Skip to main content

Dziś rozmawiamy z Agatą Radziszewską – młodą artystką, która coraz mocniej zaznacza swoją obecność na polskiej scenie alternatywnego popu. Jej utwory łączą lekkie, momentami wręcz „kolorowe” brzmienie z bardzo osobistymi tekstami o samotności, presji i wchodzeniu w dorosłość. Szersza publiczność mogła trafić na nią między innymi dzięki singlowi „2/10”, który jeszcze przed premierą zaczął żyć własnym życiem w mediach społecznościowych. W rozmowie poruszyliśmy nie tylko temat muzyki i koncertów, ale też pracy poza sceną, social mediów, trudniejszych momentów i tego, jak wygląda codzienność osoby, która próbuje pogodzić „normalne życie” z tworzeniem.

Na początek – kim jesteś i jak zaczęła się Twoja droga z muzyką? Pamiętasz moment, w którym to przestało być tylko zajawką? 

Jestem Agatka i śpiewam piosenki. Jestem wokalistką i songwriterką, gram na instrumentach i ogólnie, trochę bawię się muzyką. Piszę piosenki o tym, o czym chce pisać, o tym co mi w duszy gra, jak i o tym co ostatnimi czasy mnie zainspirowało, co czuję, że ludzie potrzebują usłyszeć. Nie lubię o sobie mówić, że jestem piosenkarką – nie lubię tego słowa, bo się nie czuję piosenkarką.  Więc chyba Agatka – dziewczyna, która pisze piosenki, to dobry opis mnie.

Myślę, że to bardzo dobry opis. Kiedy to się dokładnie zaczęło?

Moja droga z muzyką zaczęła się dość dawno, bo już w przedszkolu zaczęłam śpiewać i pisać piosenki. Najpierw je wymyślałam i śpiewałam lalkom, potem trochę mi ta faza przeszła, bo zaczęłam uczyć się w szkole muzycznej – w klasie instrumentów perkusyjnych. To była moja SUPER zajawka. Uwielbiałam grać i uczyć się nowych rzeczy o muzyce, ale cały czas kochałam tworzyć. Szczerze? Wolałam tworzyć własne rzeczy. Zawsze to lepiej mi wychodziło, niż czytanie nut. I sprawiało mi więcej frajdy.

A jak było dalej?

W gimnazjum przypomniało mi się, że przecież śpiewam. Pamiętam, że kupiłam sobie ukulele (za brzmieniem którego teraz nie za bardzo przepadam) i to na nim zaczęłam pisać piosenki, które ukształtowały mnie jako artystkę. Z początku pisałam je do szuflady bo trochę się ich wstydziłam, w końcu poruszały tematy, które bezpośrednio dotyczyły mnie lub moich bliskich, a przecież tak trudno jest nam wszystkim opowiadać o naszych słabościach i boimy się oceny. Mimo to, przemogłam się i parę razy zaśpiewałam swoje piosenki na apelach szkolnych, czy festiwalach harcerskich. Potem skończyłam szkołę, w międzyczasie założyłam kanał na youtubie i tam wrzucałam piosenki, które były nagrane tylko z gitarą. Jedna osoba zapytała mnie, czy nie myślałam, aby wysłać demówki do jakiejś wytwórni. Niewiele oczekując wysłałam materiały do FONOBO Label i parę dni później dostałam propozycję współpracy. Także nie, w sumie to sama się w to wpakowałam bez większego pomyślunku czy wizji, ale cieszę się, że to moje utwory i to że komuś tam się one spodobały, zaowocowały tą niesamowitą przygodą.

Zadebiutowałaś singlem „Dotknąć nieba”. Co najbardziej zostało Ci w głowie z tamtego czasu – nagrania, pierwsze reakcje, a może moment, gdy utwór trafił do sieci? 

Chyba cały proces tworzenia tej piosenki, ekscytacja kolejnymi dotąd nieznanymi mi krokami prowadzącymi do wydania singla i tym co przede mną.

