Skip to main content

Boomerang Fu, Ultimate Chicken Horse i Worms W.M.D. – Trzy świetne gry na kanapową imprezę

Ostatnio złapałem się na tym, że właśnie takie wieczory – totalnie spontaniczne, bez planu, bez spinania się – najbardziej lubię. Ktoś wpada, ktoś dzwoni, że będzie za 10 minut, i nagle robi się z tego całkiem solidny wieczór. Pomyślałem więc, że to idealny moment, żeby w końcu spisać kilka moich ulubionych gier na wspólne kanapowanie – bo więcej osób powinno je znać. Nie trzeba żadnych aplikacji jak PlayLinki, nie trzeba mieć naładowanych telefonów ani kombinowania jak wszystko ustawić… Wystarczą 3–4 pady (choć w Wormsach można grać nawet na jednym, podając go z ręki do ręki), kanapa i grupa znajomych gotowa na trochę śmiechu, rywalizacji i zdrowego chaosu.

Pamiętam jeden wieczór, kiedy spotkaliśmy się ze znajomymi „na szybko”, bez żadnego planu. Miało być tylko jedno piwo i chwilka pogadania, ale ktoś rzucił: „A może w coś pogramy?”. Konsola jak zawsze podpięta, więc wystarczyło chwycić pady i… zaczęło się. Od jednego meczu w Boomerang Fu przeszliśmy przez pełne wrzasków poziomy Ultimate Chicken Horse, aż po długą, zaskakująco taktyczną rozgrywkę w Worms W.M.D. Śmiech, przekrzykiwania, rzucanie poduszek – ten wieczór szybko zmienił się w jeden z lepszych gamingowych spontanów, jakie pamiętam.

Boomerang Fu, Ultimate Chicken Horse i Worms W.M.D. to trzy gry, które świetnie sprawdziły się u mnie jako start (a czasem i główny punkt) wieczoru z konsolą – bo znajomi w domu, to nie zawsze tylko Wiedza to Potęga xD. Każda z opisywanych tu gier oferuje coś innego, ale wszystkie łączy jedno – są idealne na wspólne granie offline. Lecimy z tematem – w każdą z nich grałem na PlayStation 5 i działają świetnie. Są również dostępne na inne konsole oraz PC.

Boomerang Fu – jedzenie się bije, i to jak!

Wyobraź sobie awokado z bumerangiem walczące z pączkiem na ruchomej platformie. Absurd? Może. Ale właśnie dlatego ta gra działa. Proste sterowanie – poruszanie, rzut, atak wręcz i unik – i masa chaosu. Bumerang wraca? Tylko jeśli go ponownie złapiesz. Ale przeciwnik nie będzie na to czekał.

Tryby są trzy: klasyczny deathmatch, drużynowy oraz „Złoty Bumerang”. Do tego power-upy, które zmieniają zasady gry – od pięciu bumerangów na raz, przez stawianie swojego klona-zmyłki po teleport. Co ważne, można je łączyć – i tu robi się już totalny kosmos.

Gra jest idealna na 3–4 osoby na jednej kanapie (choć na innych platformach wejdzie i 6). Niestety – online brak, więc granie przez neta odpada. Ale jeśli wszyscy są na miejscu – będzie śmiech, wrzaski i powtarzanie „jeszcze jedną rundę”. Jest Was za mało? Do gry można dorzucić boty – a na wyższych poziomach trudności są całkiem śmiercionośne.

Styl graficzny? Bajka. Dosłownie. Mięciutkie, kolorowe postacie, wszystko lekko kreskówkowe. Do tego electro swing w tle, który robi świetny klimat. Gra jest śliczna i błyskawiczna – idealna na start wieczoru. A jeśli już się znudzi – w sklepach jest fajne DLC z nowymi planszami i bohaterami.

Ultimate Chicken Horse – genialny sabotaż w zwierzęcym wydaniu

To jest ten moment, w którym przyjaciele stają się wrogami. Budujecie wspólnie poziom – ale tak, żeby samemu go przejść, a innym utrudnić życie. Dajesz komuś szansę, czy stawiasz kolejną obracającą się piłę? Sami zdecydujcie.

Rozgrywka jest turowa – najpierw budowanie, potem bieganie. Jeśli wszyscy dobiegną do mety – punktów nie ma. Więc trzeba kombinować.

Świetna jest też różnorodność – masa przeszkód, tryby gry, możliwość grania online i lokalnie (i nawet crossplay działa!). Gra dostaje też darmowe aktualizacje – nowe zwierzęta, mapy, ścieżki dźwiękowe. Twórcy się starają.

Wygląd? Kreskówka, ale z pomysłem. Muzyka funky, wszystko lekkie i humorystyczne. No i śmiech gwarantowany – serio, to jedna z najbardziej złośliwych, a zarazem śmiesznych gier, jakie mam w kolekcji. A już niedługo pojawi się dwójka!

Worms W.M.D. – klasyka z dodatkiem współczesności

Wormsy wracają w dobrej formie. Jeśli masz sentyment do Worms Armageddon lub World Party – to W.M.D. prawdopodobnie pochłonie Cię na długie godziny.

Plansze są w 2D, jak kiedyś, ale teraz robaki mogą wsiadać do czołgów, helikopterów czy mechów. Jest też crafting – można robić własne bronie. Niby dodatek, ale fajnie rozszerza klasyczną rozgrywkę.

Są tryby solo (głównie jako rozbudowany samouczek), online i oczywiście lokalny multiplayer – i także w wersji „przekazuj pada”. Opcji dostosowania drużyn jest mnóstwo – głosy, czapki, tańce. A sam humor i styl graficzny – śliczny, ręcznie rysowany, z typowym dla serii angielskim dowcipem.

Sterowanie na padzie czasem bywa frustrujące (ten sam drążek do chodzenia i celowania), ale da się przyzwyczaić. Za to zabawa z ekipą – przednia. Z dodatkowych minusów na konsolach interfejs jest dość mały, ale jak już się z nim zapoznacie to nie powinno być problemów. Najlepsze, najbardziej aktualne i najnowsze Wormsy – do tego w klasycznym wydaniu.

Podsumowując:

  • Boomerang Fu – szybka, śliczna, chaos w czystej postaci. Świetna na szybkie rundki i rozgrzewkę. Ale tylko lokalnie.

  • Ultimate Chicken Horse – kreatywny sabotaż, dużo śmiechu, tryby online i edytor plansz. Idealna, jeśli lubicie platformówki i wzajemne robienie sobie pod górkę.

  • Worms W.M.D. – klasyka z twistem. Jeśli macie więcej czasu i ochotę na taktykę, warto odpalić.

Wszystkie trzy gry sprawdzają się w towarzystwie, wszystkie działają na PS4 i PS5, Po prostu siedzisz z ekipą, bierzesz pada i grasz. Tak jak powinno być. Masz zbyt wąską kanapę? Spokojnie, każda z tych gier działa też przez Internet! (chociaż Boomerang Fu tylko w trybie Game Sharingu w którym można zaprosić jedną osobę).

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Leave a Reply