Clair Obscur: Expedition 33 to gra, która od pierwszych zapowiedzi przyciągnęła moją uwagę niesamowitą oprawą wizualną. Styl artystyczny jest tu nie tylko unikalny, ale też świetnie podkreśla klimat surrealistycznego świata, w którym rządzi senna logika i malarska estetyka. Po około 15 godzinach spędzonych w tej nietypowej rzeczywistości mogę śmiało powiedzieć: to bardzo dobre doświadczenie. Wciągające, kreatywne, zaskakujące. Choć — jak to często bywa — nie wszystko zagrało idealnie.
Wizualne piękno z drobnymi rozczarowaniami
Pierwsze wrażenia są znakomite – Clair Obscur: Expedition 33 od razu robi ogromne wrażenie wizualne. To jedna z tych gier, które aż chce się zatrzymać na chwilę i po prostu popatrzeć. Lokacje są absolutnie niezwykłe: zalane wodą ruiny, dryfujące wyspy, nierealne przestrzenie przypominające senne pejzaże, które równie dobrze mogłyby wyjść spod pędzla surrealisty. Wszystko tutaj – od projektów postaci, przez architekturę, aż po muzykę i akcenty bohaterów – przesycone jest francuskim klimatem. Czuć, że to gra stworzona z innego punktu widzenia niż typowy amerykański blockbuster. Widać, że twórcy włożyli mnóstwo serca i pracy w stworzenie świata, który ma nie tylko zachwycać, ale też opowiadać coś swoim wyglądem. Atmosfera tej gry to zdecydowanie jedna z jej najmocniejszych stron.
Jednocześnie muszę przyznać, że rzeczywistość momentami odbiega od tego, co obiecywały zwiastuny. Owszem, artystyczna wizja wciąż robi swoje, ale technicznie nie wszystko wypada tak dobrze, jak mogłoby. Modele postaci potrafią wyglądać surowo, tekstury bywają rozmyte, a ogólna ostrość scen pozostawia czasem sporo do życzenia. Najbardziej rzuca się to w oczy przy efekcie głębi ostrości – lokacje są często niepotrzebnie zablurowane, jakby ktoś przesadził z artystycznym filtrem. Efekt ten w założeniu miał budować klimat, ale zdarza się, że zamiast tego rozmywa piękne detale tła i zabiera część uroku otoczeniu. To drobne niedociągnięcia techniczne, jednak w niektórych momentach potrafią skutecznie wybić z imersji.
Mimo wszystko, pod względem klimatu gra nadrabia z nawiązką. Clair Obscur: Expedition 33 to wizualna podróż, którą trudno porównać do czegokolwiek innego. Styl artystyczny – pełen żywych kolorów, abstrakcyjnych form i baśniowych pejzaży – nie tylko przyciąga wzrok, ale wręcz hipnotyzuje. Świat gry balansuje gdzieś na granicy jawy i snu, co sprawia, że samo przemierzanie kolejnych lokacji jest prawdziwą przyjemnością. Nawet jeśli czasem technicznie coś nie domaga, to ogólny klimat i estetyczna spójność wynagradzają te drobne potknięcia. To gra, która przypomina, że oprawa graficzna to nie tylko liczba pikseli, ale przede wszystkim pomysł i charakter.
Luminy i Pikto – systemy, które wciąż mnie mylą
Clair Obscur posiada ciekawy, choć zdecydowanie nieintuicyjny system rozwoju postaci. W teorii mechanika Piktów i Lumin miała wprowadzać dodatkową warstwę głębi i personalizacji. W praktyce — nawet po kilkunastu godzinach — nadal nie mam pełnej pewności, jak to wszystko działa. Podstawowa zasada wydaje się prosta: Pikto to specjalne przedmioty, które zwiększają statystyki postaci. Po osiągnięciu odpowiedniego poziomu zapewniają dostęp do pasywnych efektów zwanych Luminami. Problem w tym, że gra bardzo słabo tłumaczy, co działa na stałe, a co wymaga aktywacji lub dodatkowej konfiguracji. Nawet teraz zadaję sobie pytania typu: jeśli wyjmę Pikto po odblokowaniu jego efektu, czy bonus zostaje? Czy trzeba go utrzymywać aktywnego? Brzmi jak detal, ale w praktyce ma spory wpływ na sposób budowania drużyny. Momentami wygląda to tak, jakby systemy były niepotrzebnie przekombinowane — i zamiast zachęcać do eksperymentów, raczej je utrudniają.