W 2021 roku wyszła Twoja EP-ka „Młodzi”. Co było dla Ciebie najważniejsze w tym materiale i co chciałaś nim powiedzieć? 

Gdy pisałam materiał na tą EP-kę miałam plus minus 18 lat, więc chciałam przekazać to co odczuwają młodzi ludzie wchodzący w dorosłość- lęk przed nieznanym, chęć zrobienia i osiągnięcia wszystkiego, pęd, który nas otacza i jesteśmy w niego wrzuceni , czy nawet pierwsze miłości i koniec końców – to, że młodzi ludzie w moim wtedy wieku nadal często nie wiedzą kim są.

Agatka Radziszewska fot. Instagram

Agatka Radziszewska fot. Instagram

Co najbardziej zmieniło się w Tobie samej pomiędzy wydaniem „Młodzi” a dniem dzisiejszym?

Kilka rzeczy. Przede wszystkim nastawienie do branży oraz do sztuki samej w sobie. Wiem, że te dwie rzeczy trzeba oddzielać. Można traktować muzykę jako biznes, a można ją też traktować jako sztukę. Czasami wyjdzie tak, że twoja sztuka to biznes, mi akurat to nie wyszło póki co, ale traktowanie mojej sztuki jako produktu, który musi być jak najbardziej “jakiś” nie pomogło mi wcale w robieniu tej sztuki. U mnie to musi płynąć z chęci podzielenia się czymś, a nie zrobieniu miliona wyświetleń i podtrzymania popularności. Też wydaje mi się, że bardzo wydoroślałam, jestem bardziej realistką i wiem na co muszę uważać i co ja robiłam źle w przeszłości, a mogę robić lepiej. Jako osoba, na pewno jestem bardziej bezpośrednia i mniej daje sobie w kaszę dmuchać i bardziej dbam o swój komfort, ale nadal nad tym pracuję. I w dniu dzisiejszym, dziękuję tamtej Agatce, za którą trochę tęsknię, za to, że miała odwagę i siłę napisać “Młodzi”. Bez niej by mnie tu nie było. 

„Spadam” to już trochę inny etap. Co się zmieniło między tymi dwoma wydawnictwami – muzycznie i prywatnie? 

O matko, muzycznie to zaczęłam wtedy studiować muzykologię, co trochę otworzyło mi głowę na nowe rzeczy. Ale prywatnie to był istny Sajgon. Przeprowadziłam się do dużego miasta, ta zmiana była dość nagła. W związku z tym dostałam po twarzy realiami dorosłego życia. Byłam strasznie zagubiona i cholernie samotna. Koniec końców nie dałam sobie rady ze studiami i je rzucilam, wróciłam do pracy na full etat i tak się życie toczyło. To tak w dużym skrócie. Ale dzięki temu wszystkiemu powstały piosenki z EPki Spadam i wiele innych. Uciekałam się trochę do tego pisania piosenek, była to taka rzecz, która sprawiała mi przyjemność i mogłam „wyrzygać” wszystkie swoje smutki.

Jak wyglądał moment rzucenia studiów? Czy to była trudna decyzja?

Nie. Ja nigdy nie chciałam iść na te studia. Poszłam na nie, bo wszyscy moi bliscy znajomi zaczęli studiować i trochę też szukałam siebie w nowym mieście. Na studiach, oprócz wspaniałych znajomych, nie znalazłam tego czego szukałam, ale jestem wdzięczna za to przeżycie.

Mówiłaś, że ten materiał jest bardzo osobisty. Który numer najwięcej Cię kosztował i dlaczego? 

Najwięcej z EP „Spadam” kosztował mnie numer „Weź się w garść” chociażby dlatego, że jest to piosenka skierowana do samej siebie. Cały wydźwięk tego numeru i metrum w którym jest on napisany, ma dawać uczucie jakbym ciągnęła samą siebie po ziemii. Jakby trochę sie męczyła i do siebie krzyczała, a nawet sobie groziła.

