Skip to main content

O tym, że Super Mario Galaxy i jego kontynuacja to arcydzieła, powiedziano już wszystko. To gry, które na nowo zdefiniowały pojęcie genialnego level designu, innowacyjnych mechanik i niezapomnianej ścieżki dźwiękowej. Gdy w 2007 roku Nintendo wypuściło pierwszego Galaxy’ego na Wii, świat zobaczył coś, czego wcześniej nie widział – platformówkę, która dosłownie wywraca znane wszystkim prawa grawitacji do góry nogami.

Historia w obu częściach jest tak klasyczna, jak tylko się da: Bowser znowu porywa Peach, a Mario – jak zawsze – rusza jej na ratunek. Tym razem jednak wszystko dzieje się w kosmosie. W pierwszej odsłonie poznajemy tajemniczą Rosalinę, która potrzebuje naszej pomocy w odzyskaniu Power Stars – gwiazd zasilających jej statek-kolonię. W poszukiwaniu ich Mario przemierza kolejne galaktyki, z których każda skrywa własne wyzwania i pomysłowe planetoidy. W kontynuacji pojawia się Yoshi, a gra dorzuca jeszcze więcej szalonych poziomów i kosmicznych atrakcji.

To tutaj zaczyna się prawdziwa magia. Grawitacja staje się głównym bohaterem gry – Mario może chodzić wokół małych planet, przeskakiwać między nimi, a każda ma własne pole przyciągania. Do tego dochodzą różne transformacje: w pierwszej części pojawiają się Bee Mario, Ice Mario czy Fire Mario, a w drugiej – Cloud Mario i Rock Mario, które pozwalają np. tworzyć platformy z chmur albo turlać się jak ogromny głaz. Yoshi też nie jest tu tylko maskotką – potrafi pędzić jak rakieta, zamieniać się w balon i oświetlać ciemne ścieżki.

Remake czy odgrzewany kotlet?

I tu zaczynają się schody. Bo choć same gry wciąż zachwycają tak samo jak lata temu, to ich nowe wydanie z 2025 roku potrafi już zirytować. Remaster wygląda tak, jakby powstał trochę z obowiązku – bez większego zaangażowania i bez pomysłu. Zmian jest jak na lekarstwo, nowości praktycznie nie ma, a cena… cóż, jest zdecydowanie zbyt wysoka jak na tak skromny zakres poprawek.

Największe rozczarowanie to przerywniki filmowe. Wyglądają tak, jakby ktoś po prostu wrzucił stare pliki z Wii do najprostszego upscalera i uznał, że robota skończona. Rozdzielczość woła o pomstę do nieba, obraz jest rozmazany, a kompresja widoczna od pierwszej sekundy. To trochę tak, jakby ktoś odnowił całe mieszkanie w nowoczesnym stylu, ale zostawił w salonie stary, zżółknięty telewizor z lat 90.

Pod względem grafiki tragedii nie ma – tekstury środowisk zostały odświeżone i rzeczywiście wyglądają teraz trochę lepiej. Problem w tym, że całość jest bardzo zachowawcza i ostrożna, jakby Nintendo bało się zrobić krok dalej. Trudno tu mówić o czymś więcej niż zwykłej aktualizacji pod nowszy sprzęt. A szkoda, bo przy takiej cenie można było spokojnie oczekiwać czegoś znacznie bardziej ambitnego.

Największą jednak zagadką, minusem, przypałem – nazywajcie to jak chcecie, jest fakt, że GRA NIE DOSTAŁA WERSJI NINTENDO SWITCH 2. Ogrywając ten produkt nie bardzo mnie to dziwi – skoro nie byli w stanie niczego ciekawego dodać lub upsrawnić, jest to chyba jedyne wyjście, aby uniknąć linczu. Chociaż tak naprawdę to gówno, bo gierka kosztuje 70 DOLARÓW BEZ CENTA. Brak słów.

Sterowanie – największy problem

Najbardziej frustrującą zmianą okazało się sterowanie. Na Wii wszystko działało intuicyjnie – machnięcia Wiimote’em były naturalne i dawały poczucie pełnej kontroli. Na Switchu 2 jest z tym dużo gorzej. Zbieranie Star Bits czy korzystanie z Launch Stars wymaga teraz użycia żyroskopu, który po prostu nie jest tak precyzyjny. Kursor często wymaga resetowania, a jego dryf po kilku minutach potrafi wyprowadzić z równowagi nawet najbardziej cierpliwych graczy. Niby można skorzystać z opcji sterowania myszą konsolową, ale to dość toporne i mało wygodne obejście problemu – zwłaszcza jak na grę, która pierwotnie była projektowana z myślą o zupełnie innym sposobie grania. Gra na samym Pro Controllerze nie jest jakoś super przyjemna, ale w trybie przenośnym zamienia się w malutki koszmar. Wiem, że taka już uroda gier z Wii, ale na pewno dało się cokolwiek wymyślić – np. lepszy tryb Assist, który sam przyciągałby te gwiazdki lub jakiś item, który to robi za nas.

Super Mario Galaxy i Galaxy 2 to wciąż absolutna czołówka, jeśli chodzi o trójwymiarowe platformówki. Każdy poziom to pokaz kreatywności, ścieżka dźwiękowa potrafi zachwycić nawet dziś, a pomysłowość Nintendo wciąż działa jak magia – nawet po tylu latach.

Problem zaczyna się wtedy, gdy spojrzymy na to wydanie jak na remake. Bo zamiast pełnoprawnego remastera dostajemy jedynie lekko odświeżoną wersję z przestarzałymi przerywnikami filmowymi, irytującymi problemami ze sterowaniem i ceną, która trudno uznać za adekwatną. Jeśli nigdy wcześniej nie graliście w te gry – jak najbardziej warto, bo to klasyki, które wciąż bronią się same. Ale jeśli oczekiwaliście czegoś więcej niż kosmetycznych poprawek, możecie poczuć się rozczarowani.

Ocena: 7/10 – za genialne fundamenty i ponadczasową zabawę, minus, a nawet kilka za zbyt leniwe podejście do samego ich odświeżenia oraz chorą cenę, przebijającą niektóre nowości. Ech, do abonamentu Nintendo Switch Online + Expansion Pack z tym, a nie do sklepów w cenie nowości. Normalnie, ekstra, ale tak to kurde wstyd.

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Leave a Reply