„Wybraniec” to film biograficzny w reżyserii Alego Abbasiego, który zabiera widza w podróż przez wczesne, formujące lata kariery Donalda Trumpa, ukazując okres, gdy dopiero zaczynał budować swoje imperium. Historia skupia się przede wszystkim na kluczowej relacji Trumpa z kontrowersyjnym prawnikiem Royem Cohnem – postacią, która odegrała znaczącą rolę w kształtowaniu jego bezkompromisowego podejścia do biznesu oraz polityki. Abbasiego interesuje przede wszystkim psychologiczny aspekt tej znajomości oraz sposób, w jaki wpływy Cohna stopniowo zmieniają młodego, ambitnego przedsiębiorcę w cynicznego, pozbawionego skrupułów magnata rynku nieruchomości, gotowego przekraczać granice moralności, by osiągnąć sukces. Choć film próbuje pogłębić motywacje stojące za przemianą Trumpa, miejscami pozostawia wrażenie niedosytu, jakby nie do końca potrafił uchwycić złożoność głównego bohatera.
Sebastian Stan, wcielający się w rolę Donalda Trumpa, tworzy postać pełną wewnętrznych sprzeczności, balansując pomiędzy młodzieńczą ambicją, charyzmą oraz energią, a narastającymi przejawami narcyzmu, manipulacji i bezwzględności. Aktor z wyczuciem oddaje subtelne zmiany zachodzące w charakterze młodego przedsiębiorcy, ukazując drogę jego moralnego kompromisu oraz stopniowej utraty empatii na rzecz pragmatycznego dążenia do sukcesu. Jeremy Strong w roli Roya Cohna znakomicie kontrastuje ze Stanem, kreując wiarygodny obraz cynicznego, wyrachowanego mentora, który z premedytacją kształtuje swojego ucznia na własne podobieństwo. Strong doskonale uchwycił charakterystyczny dla Cohna chłód, inteligencję oraz manipulacyjne metody wpływania na innych. Sceny z udziałem obu aktorów są jednymi z najmocniejszych punktów filmu – intensywne, emocjonalnie naładowane, pełne napięcia i ukrytych znaczeń. Ich ekranowa relacja mistrz-uczeń, oparta zarówno na fascynacji, jak i wzajemnym wykorzystywaniu się, stanowi istotę dramaturgiczną opowieści, skutecznie ukazując mechanizmy władzy oraz moralną cenę sukcesu za wszelką cenę.
Jednakże film nie unika schematów typowych dla biografii, co sprawia, że momentami traci na oryginalności i świeżości. Fabuła, choć skupiona na tak znanej i kontrowersyjnej postaci, okazuje się zaskakująco mało porywająca – brakuje w niej wyrazistego punktu kulminacyjnego czy wyraźnej, angażującej stawki. Często można odnieść wrażenie, że historia toczy się bez konkretnego celu, jakby chodziło w niej bardziej o przedstawienie serii przypadkowych epizodów niż o ukazanie czegoś istotnego czy odkrywczego. Narracja bywa przewidywalna, a niektóre wątki potraktowano powierzchownie, bez wnikliwszej analizy ich znaczenia dla głównego bohatera. Wizualnie film również rozczarowuje, momentami przypominając raczej amatorskie nagrania VHS znalezione gdzieś na zakurzonym strychu, niż pełnoprawną produkcję kinową. Mimo wysiłków twórców, trudno oprzeć się wrażeniu, że „Wybraniec” nie wnosi niczego nowego do powszechnej wiedzy o Donaldzie Trumpie, pozostawiając widza z poczuciem niedosytu i zmarnowanego potencjału.
Pod względem wizualnym „Wybraniec” prezentuje się nierówno, choć momentami bardzo przekonująco oddaje klimat lat 70. i 80. Szczególnie udanie wypada przedstawienie miasta – brudnych ulic Nowego Jorku, obskurnych biur oraz bogatych wnętrz, co trafnie podkreśla kontrast między światem bogaczy a biedotą tamtych czasów. Stroje z epoki również robią pozytywne wrażenie, zwłaszcza te eleganckie garnitury czy luksusowe kreacje, które wiarygodnie odzwierciedlają estetykę tamtych dekad. Charakteryzacja bohaterów jest poprawna, choć w przypadku Trumpa nie zawsze w pełni przekonująca – momentami Sebastian Stan bardziej przypomina swoją interpretację postaci niż prawdziwego biznesmena z tamtych lat. Niestety, stylizacja filmu na kino retro okazuje się często zbyt nachalna, wręcz sztucznie „postarzona”, co miejscami odciąga uwagę od samej historii i potęguje wrażenie chaotycznej narracji.
Podsumowując, „Wybraniec” to nierówny, choć poprawnie zrealizowany film biograficzny, w którym na uwagę zasługują przede wszystkim solidne kreacje aktorskie Sebastiana Stana i Jeremy’ego Stronga oraz przekonująca stylizacja realiów lat 70. i 80. Mimo tego całość nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle innych produkcji gatunku – fabuła jest schematyczna, miejscami wręcz nijaka, a narracja często pozbawiona wyraźnego celu i głębszego przesłania. Widzowie liczący na psychologiczną głębię, nowe spojrzenie na historię Donalda Trumpa czy wciągającą, angażującą historię raczej poczują się rozczarowani. „Wybraniec” pozostawia po sobie wrażenie zmarnowanego potencjału, oferując jedynie powierzchowny portret znanej postaci zamiast naprawdę ciekawej i odkrywczej analizy.
Moja ocena: 5/10. Nie dziwię się, że Panowie nie dostali Oscara. Dziwie się, że byli w ogóle nominowani. Film obejrzycie na HBO MAX.