„2/10” zaczęło żyć na TikToku jeszcze przed premierą. Spodziewałaś się takiego odbioru, czy to był totalny zaskok? 

Nie, to był totalny zaskok. Ja przed tym bardzo cierpiałam że muszę nagrywać tiktoki. I dosłownie zaraz po tym 2/10 wybuchło. Ale to był dobry moment na wybuchnięcie, bo mieliśmy już zaplanowaną premierę.

Ten numer dla wielu osób stał się czymś w rodzaju „bezpiecznego miejsca”. Co dla Ciebie znaczył, kiedy go pisałaś? 

Napisałam go w 15 min na kolanie i miał trochę ubrać w słowa to, że czuję się strasznie, ale mimo to lepiej niż wcześniej „w kolorowe barwy i proste słowa”. Ten kawałek po prostu ze mnie wyleciał, nie grzebałam przy nim, ani go nie poprawiałam.

Teledysk do „2/10” ma bardzo konkretny klimat. Skąd wziął się pomysł na tę formę i jak wyglądała współpraca przy jego realizacji? 

To była bardzo przyjemna współpraca, chłopaki, którzy współpracowali ze mną, byli bardzo zaangażowani i zajarani numerem, wpadli na dużo fajnych pomysłow, w bardzo małym mieszkaniu udało nam się zrobić naprawdę super klip. Wszyscy byli bardzo mili i miałam komfort. Klimat osiągnęliśmy oczywiście dzięki chłopakom, którzy są fachowcami i artystami. Sceniariusz napisał Wincenty Magier, który projekt potraktował bardzo poważnie. A zdjęcia i montaż wykonał Tymon Dominiczak – wyjątkowy filmowiec.  Swoją drogą nagrałam z nim też klip do „Dotknąć Nieba”!

Liczby przy „2/10” są naprawdę konkretne. Patrzysz na to w ogóle w takich kategoriach, czy bardziej liczy się dla Ciebie odbiór ludzi? 

Przez jakiś czas byłam bardzo przejęta liczbami. Trochę też zapomniałam że to nie dla liczb robię muzykę, tylko dla ludzi, którzy potrzebują mojej twórczości. Ale juz się ogarnęłam.

Czy po sukcesie „2/10” poczułaś presję, żeby zrobić kolejne „drugie takie samo”?

Oj i to bardzo. Wielokrotnie plułam sobie w brodę, że 2/10 jest popularne, a inne numery w które włożyłam tyle samo jak i nie więcej serducha, nie klikają się tak jak 2/10. Zdaję sobie sprawę, że na zawsze będę żyła w cieniu tej piosenki. Nawet przez chwile tzw. “EFEKT DWA NA DZIESIĘĆ” odebrał mi chęci do pisania nowych piosenek. Tak sobie obiecywałam, że sukces tej piosenki mnie nie przerośnie, a tu proszę. Wielu znajomych mnie z tego wyciągało, ale to chyba jest taka rzecz, która będzie się za mną ciągnęła dopóki nie wydam czegoś lepszego lub bardziej popularnego. Ale przez to co się stało z tym utworem, zapomniałam dzięki czemu on w ogóle powstał i w jaki sposób – dzięki wieloletniej pracy nad muzyką i na kompletnym luzie i na kolanie. Więc wiem, że jeśli drugie 2/10 ma być, to pojawi się ono w najmniej oczekiwanym momencie.

Pojawia się określenie „głos młodego pokolenia”. Czujesz, że to coś trafnego, czy raczej etykietka, która trochę uwiera lub może kiedyś uwierać? 

Podoba mi się ta etykietka. Wydaje mi się że mówię o sensownych tematach, które dotyczą młodych ludzi.

Jak wspominasz występy na większych scenach, jak festiwale? To bardziej ekscytacja czy stres? Gdzie już wystąpiłaś?

Uwielbiam. Do tej pory zagrałam na Great September i na NEXT Feście. I oba koncerty były wspaniałe i cieszę się że ludzie przyszli mnie słuchać. Oczywiście stres był, ale jak człowiek się nie stresuje przed wyjściem na scenę to znaczy że już mu nie zależy.

