoosobowej armii. To propozycja raczej dla dorosłego widza, nastawionego na rozrywkę, a nie na poważną grozę czy dramat. Film prawdopodobnie bardziej trafi do sympatyków horror-komedii i zombie-pastiszu niż do fanów klasycznych, śmiertelnie serio dreszczowców.

Czy warto iść do kina? Tak, ale z odpowiednim nastawieniem. To niespełna sto minut jazdy bez trzymanki, przy której nie trzeba się szczególnie angażować ani analizować każdego zwrotu akcji. Film nadrabia tempem, efektami i humorem, choć przy ponownym seansie jego wady byłyby zapewne dużo bardziej widoczne i zdecydowanie mocniej uwierające. Jeśli szukasz czegoś lekkiego, oderwanego od rzeczywistości i nie masz problemu z krzykliwym gore – to seans dla ciebie. Jeśli oczekujesz powagi, głębi i wielkich aktorskich popisów, lepiej poszukać czegoś innego.

Podsumowując: „Skażenie” zaskoczyło mnie tonem i kierunkiem, w jakim poszło. To film nierówny, momentami absurdalny, ale świadomie bawiący się własną konwencją. Nie jest to wybitny horror ani przełomowa komedia, jednak jako gatunkowa zabawa sprawdził się całkiem nieźle. Wyszedłem z kina z mieszanymi odczuciami, ale też z poczuciem, że ten seans miał swoje momenty – i kilka z nich naprawdę mnie rozbawiło. Takie 5/10, ale jeśli ktoś jest w stanie docenić konwencję (jak i ja) – to i nawet na 6+.

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Leave a Reply