Seria Two Point przyzwyczaiła nas już do zarządzania placówkami pełnymi absurdalnego humoru i kolorowych osobowości. Tym razem jednak, zamiast leczyć przedziwne choroby czy edukować studentów z ambicjami większymi niż ich kompetencje, otwieramy własne muzeum. Czy prowadzenie wystawy dinozaurów, dzieł sztuki i relikwii (o nie zawsze jasnym pochodzeniu) może być równie zabawne? Two Point Museum pokazuje, że zdecydowanie tak – i w dodatku wnosi do cyklu zupełnie nową jakość.
Two Point Museum to najnowsza odsłona w serii gier zarządczych od Two Point Studios i – moim zdaniem – bezapelacyjnie najlepsza. Gra wprowadza długo oczekiwaną świeżość do formuły, którą znaliśmy z Two Point Hospital i Two Point Campus. Kluczowe nowości, takie jak system podróży w celu odkrywania eksponatów oraz inaczej rozłożone cele rozgrywki, sprawiają, że tytuł jest bardziej dynamiczny i angażujący.
Najważniejsza zmiana dotyczy sposobu, w jaki konstruujemy nasze muzeum. W przeciwieństwie do poprzednich części, gdzie pomieszczenia były zamykane na konkretne choroby czy studentów, tutaj mamy większą swobodę w układaniu ekspozycji. Na szczególną uwagę zasługuje także nowy system dekoracji – wreszcie mają one realny wpływ na funkcjonowanie placówki, co dodaje warstwę strategiczną do rozgrywki. Tematyka muzealna sprawdza się świetnie, a kluczowe mechaniki są lepiej rozwinięte niż kiedykolwiek, przy zachowaniu tej samej przystępności.
Gra wydaje się nieco łatwiejsza niż jej poprzedniczki, choć niekoniecznie jest to wada. Przy odrobinie rozsądnego zarządzania dość trudno jest doprowadzić muzeum do bankructwa, co pozwala skupić się na kreatywności, eksperymentowaniu i czerpaniu przyjemności z samego projektowania ekspozycji. Dzięki temu rozgrywka staje się bardziej relaksująca niż stresująca – to idealny tytuł na spokojne wieczory po pracy.
Pod względem oprawy wizualnej Two Point Museum nawiązuje do dobrze znanego fanom serii stylu, przywodząc na myśl animacje pokroju „Wallace’a i Gromita”. Charakterystyczna kreskówkowa estetyka, pełna zaokrąglonych kształtów i humorystycznych detali, nie powinna jednak zmylić starszych graczy – mimo pozornie dziecięcej grafiki jest to tytuł skierowany także do dojrzałych odbiorców. Nostalgiczny klimat oraz głębia mechanik zarządczych szczególnie przypadną do gustu miłośnikom klasycznych symulacji ekonomicznych, które królowały na pecetach na przełomie lat 90. i 2000.
Twórcy wprowadzili świetnie zrealizowany system wypraw po artefakty, który znacząco wzbogaca rozgrywkę. To świeży pomysł, dzięki któremu zarządzanie muzeum nie ogranicza się już tylko do nadzorowania sal wystawowych i zaspokajania humorów odwiedzających. Teraz gracze sami organizują ekspedycje badawcze, podczas których eksplorują odległe lokacje, poszukując cennych i często zabawnych eksponatów. Najciekawsze i największe artefakty, takie jak monumentalne szkielety dinozaurów czy starożytne posągi o zagadkowym pochodzeniu, zostały sprytnie podzielone na kilka części. To sprawia, że ukończenie jednej ekspozycji często wymaga kilku wypraw – a każda z nich niesie ze sobą nutkę ekscytacji i niepewności. System ten daje dużo satysfakcji, wprowadzając do rozgrywki element prawdziwej przygody, której tak bardzo brakowało w poprzednich odsłonach. Dzięki temu Two Point Museum wychodzi poza klasyczne schematy gier ekonomicznych, umiejętnie łącząc symulację zarządzania z lekkim klimatem eksploracji rodem z filmów o Indianie Jonesie. Ma to jednak pewien skutek uboczny, który może być zarówno zaletą, jak i wadą. W pewnym momencie orientujemy się, że bez wypraw nie mamy praktycznie czego wystawić w naszym muzeum. Oczywiście podstawowe obiekty, takie jak łazienki, kasa biletowa czy stanowisko oprowadzacza wycieczek są dostępne od ręki, jednak wszystkie kluczowe atrakcje trzeba dosłownie zdobywać. Czyni to