A czym dla Ciebie w ogóle jest granie na żywo? Co daje Ci największą satysfakcję na scenie? I jak reaguje publiczność?

Ja uwielbiam grać z zespolem. Kocham moje kwiatki. Wcześniej grałam tylko solo, teraz okazjonalnie, ale zdecydowanie najfajniejsze dla mnie jest spędzenie czasu na scenie z tymi wspaniałymi Ludźmi. A publiczność mnie słucha. I to bardzo. Zawsze widzę że ludzie wsłuchują się w moje teksty i uważam to za spore osiągnięcie.

Ostatnio grałaś m.in. w warszawskim Norblinie – pamiętam ten koncert i było naprawdę ciekawie, chociaż „Sto lat” śpiewane na cały food hall to dziwne i zaskakujące przeżycie… Jak Ty go odebrałaś z perspektywy sceny?

Ja tam to dobrze przeżyłam. Było to dziwne i wiem że mogło wywołać różne wrażenia, ale muzyka nie powinna być zawsze wygodna i przystępna. „Sto lat” porusza temat, który nie jest komfortowy, opowiada o tym że depresja nie przechodzi w wyjątkowych momentach czy miejscach, tylko cały czas JEST. Więc czemu nie w foodcourcie? Uważam ze to że tam zaśpiewałam „Sto lat” nawet pasuje do tej piosenki. Bo osoby z depresją nie mają od niej przerwy, nawet na koncercie gdzie wszyscy gadają i piją piwko.

Agatka Radziszewska fot. Instagram

Agatka Radziszewska fot. Instagram

Agatka Radziszewska fot. Instagram (okładka playlisty Spotify)

Agatka Radziszewska fot. Instagram (okładka playlisty Spotify)

W Twoich tekstach jest sporo trudnych emocji. Pisanie to bardziej sposób na wyrzucenie z siebie rzeczy, czy raczej uporządkowanie ich?

Szczerze? Nie wiem. Chyba uciekam sobie w to, piszę o tym co mnie trapi, żeby z tym posiedzieć. Za największy przywilej artysty uważam to, że może przemienić najciemniejsze części siebie w coś pięknego, w coś co może podarować innym by poczuli się mniej samotni w tym co czują.

Jak wygląda u Ciebie proces tworzenia? Najpierw tekst, melodia, czy to się zmienia? 

Najpierw melodia, potem tekst. Ale zawsze najpierw jest pomysł. Myślę nad uczuciami, które ostatnimi czasy spędzają mi sen z powiek – albo moimi albo moich bliskich. Potem myślę, jakimi “ładnymi” słowami bym je opisała. Potem siadam do wybranego instrumentu i zatapiam się w tych uczuciach i próbuję je namalować za pomocą muzyki. Często najpierw coś sobie nucę, tworzy się jakiś zarys melodii wokalu lub pierwsze linijki tekstu, takie naprowadzające „coś”. Często to sobie nagrywam i potem kminię nad tekstem. Najbardziej lubię jak piosenka pisze się sama, tak jak w przypadku 2/10, ale czasem po prostu to nie idzie. Czasem piosenka  w ogóle ląduje w czeluściach mojego notatnika, ale wyciągam z niej najlepsze części, gdy piszę coś kolejnego.

Skąd najczęściej bierzesz inspiracje – bardziej z własnych doświadczeń czy z obserwowania innych? 

Z własnych doświadczeń najczęściej. Ale bardzo lubię się inspirować tym co inni mi o sobie powiedzą. Przy mnie  trzeba uważać na to co się mówi!

Jak opisałabyś swój styl komuś, kto jeszcze nie słyszał Twojej muzyki? 

