Filmy akcji mają w sobie coś, co od zawsze mnie w nich przyciąga – ich dynamika, intensywność emocji i widowiskowe sceny to dla mnie synonimy świetnej rozrywki. Tego typu produkcje przyciągają mnie zwykle rozbudowanymi układami choreograficznymi, niestandardowymi cięciami kamery lub nowatorskim podejściem do scen akcji. Dlatego z dużymi oczekiwaniami wybrałem się na premierę galową najnowszej polskiej produkcji, „Diabeł”, w której Eryk Lubos wciela się w postać byłego żołnierza GROM, który po latach wraca do rodzinnej miejscowości – a jak wiadomo, takie powroty bywają więcej niż bolesne. A co do samej imprezy – chciałbym podziękować Monolith Films za zaproszenie na to wydarzenie – premiera była fajnie przygotowana i pełna emocji – spotkanie z twórcami i obsadą dodało tej produkcji wyjątkowego charakteru, a ich kilka słów do widzów na pewno wpłynęło na mój odbiór tej produkcji. Nie przedłużając jednak, zapraszam Was do przeczytania mojej recenzji i oczywiście wybrania się do kina – jeśli oczywiście lubicie tego typu filmy.
„Diabeł” to dynamiczna polska produkcja, w której Eryk Lubos wciela się w Maksa „Diabła” Achtelika, byłego żołnierza GROM, próbującego odnaleźć sens życia po opuszczeniu armii. Wracając do rodzinnego śląskiego miasteczka, Maks zostaje wciągnięty w brutalny konflikt, zmuszony do walki, w której stawką jest nie tylko jego życie, ale także miłość. Wspiera go była dowódczyni, grana przez Aleksandrę Popławską, znaną z serialu „Szadź”, gdzie podobnie jak tutaj, pokazała bezbłędny warsztat aktorski. Piotr Trojan z kolei stworzył postać ponownie przerażającą, chociaż masakrycznie niewykorzystaną, a Eryk Lubos to klasa sama w sobie – jego Maks jest zarówno twardy, jak i poruszająco ludzki. W filmie zobaczymy także Paulinę Gałązkę, Krzysztofa Stroińskiego, Aleksandrę Konieczną, a nawet gwiazdy muzyczne, takie jak O.S.T.R. i Marek Dyjak, co nadaje produkcji unikalnego klimatu. Za reżyserię odpowiada debiutujący Błażej Jankowiak, który wraz z autorem scenariusza Robertem Ziębińskim zadbał o to, by film czerpał z prawdziwych historii byłych żołnierzy, nadając mu emocjonalnej głębi i autentyczności. Aktorstwo, jak wspomniano wcześniej, stoi na wysokim poziomie, a każda postać ma swoje wyraźne miejsce w tej mrocznej opowieści.
Fabularnie „Diabeł” nie odkrywa niczego nowego – mamy zgorzkniałego komandosa, który musi wrócić w rodzinne strony. Mamy konflikt, sporo trupów i nie zawsze jasnych interesów. W końcu mamy też zalążek miłości, chociaż nie wiem czy potrzebnej, i wierną, ale zabójczą sukę owczarka niemieckiego. Sama fabuła, chociaż pozostawia morze niedopowiedzeń (np. co się stało w Afganistanie) jest w miarę ciekawa i chociaż przewidywalna, to miejscami trzymająca w napięciu. Atmosfera jest tajemnicza, ale szkielet zdaje się trzymać kupy – czuję tu jednak zapach serialu, który pewnie nie powstanie, ale jeśli chociaż trochę materiału zostało – nie pogardziłbym np. trzema odcinkami zmontowanymi na jakieś VOD. To co na pewno mnie bolało, a wspomniałem wyżej i pewnie pojawi się w podsumowaniu – to fakt, że pojawia się tutaj całkiem sporo fajnych postaci, jak ta grana przez Piotra Trojana – z których koniec końców niewiele wynika. Aczkolwiek czasami lubię to w fabułach – że wkraczamy w sam środek realnego świata i nie wszystko musi się łączyć lub być widoczne – po prostu dostajemy wycinek życia bohatera, bez zbędnego pudrowania – i tak jest równiez teraz.
