Skip to main content

Nie ukrywam, że mam słabość do kameralnych spektakli, które nie próbują imponować rozmachem, tylko historią i aktorami. „Przed wschodem / przed zachodem” w reżyserii Adama Sajnuka jest właśnie takim przedstawieniem. To niewielki spektakl dwojga aktorów inspirowany filmami Richarda Linklatera, który udowadnia, że czasami wystarczy dobra rozmowa, żeby przyciągnąć uwagę widza na ponad godzinę.

Punkt wyjścia jest prosty. Dwójka nieznajomych spotyka się w pociągu i podejmuje spontaniczną decyzję o wspólnym wyjściu na jednej ze stacji. Zamiast wrócić do codzienności, postanawiają spędzić razem noc, spacerując po mieście, rozmawiając o życiu, miłości, marzeniach i wszystkich tych sprawach, które zwykle zostawiamy dla najbliższych osób. Tyle że tutaj opowiadane są komuś poznanemu zaledwie kilka godzin wcześniej.

To słodko-gorzka opowieść o relacjach, przemijaniu i momentach, które czasami trwają tylko chwilę, ale zostają z nami na długo. Spektakl balansuje pomiędzy komedią a dramatem. Potrafi rozbawić, ale równie często skłania do refleksji nad tym, jak wyglądają nasze związki i jak wiele przypadków wpływa na nasze życie.

Ogromne wrażenie zrobiła na mnie scenografia Katarzyny Adamczyk. W teorii jest jej niewiele – kilka pudeł i praktycznie pusta scena. W praktyce te same elementy bez przerwy zmieniają swoje funkcje. Raz stają się ławką, za chwilę murem, potem schodami czy stolikiem. Dzięki temu przestrzeń cały czas żyje i płynnie zmienia się razem z bohaterami. To prosty, ale bardzo efektowny pomysł, który świetnie współgra z charakterem opowiadanej historii. Na pochwałę zasługuje również warstwa techniczna. Oświetlenie buduje odpowiedni nastrój, a nagłośnienie pozwala wychwycić nawet najdrobniejsze emocje. W przypadku tak kameralnego spektaklu ma to ogromne znaczenie i tutaj wszystko działa dokładnie tak, jak powinno.

Największą siłą przedstawienia pozostają jednak aktorzy. Monika Markowska wnosi do swojej bohaterki ogromną energię, naturalność i świeżość. Od pierwszych minut przyciąga uwagę, a każda scena z jej udziałem wypada wiarygodnie i bez cienia przesady. Szczególnie dobrze zapamiętałem moment muzyczny, który tylko potwierdził, jak wiele daje od siebie na scenie. Robert Mróz również wykonuje kawał dobrej pracy, choć sam miałem problem z jego bohaterem. To postać pełna sprzeczności. Z jednej strony inicjuje całą tę niezwykłą przygodę, czaruje i zachęca do wspólnego spędzenia czasu. Z drugiej bywa niemiły, odpychający i momentami zwyczajnie trudny do polubienia. Nie odebrałem tego jednak jako efektu gry aktorskiej, ale raczej nierówności w samym scenariuszu. Miałem wrażenie, że bohater momentami zmienia się zbyt gwałtownie, przez co trudniej uwierzyć w rozwijającą się między nimi relację. Raz jest łagodnym wesołym chłopakiem, który wierzy, że przypadkowo spotkana dziewczyna może być tą jedyną, a później staje się bucem, który nie chce odpowiadać na zadane przez siebie samego pytania.

Mimo tych zastrzeżeń historia wciąga. Spektakl sprawnie przenosi widzów pomiędzy kolejnymi miejscami i porami nocy, wykorzystując projekcje, światło oraz wspomnianą wcześniej scenografię. Wszystko dzieje się płynnie i bez zbędnych przestojów. Przez większość czasu miałem poczucie uczestniczenia w czymś znacznie większym niż wskazywałby na to rozmiar samej sceny.

Przed wschodem / przed zachodem” nie jest wielkim widowiskiem i chyba nawet nie próbuje nim być. To kameralna opowieść oparta na dialogach, emocjach i chemii pomiędzy dwójką aktorów. Właśnie dlatego działa. Wciągnęła mnie od początku do końca i sprawiła, że po wyjściu z sali jeszcze przez chwilę myślałem o bohaterach i ich wyborach. Czy dobrze czy źle – to już inna sprawa.

Jeżeli gdzieś natkniecie się na ten tytuł, zdecydowanie warto dać mu szansę. To niewielki spektakl, ale także jedna z tych historii, które udowadniają, że do stworzenia angażującego teatru nie potrzeba wielkiego budżetu ani rozbudowanej obsady. Wystarczy dobry pomysł, dwoje utalentowanych aktorów i opowieść, w której łatwo odnaleźć kawałek samego siebie.

„Przed wschodem / przed zachodem” – sztuka Teatru WARSawy w Instytucie Teatralnym już 19 i 24 czerwca, godz. 18.00 i 20.30 – bilety w cenie od 86zł nabędziecie tutaj: kup bilet.
A teatrowi WARSawy dziękuję za zaproszenie 🙂
Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Leave a Reply