Często dostaję takie pytanie, ale nigdy nie umiem na nie odpowiedzieć. Odpowiadam więc: To co robię można nazwać alternatywnym, bedroom popem. Takie coś na kształt podgatunku singer-songwriter. Mój styl miesza się z muzyką pop, piosenką aktorską, alternatywą, i trochę jazzem, dzięki mojemu zespołowi. Czerpię z czego się tylko da, żeby uzyskać optymalny efekt, czyli piosenkę, która poruszy słuchacza. Piszę wesołe piosenki ze smutnym tekstem, albo smutne piosenki z wesołym tekstem. Robię rzeczy, które chce żeby przydały się innym w przeżywaniu codzienności. 

Nawet mam Cię dodaną na specjalnej smutnej playliście, gdzie każda piosenka ma wesołą melodię. Więc chyba coś w tym jest! W ogóle w Twoich numerach często jest kontrast – lekka forma i cięższy temat. To świadomy zabieg czy wychodzi naturalnie? 

Wychodzi naturalnie, ale to chyba wynika właśnie z tego że lubię kontrasty. Poza tym jakby moje piosenki miały nie tylko smutny tekst ale też smutną melodię to by były nie do zniesienia i aż dziwne. Trzeba to umieć jakoś wyważyć.

Łączysz muzykę z pracą na pełen etat. Jak to wygląda w praktyce – da się to pogodzić bez zajechania się? Nawiązuje tutaj do… McDonald’s, widziałem Twoje stories jak wprowadzili w zeszłym roku Drwala. Mówię o tym, bo niektórzy mogliby zdziwić się faktem, że tam pracujesz, a jednak opowiadasz o tym bez problemu.

Faktycznie jest to ciężkie, ale poniekąd lubię swoją pracę. Mija mi już 6 rok i jestem managerem. Współpracownicy raczej mi kibicują. Koledzy i koleżanki z branży mnie nie oceniają, chyba że o czymś nie wiem, bo to nigdy nic nie wiadomo. Ale muszę przyznać że po koncertach mam efekt Hannah Montany jak wracam do pracy w gastro. To że jakoś udaje mi się to godzić – nie znaczy że to jest łatwe, jest cholernie ciężkie. Ale lubię to w sobie i myślę że to czyni mnie bardziej autentyczną i bliższa słuchaczowi.

Jak wygląda Twój „zwykły dzień”, taki bez muzyki, zdarzają się? 

Idę do pracy, potem wracam, sprzątam mieszkanie, gotuję obiadek albo mój chłopak gotuje, siedzimy sobie i rozmawiamy, czasem coś porysuję. Oglądam dużo memów, to chyba już nie jest zdrowe. A potem idę spać.

Co dalej – pracujesz już nad kolejnym materiałem? Bardziej album czy kolejna EP-ka? 

Raczej pojedyncze numery i już kompletnie po swojemu i sama. Ostatnimi czasy mam trochę gorszą relację z muzyką i branżą, więc daję sobie czas i przestrzeń, aby na nowo polubić to co robię – w podobny sposób niż na początku, a do tego potrzeba czasu. Wiem, że branża chciałaby, abym cały czas spamowała sobą i non stop coś robiła, ale niestety życie które ja mam, nie zawsze na to pozwala. W przeszłości często wywierałam na samej sobie presję, by cały czas gdzieś być i coś robić i bardzo źle się z tym czułam. Teraz gdy stałam się artystką niezależną, chcę wydawać muzykę i dawać koncerty wtedy, kiedy mam na to ochotę i siłę – i chciałabym by osoby, które to czytają życzyły mi tej siły jak najwięcej.

Kim jesteś poza muzyką? Co robisz, żeby od niej odpocząć? I czy musisz od niej odpoczywać!

Poza muzyką jestem Agatką. Uwielbiam naturę, dobre jedzenie (co niektórzy mogą wiedzieć), ale również rysuję (narysowałam m.in własny teledysk do „O nie!”) Interesuję się mitologią słowiańską, różnymi zagadnieniami związanymi z dzisiejszym czarostwem, uwielbiam wszystko co fantasy, high fantasy, a zwłaszcza uniwersum Tolkienowskie – przeczytałam multum książek od tego autora i jestem ABSOLUTNĄ fanką. Interesuję się też makijażem, ale nie nazwałabym sie znawczynią. Jestem raczej towarzyska i otwarta, ale są dni kiedy jedyne towarzystwo, którego potrzebuję to mojego chłopaka. Łatwo daje się porwać nostalgii. Poza tym dwa razy w tygodniu uczę śpiewu.