Brakuje tu przejrzystości i czytelnego feedbacku, co sprawia, że zarządzanie drużyną potrafi być frustrujące, szczególnie przy bardziej wymagających walkach, gdzie optymalizacja ma realne znaczenie.
Fabuła wciąga, ale animacja kuleje
Jednym z największych atutów Clair Obscur: Expedition 33 jest jej historia. Scenariusz wciąga od pierwszych minut — pełno tu tajemnic, dramatów, osobistych tragedii i tej charakterystycznej melancholii, którą trudno pomylić z czymkolwiek innym. To opowieść o końcu świata, ale nie taka, jaką znamy z typowych gier RPG. Tutaj wszystko jest bardziej subtelne, bardziej poetyckie, a przy tym poruszające. Podróż bohaterów, zmierzająca do powstrzymania apokalipsy, nie jest tylko wielką misją ratunkową — to także refleksja nad przemijaniem, poświęceniem i sensem trwania w obliczu nieuchronnego.
A o co chodzi? Akcja Clair Obscur: Expedition 33 toczy się w świecie, w którym ludzkość żyje pod stałą groźbą apokalipsy. Każdego roku tajemnicza malarka wymazuje kolejną liczbę z listy — a wraz z nią giną wszyscy ludzie w tym wieku. Grupa bohaterów, będących „33-kami”, wie, że to ich ostatni rok życia. Wyruszają więc w desperacką wyprawę, by dotrzeć do źródła klątwy i powstrzymać nieuchronny koniec. To podróż przez fantastyczne, zniszczone miejsca i emocjonalne historie, która z każdą godziną staje się czymś więcej niż tylko walką o przetrwanie. – Świat przedstawiony, choć oderwany od realizmu, buduje silne emocjonalne tło, które sprawia, że losy postaci naprawdę obchodzą gracza. To rzadki przypadek, kiedy fabuła w grze RPG nie tylko pcha akcję do przodu, ale zostaje z graczem na dłużej.
Niestety, sceny przerywnikowe nie dorównują reszcie gry pod względem dopracowania. Szczególnie na początku widać, że postacie poruszają się w sposób nienaturalny — nieustannie zmieniają pozycję, wykonują przesadzone, wręcz teatralne gesty rękami, jakby nikt im nie powiedział, że czasem wystarczy po prostu… stać i mówić. Najbardziej rzuca się to w oczy podczas zwykłych rozmów z NPC-ami — tam animacje są toporne i mechaniczne. W pełnoprawnych filmikach sytuacja wygląda już znacznie lepiej: ruchy są bardziej płynne, a inscenizacja zdecydowanie bardziej przemyślana. Niestety, słaba animacja ust pojawia się w obu przypadkach — usta postaci ruszają się bez przekonania, z kiepską synchronizacją, co potrafi podciąć skrzydła nawet najlepiej napisanym scenom. Przy tak dobrej narracji i atmosferze aż szkoda, że ten element technicznie odstaje.
Na PlayStation 5 Clair Obscur: Expedition 33 działa w dwóch trybach graficznych — wydajności i jakości. W trybie wydajności gra celuje w 60 klatek na sekundę, co zdecydowanie poprawia płynność rozgrywki i przydaje się szczególnie podczas dynamicznych walk, gdzie liczy się precyzyjne parowanie i uniki. Trzeba jednak liczyć się z pewnymi kompromisami wizualnymi — rozdzielczość bywa niższa (około 900p–1080p), a niektóre efekty świetlne i tła wyglądają nieco mniej szczegółowo. Tryb jakości oferuje wyraźnie lepszą oprawę graficzną: ostrzejsze tekstury, bogatsze efekty i bardziej imponujące pejzaże, ale kosztem płynności — działa w 30 klatkach na sekundę, co może być odczuwalne podczas bardziej wymagających starć. W obu wariantach gra prezentuje się bardzo dobrze, a wybór między nimi zależy od tego, czy stawiasz na płynność, czy na maksymalną jakość wizualną.
Balans trudności: od sielanki do frustracji
Clair Obscur: Expedition 33 cierpi na wyraźny problem z balansem trudności. Przez większość czasu, grając na poziomie Normal, walka jest płynna i satysfakcjonująca. Przeciwnicy stawiają umiarkowany opór, system parowania i uników dodaje dynamiki, a potyczki mają dobre tempo bez potrzeby mikrozarządzania każdym ruchem. To ten przyjemny moment, gdy czujesz się kompetentny, ale nie przemęczony.