Pod względem technicznym „Diabeł” prezentuje się całkiem solidnie. Film jest dobrze udźwiękowiony, co szczególnie widać w dynamicznych scenach akcji – efekty dźwiękowe, takie jak odgłosy walk czy wybuchów, budują napięcie i podkreślają emocje. Większość dialogów (a nie jest to tak oczywiste w polskim kinie) jest dość wyraźna i da się zrozumieć o co chodzi. Jeśli coś irytuje, to obecność psa – jeśli jesteście wyjątkowo nadpobudliwi, to w niektórych scenach jego dyszenie zza kadru da Wam nieźle popalić – ale jest to już opcja dla znakomitej mniejszości widzów. Biorąc jednak pod uwagę, że jest to debiut reżyserski Błażeja Jankowiaka, można powiedzieć, że zrobił solidną robotę. Widać, że reżyser starał się oddać pełną intensywność historii, i choć nie obyło się bez wpadek, to jest to dobry start, który daje nadzieję na jego kolejne projekty. Na szczególną uwagę zasługują sceny walk – choreografia i realizacja prezentują imponujący, bardzo surowy poziom, a intensywność tych momentów potrafi wciągnąć widza. Niestety, pewne niedoskonałości rzucają się w oczy, zwłaszcza w finale. Ujęcia są zbyt ciemne, co utrudnia śledzenie akcji, a niektóre wystrzały wyglądają sztucznie i wydają się wklejone na siłę (mam na myśli ciągły, powtarzający się plik jpg z błyskiem z karabinów), co czasami odbiera sporo realizmu. Można się też doczepić, że opowieść jakoby Lubos prawie dwa lata spędził z prawdziwymi żołnierzami, aby lepiej wczuć się w rolę Maksa – jest chyba trochę nad wyrost, albo jej sens ucierpiał podczas montazu i skracania materiałów pod format kinowy. Zgaduję, że prędzej przez to drugie, bo widywałem już w swoim życiu „surówki”, które wyglądały w końcowym rozrachunku zupełnie inaczej (zwykle lepiej) niż końcowe produkty. Boli też przewidywalność fabuły, Nawet jeśli pojawiają się pewne zwroty akcji, są one na tyle oczywiste, że widz szybko domyśla się ich zakończenia. Dodatkowo, choć film stara się być realistyczny, zdarza się, że w kilku miejscach narusza ten realizm – momenty, które miały wyglądać wiarygodnie, wypadają nienaturalnie. Niektóre zachowania bohaterów, zwłaszcza bliżej finału – odchodzą od powszechnych zasad logiki, ale tłumaczę to sobie tym, że to tylko film.
Choć „Diabeł” bywa nazywany polską odpowiedzią na „Johna Wicka”, to trudno nie zauważyć, że do tego poziomu jeszcze trochę brakuje. Chwile – jak intensywne sceny walk czy próby nadania bohaterowi emocjonalnej głębi – są godne zapamiętania, jednak jako całość „Diabeł” nie osiąga tego samego efektu wow co amerykańscy kuzyni. Brakuje tu tego „czegoś”, co mogłoby uczynić z tej produkcji solidną podstawę dla serii. Może to kwestia samego bohatera, który nie jest aż tak ciekawy jak mógłby być.
Mimo tych niedociągnięć, „Diabeł” jako debiut to krok w dobrym kierunku, choć do ikonicznego statusu, jakim cieszy się seria o Wicku, jeszcze sporo tu brakuje. Być może warto byłoby skupić się w przyszłości na bardziej oryginalnym scenariuszu i doszlifowaniu technicznych aspektów, aby stworzyć coś, co naprawdę wyróżni się na tle gatunku – ale jak wspomniałem – jeśli to są początki kariery Pana Jankowiaka, to wypada mi tylko obserować to co stanie się z nim dalej.
Ze swojej strony, bo lubię takie kino – 7/10.