Dla rozluźnienia – gdybyś mogła na jeden dzień wejść w świat jakiejś postaci z filmu albo kreskówki, co by to było? To dużo mówi o człowieku, ja dla przykładu mógłbym być Kaczorem Donaldem.

To nawiążę do poprzedniej odpowiedzi – przeniosłabym się do Śródziemia, byłabym Hobbitem, cały dzień siedziałabym sobie w swoim ogródeczku i jadła 6 posiłków dziennie. Zero zmartwień. Raz na jakiś czas zdarzyłaby się jakaś przygoda. Ewentualnie przeniosłabym się do jakiejś starej bajki barbie i byłabym księżniczką.

Jaką rolę w Twojej karierze odgrywają social media – bardziej pomagają czy czasem przeszkadzają? Złapałem Cię przez Instagram, mnóstwo tam pozytywnych świrów czy raczej po prostu świrów?

Mam bardzo mieszane uczucia co do prowadzenia social mediów – ogólnie moja opinia na ten temat jest dość kontrowersyjna, bo z jednej strony lubię wrzucać estetyczne rzeczy i wybiłam się dzięki nim, ale nie umiem być konsekwentna i wrzucać regularnie. Wrzucam to co czuję i kiedy chce, co trochę się kłóci z chęcią bycia artystką na pełen etat. Niestety teraz, żeby być popularnym czy znanym to trzeba bardzo dużo wrzucać, nawet być influencerem.  A ja chcę po prostu sobie żyć. A przez instagrama poznałam na prawdę wielu wartościowych ludzi z branży i nie tylko co bardzo temu zawdzięczam.

Dostajesz wiadomości od słuchaczy. Była jakaś, która szczególnie została Ci w głowie? Oprócz moich!

Ogólnie to pamiętam każdą, ale najbardziej zapadła mi w pamięć opinia, że jedna dziewczyna uważa, że pięknie pokazuje różnorodność życia i pozycji społecznej będąc jednocześnie dziewczyną pracującą w maku, tworząc muzykę, która naprawdę się jej podoba i że moje życie to jest potężny statement.

Gdzie chciałabyś być za kilka lat – bardziej konkretne cele czy raczej „zobaczymy, gdzie to pójdzie”? 

Raczej zobaczymy gdzie to pójdzie. Zdaję sobie sprawę, że na koniec nie będzie się liczyło ile odsłuchań i jak dobrze wrzucałam rzeczy, tylko to czy byłam szczęśliwa w życiu i czy koniec końców jestem z siebie dumna i z tego co robię.

Jaki jest Twój wymarzony feat z artystą Polskim lub światowym? Może to przeczyta i się odezwie, niektórzy ludzie mają takie tablice marzeń, wrzućmy coś na nią.

Największym wygrywem byłoby coś nagrać z Feelem – w podstawówie miałam ustawiony na dzwonek jego „Jak Anioła Głos” i gdybym nagrała z nim kawałek to by się moje życie dopełniło.

Na koniec – jeśli chcesz coś dodać od siebie, to jest dobry moment – zaproś gdzieś, opowiedz anegdotkę, albo po prostu zachęć do subów i łapek w górę na Spotify 😊I dziękuję za wywiad!

Szczególnie zapraszam do śledzenia moich poczynań dalej- będę się starać żeby nie zawieźć moich słuchaczy 🙂 I odwiedzajcie moje profile, gdzie dzielę się swoim życiem i twórczością, która pochodzi prosto z serca i z potrzeby niesienia nadziei innym.

Agatę znajdziecie na Facebooku oraz Instagramie oraz oczywiście na Spotify.

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Leave a Reply