każdą planszę losową i nieprzewidywalną, zapewniając różnorodność, ale jednocześnie może irytować, zwłaszcza gdy uświadomimy sobie, że zdobytych wcześniej eksponatów nie da się przenieść do kolejnych scenariuszy. Dla części graczy może to być zaskoczeniem, a dla innych dodatkowym wyzwaniem, które podnosi atrakcyjność każdej kolejnej misji. Warto tu dodać, że same wyprawy również nie są takie znów proste: potrzeba do tego wyszkolonych pracowników, zwykle zatrudnionego w muzeum badacza o danej specjalistacji – np. biolog, który czasami zabierze na wyprawę również muzealnego ochroniarza. Innym razem wyprawa jest zdecydowanie dłuższa i bardziej skomplikowana – i uszczupli nam osoby zajmujące się naszym przybytkiem np. o 6 osób, z czego np. dwójka może wrócić… z kontuzją lub chorobą. Wyruszając na wyprawe wybieramy rozmaite pomocne dodatki, np. itemy zmniejszające koszt wyprawy lub niwelujące ryzyko kontuzji, ale też takie, które pozwalają przywozić lepsze skarby (w scenariuszach z muzeami wodnymi, np. pochwycić więcej ryb do naszego akwarium). Tak więc coś za coś – co ciekawe, same wyprawy to również możliwość awarii samolotu (naprawiamy go po powrocie), albo zdarzenia losowe – np. konieczność podjęcia decyzji w typie – spotkaliśmy rozpadline, przeskakujemy czy budujemy most? I co ciekawe – nie zawsze logiczne odpowiedzi to te najlepsze.
Największą nowością w Two Point Museum pozostają wspomniane wcześniej wyprawy, jednak warto także zwrócić uwagę na nieco zmniejszoną skalę zarządzania w porównaniu do poprzednich odsłon. O ile w Two Point Hospital czy Campus z czasem zarządzaliśmy rozbudowanymi kompleksami pełnymi pomieszczeń o specyficznych funkcjach, tutaj skala placówek jest zauważalnie mniejsza, co dla części graczy może być zaletą, dla innych zaś nieco ograniczające.




Dość frustrującą zmianą jest natomiast system zdobywania gwiazdek wymaganych do odblokowania kolejnych muzeów. Rozwiązanie to wymusza częste przeprowadzki do nowych lokacji, często zanim zdążymy w pełni nacieszyć się rozwojem danej placówki i ukończyć ekspozycje na 100%. Co więcej, system punktów kustosza – które zdobywamy, realizując specjalne wyzwania – zmusza nas do przeskakiwania między muzeami, ponieważ niektóre cele można osiągnąć tylko w konkretnych lokalizacjach. To rozwiązanie wnosi dodatkową warstwę strategii i dynamiki, ale jednocześnie może przeszkadzać graczom preferującym spokojny, bardziej konsekwentny styl rozgrywki. Nie każdemu przypadnie do gustu ciągłe żonglowanie muzeami – zwłaszcza jeśli w poprzednich częściach przyzwyczajeni byliśmy do spokojnego budowania własnego szpitalnego lub kampusowego imperium aż do osiągnięcia trzech gwiazdek. Tutaj zdobywamy gwiazdkę, przenosimy się gdzie indzie, tam zdobywamy następną – i dopiero to pozwala nam wrócić do pierwszego muzeum i podnosić w nim poziom.
Pod względem audiowizualnym Two Point Museum nie przynosi rewolucji. Graficznie tytuł kontynuje charakterystyczny styl, do którego zdążyliśmy się już przyzwyczaić – postacie wyglądają jak urocze, plastelinowe ludki rodem z „plastelinowych” filmów, a lokacje pełne są zabawnych detali i kolorowego chaosu. Oprawa jest więc przyjemna dla oka, ale gracze oczekujący większego skoku jakościowego lub istotnych zmian wizualnych mogą odczuć lekkie rozczarowanie. Podobnie rzecz się ma z oprawą muzyczną – gra ponownie serwuje nam znany już radiowęzeł, pełen dowcipnych zapowiedzi oraz melodyjnych, relaksujących utworów. Chociaż bez wątpienia dodano kilka nowych kompozycji, trudno je odróżnić od tych, które dobrze pamiętamy z Two Point Hospital czy Campus. Jeśli ktoś był fanem poprzednich odsłon, będzie się czuł jak w domu. Dla niektórych może to być jednak minus, zwłaszcza jeśli oczekiwali bardziej oryginalnej ścieżki dźwiękowej, która wyróżniałaby tę odsłonę od poprzednich części serii.