Problem pojawia się przy starciach z bossami lub opcjonalnymi przeciwnikami. Nagle gra zarzuca nas wrogiem z kosmicznie podbitymi statystykami, który zadaje obrażenia dziesięciokrotnie większe niż reszta wrogów i w kilka sekund potrafi zetrzeć naszą drużynę na pył. Zamiast emocjonującego wyzwania dostajemy ścianę, która bardziej frustruje niż motywuje. W takich momentach jedynym sensownym wyjściem wydaje się obniżenie poziomu trudności — co z kolei odbiera satysfakcję z pokonania silnego przeciwnika.
Zabrakło tu lepiej poprowadzonej progresji oraz wyraźniejszego oznaczania trudniejszych wyzwań, które pozwoliłyby graczowi przygotować się psychicznie i taktycznie, zamiast wpadać w nie jak w pułapkę.
Dodatkowo nie ułatwia sprawy fakt, że każda postać w drużynie operuje zupełnie inną mechaniką. Jedna postać zbiera punkty AP (czyli coś w rodzaju many), które może później wykorzystać do odpalenia potężnego ulta. Inna zmienia style walki między defensywnym i ofensywnym, co wpływa zarówno na siłę ataku, jak i otrzymywane obrażenia. Jeszcze inna kumuluje kolorowe żywioły, które można łączyć, by modyfikować działanie czarów. To ciekawe i daje sporo możliwości, ale w połączeniu ze skokami trudności potrafi przytłoczyć — szczególnie jeśli gra nie tłumaczy wszystkich niuansów wystarczająco jasno. Zabrakło tu bardziej czytelnego prowadzenia gracza i lepszej krzywej nauki. Walka w Clair Obscur: Expedition 33 opiera się w dużej mierze na aktywnym unikaniu obrażeń — i to dosłownie. Gracz może wykonać podskok, szybki unik w bok lub próbować sparować nadchodzący cios. Każda z tych akcji wymaga odpowiedniego wyczucia, bo okno czasowe na reakcję jest bardzo małe. Szczególnie parowanie wymaga niemal perfekcyjnego timingu — nie tylko dlatego, że od jego skuteczności zależy przetrwanie, ale też dlatego, że często otwiera drogę do kontrataku. Uniki i skoki są bardziej „bezpieczne”, ale też mniej nagradzające. Ten system daje sporo satysfakcji, gdy już go opanujesz, ale przez pierwsze godziny potrafi być źródłem niejednej frustracji, zwłaszcza przy nagłych skokach trudności.
Chociaż cały ten system walki momentami wydaje się źle zbalansowany — potrafił stawiać mnie pod ścianą, często z dala od najbliższego checkpointa, zmuszając do powtórki długiego odcinka, podczas którego przeciwnicy oczywiście się odradzają — to jednak muszę przyznać, że same mechaniki są naprawdę dobre. Każda postać działa tu na innych zasadach i wymaga nieco innego podejścia, co przywodzi mi na myśl klasyczne systemy znane chociażby z Final Fantasy X czy X-2, gdzie każda profesja miała swoją specyfikę, a odpowiednie zgranie drużyny było kluczowe. Tutaj też każda walka staje się małą łamigłówką: trzeba znać możliwości swoich bohaterów, reagować w czasie rzeczywistym i planować na kilka tur do przodu. To jedna z tych gier, które potrafią wciągnąć systemem walki na długo — pod warunkiem, że masz cierpliwość, by przebić się przez jej nie zawsze przyjazne zasady.
Podsumowanie – czy warto zagrać?
Clair Obscur: Expedition 33 to gra, która z jednej strony zachwyca — stylem artystycznym, klimatem, pomysłowością świata i oryginalną narracją. Z drugiej jednak potrafi zirytować — technicznymi niedoróbkami, chaotycznymi systemami rozwoju postaci i nierównym poziomem trudności.
Mimo wszystkich problemów, nie żałuję ani minuty spędzonej z tą produkcją. Jeśli cenisz gry z pięknymi, surrealistycznymi światami, narracją pełną symboliki i nietypowym podejściem do turowej walki, Expedition 33 zdecydowanie warto sprawdzić. To tytuł, który nie próbuje przypodobać się wszystkim — i właśnie w tym tkwi jego siła.
Na dziś powiedziałbym: 8/10. Jeśli twórcy poprawią balans i dopracują technikalia — spokojnie może być jeszcze więcej. Jeśli natomiast kochasz artystyczne francuskie klimaty i szukasz czegoś unikalnego, a także nie grałeś ostatnio w zbyt dużą liczbę RPG: nawet 9/10.














