Skip to main content

Spin-offy zawsze budzą we mnie lekką nieufność. Z jednej strony fajnie wrócić do świata, który kiedyś działał, z drugiej – bardzo łatwo to wszystko zepsuć. W tym tygodniu na Amazon Prime sprawdziłem dobrze zapowiadający się, 10 odcinkowy The Paper i właściwie od razu zrozumiałem, że to podróż w złym kierunku. Dla mnie to wręcz podręcznikowy przykład, jak nie robić spin-offu ukochanego serialu. Już po kilku odcinkach miałem wrażenie, że ta opowieść w uniwersum The Office, , to jak strzał w pysk, smutna, bezbarwna kalka.adsdasdsdsa

Mamy więc ekipę dokumentalistów, którzy po latach wracają do świata znanego z The Office. Tym razem ich kamera trafia do redakcji podupadającej lokalnej gazety – Toledo Truth Teller w Ohio. Tytuł ledwo zipie, redakcja została zredukowana do minimum, a nad wszystkim czuwa korporacja produkująca… papier, głównie toaletowy.

Wraca też Oscar Martinez – wciąż księgowy, tylko że tym razem pracujący przy finansach gazety. I paradoksalnie to największy plus całego serialu. Oscar Nuñez nadal ma świetny komediowy timing i widać, że w takim formacie czuje się jak ryba w wodzie. Ta postać działa głównie dlatego, że widzowie znają ją jeszcze z czasów Biura. Sam scenariusz nie daje mu zresztą jakiejś wyjątkowej drogi, ale Nuñez potrafi wyciągnąć humor nawet z drobnych scen.

Obok niego pojawia się Domhnall Gleeson jako Ned Sampson, nowy redaktor naczelny, który próbuje postawić gazetę na nogi. To aktor znany raczej z kina niż z komedii biurowych – można go kojarzyć z filmów Ex Machina, Czas na miłość czy z roli generała Huxa w nowych Gwiezdnych wojnach. W obsadzie jest też Sabrina Impacciatore, którą wielu widzów zapamiętało z drugiego sezonu Białego lotosu. Pojawiają się również Melvin Gregg, Chelsea Frei i Ramona Young, czyli aktorzy znani głównie z serialowych ról komediowych i młodzieżowych produkcji.

Na „papierze” wygląda to więc całkiem obiecująco – jest kilka rozpoznawalnych twarzy i potencjał na ciekawą, biurową mieszankę charakterów. Problem w tym, że serial prawie w ogóle z tego nie korzysta. Większość postaci została napisana bardzo powierzchownie. Zamiast ludzi dostajemy etykietki: ktoś jest tylko próżny, ktoś tylko dziwaczny, ktoś tylko wiecznie napalony. I na tym kończy się ich charakter. W dobrych sitcomach nawet najbardziej przerysowane postacie mają jakąś drugą warstwę – tutaj tej warstwy zwyczajnie nie ma. Bohaterowie pojawiają się, mówią swoją jedną cechę i znikają.

Obejrzałem cały sezon i w pewnym momencie złapałem się na tym, że częściej patrzę na zegarek niż na ekran. Skoro mamy mockument, liczyłem na obserwacyjny humor i te charakterystyczne, niezręczne sytuacje, które trochę bolą, ale jednocześnie bawią. Tutaj niestety częściej tylko bolą. Przez dziesięć półgodzinnych odcinków autentycznie zaśmiałem się może dwa razy. Reszta gagów ląduje gdzieś między sucharem a żartem, który może jeszcze przeszedłby w liceum, a i tak jednym z tych gorszych. I to jest chyba największy problem tego serialu – niby wszystko wygląda znajomo, ale brakuje w tym energii i pomysłu, który naprawdę by to ożywił.

Sam koncept świata jeszcze jakoś się broni. Mamy upadającą lokalną gazetę, zderzenie starego dziennikarstwa z korporacyjną logiką, powrót ekipy dokumentalistów z kamerą i Oscara jako jedyny realny pomost z Biurem. Widać, że ktoś miał pomysł na setting – gdzie ustawić kamerę i w jakim środowisku osadzić historię. Problem w tym, że na sam pomysł świat się kończy. Gdy kamera już stoi, serial bardzo często nie ma nic ciekawego do powiedzenia.

Najbardziej zawodzi humor. W mockumencie to przecież absolutna podstawa, a tutaj jest on rozcieńczony do poziomu wody po zmywaniu pędzli. Żarty są przewidywalne, często przeciągnięte o kilka sekund za długo, a puenty rzadko trafiają w punkt. Zdarzają się sceny, które wyglądają jak przygotowanie pod jakiś większy komediowy moment – i nagle… nic. Cisza. Następna scena – w ogóle twórcy „The Paper” są mistrzami w urywaniu wątków, powinni dawać za to jakieś nagrody. A sceny po napisach? Największe WTF jakie widziałem, Bóg jeden raczy wiedzieć po co są i co oznaczają.

Fabuła również sprawia wrażenie posklejanej z luźnych kawałków. Niby coś się dzieje, niby są jakieś drobne konflikty w redakcji, ale wszystko bardziej się snuje niż rozwija. Brakuje poczucia, że oglądamy sezon z jakimś wyraźnym kierunkiem. Raczej wygląda to jak zestaw pojedynczych scen i pomysłów, które ktoś wrzucił do jednego worka, licząc, że może samo się to ułoży. Najepszym dowodem na miałkość serialu jest to, że w ostatnim odcinku obserwujemy rozdanie gazetowych nagród – gdy czytają listy nominowanych, trudno przyporządkować mi imiona do twarzy – to chyba zbrodnia, że po 10 odcinkach nie kojarzę imienia głównej bohaterki?

I to jest chyba najbardziej frustrujące w całym The Paper. Ten serial nie jest spektakularnie zły. On jest po prostu boleśnie nijaki. Czasem ma się wrażenie, że twórcy bardzo liczą na to, że sam fakt istnienia w świecie Biura załatwi sprawę. Tyle że nostalgia działa tylko przez chwilę. Po kilku odcinkach zostaje już tylko pytanie: dlaczego właściwie to powstało i co ten serial chciał nam powiedzieć. A odpowiedź, niestety, okazuje się dość rozczarowująca. Nic.

Jeśli kochasz Biuro do tego stopnia, że obejrzysz wszystko, co tylko zahacza o to uniwersum, możliwe, że puścisz The Paper z czystej ciekawości – choćby w tle. Warto jednak przygotować się na spore rozczarowanie. A jeśli liczysz na świeży, złośliwy komentarz o współczesnych mediach, to ten serial nawet nie próbuje podchodzić pod taką ambicję.

Dla przeciętnego widza, który chce po prostu odpalić dobrą komedię na wieczór, będzie to raczej frustrujące doświadczenie niż przyjemne guilty pleasure.

Na koniec – dla mnie The Paper to po prostu katastrofa. Jest pomysł na świat, jest sympatyczny powrót Oscara, ale cały ten potencjał zostaje kompletnie zmarnowany i tonie w cringu oraz nijakości. Gdybym mógł cofnąć czas, zamiast tego sezonu po prostu jeszcze raz obejrzałbym Biuro.

The Paper znajdziecie na Amazon Prime, ale tak szczerze – poszukajcie tam raczej Australijskiej wersji The Office, jest dużo fajniejsza niż recenzowana abominacja. Oby to gówno anulowali.

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Leave a Reply