Podczas rozgrywki na PlayStation 5 nie napotkałem większych problemów technicznych – gra działa stabilnie, płynnie i bez zauważalnych spadków wydajności. Optymalizacja stoi na dobrym poziomie, więc nawet w momentach, gdy muzeum pełne jest zwiedzających i szczegółowych eksponatów, całość pozostaje przyjemnie responsywna. Warto jednak wspomnieć, że twórcy regularnie wypuszczają aktualizacje, poprawiające drobne błędy, co sugeruje, że część graczy mogła napotkać mniejsze niedociągnięcia. Prawdę mówiąc mi też wpadł jeden – jeśli to czytacie to do roboty! – a mianowicie raz na jakiś czas przyjdzie do mojego muzeum gość z aparatem fotograficznym. I ten aparat… rozciąga się w kosmos. I chodzi mi taki pasek pionowy po ekranie, ale to nie przeszkadza. Wykopałem gada z muzeum i poszczułem ochroną.
Two Point Museum to świetna propozycja dla fanów klasycznych symulacji ekonomicznych, takich jak kultowy RollerCoaster Tycoon czy Theme Hospital. Tytuł znakomicie kontynuuje tradycję satysfakcjonującego zarządzania placówką, jednocześnie wprowadzając wystarczająco dużo świeżych pomysłów, by uniknąć łatki kolejnego, bezpiecznego sequela. Wgryzanie się w nowe mechaniki, zdobywanie eksponatów podczas wypraw oraz swobodne projektowanie własnego muzeum to elementy, które potrafią przykuć do ekranu na długie godziny. Choć niektóre rozwiązania mogą budzić drobne kontrowersje, jako całość Two Point Museum to jedna z najprzyjemniejszych, najbardziej relaksujących i zarazem pomysłowych odsłon cyklu. Jeśli szukacie gry, przy której odpoczniecie, a jednocześnie uruchomicie strategiczne myślenie i kreatywność, trudno będzie o lepszy wybór.
Można zastanawiać się, jak długo seria Two Point utrzyma swoją świeżość. Choć każda kolejna odsłona wprowadza nowe mechaniki i pomysły, wyraźnie widać, że bazowa formuła nie ulega już diametralnym zmianom. Jeśli twórcy chcą uniknąć popadnięcia w rutynę, w następnych grach powinni pomyśleć o nieco odważniejszym eksperymentowaniu z konwencją lub wybraniu jeszcze bardziej zaskakującej tematyki, która pozwoliłaby na większe innowacje. Może zoo z kosmitami albo park rozrywki w kosmosie? Potencjał jest ogromny, ale niezbędna będzie odwaga w jego realizacji.
Two Point Museum to fantastyczna, relaksująca gra, którą bez wahania poleciłbym każdemu – nawet osobom, które wcześniej nie miały styczności z serią Two Point. Jeśli ktoś zastanawia się, od której odsłony najlepiej zacząć przygodę z tym cyklem, Museum będzie idealnym wyborem. Szpital można spokojnie na początku pominąć, potem ewentualnie sięgnąć po Kampus. To właśnie przy Museum spędzałem czas najprzyjemniej – eksploracja nowych mechanik, zdobywanie eksponatów, a przede wszystkim zarządzanie własnym, coraz dziwniejszym muzeum, zapewniły mi mnóstwo satysfakcji. Niezależnie od tego, czy szukacie tytułu na leniwe popołudnie, czy na długie, kreatywne sesje z budowaniem idealnej ekspozycji, Two Point Museum was nie zawiedzie. Jak dla mnie 9/10 – nawet dla tych, którzy poświęcili dziesiątki godzina na poprzednie wersje.














