Skip to main content

Przy pierwszym Hadesie totalnie przepadłem, więc kiedy dwójka pojawiła się jako exclusive na Switcha 2, naprawdę długo walczyłem ze sobą, żeby jej nie kupić i po prostu przeczekać do wersji na PlayStation 5. No i się doczekałem – kupiłem, odpalilem i właściwie od początku wiedziałem, że będzie dobrze. W każdym możliwym sensie.

Od momentu zapowiedzi wiedziałem, że z Hadesem 2 będzie problem. To jeden z tych tytułów, przy których obiecujesz sobie „tylko jeden run przed snem”, a chwilę później patrzysz na zegarek i nagle okazuje się, że minęły dwie godziny. Długie wieczory, niewyspane poranki i ciągłe „dobra, jeszcze raz” były tutaj praktycznie gwarantowane. I faktycznie – Hades 2 wciągnął mnie dokładnie tak, jak liczyłem. Po kilkudziesięciu podejściach dalej miałem wrażenie, że dopiero zaczynam rozumieć wszystkie jego mechaniki i nadal, ale to nadal nie pokonałem Chronosa. Ale wiem, że już coraz bliżej.

Tym razem zamiast dobrze znanego Zagreusa wcielamy się w Melinoe jego młodszą siostrę – córkę Hadesa i Persefony. To właśnie ona staje się główną bohaterką całej historii. Melinoe jest chthoniczną nimfą związaną z duchami i koszmarami, wychowaną nie w cieniu królewskiego luksusu, ale wojny. Wszystko przez Chronosa, Tytana Czasu, który wyrwał się z więzienia w Tartarusie, przejął kontrolę nad Podziemiami i uwięził rodzinę dziewczyny. Pod swoje skrzydła bierze ją Hekate – bogini magii i czarów – która przez lata szkoli Melinoe na broń wymierzoną w jednego przeciwnika. Cel jest prosty: zabić Chronosa.

Naszą bazą wypadową zostaje Crossroads – miejsce zawieszone gdzieś pomiędzy światem żywych, powierzchnią a Podziemiami. To spokojna, mroczna przystań, z której ruszamy na kolejne wyprawy w sam środek chaosu, próbując odzyskać to, co zabrał Tytan. I bardzo podoba mi się to, że Hades 2 nie wrzuca gracza od razu w wielkie filmowe sceny i dramatyczne zwroty akcji. Lore odkrywamy powoli – poprzez dialogi, krótkie scenki, opisy przedmiotów czy rozmowy po kolejnych runach. Trochę jak składanie układanki we własnej głowie. Sama fabuła początkowo wydaje się dość prosta, ale szybko nabiera odpowiedniego ciężaru. Chronos nie tylko rozpętał wojnę z bogami Olimpu, ale praktycznie rozbił cały dom Hadesa. Starzy znajomi porozrzucani są po różnych zakątkach świata, część chthonicznych bóstw dogadała się z Tytanem, a Melinoe działa trochę jak partyzantka walcząca na tyłach wroga. Crossroads pełni więc rolę prowizorycznego sztabu, gdzie spotykamy sprzymierzeńców pomagających jej w walce – od Hekate i Hermesa po kolejnych bogów związanych z wojną, magią czy łowiectwem.

I właśnie ta wojna wisząca w tle sprawia, że Hades 2 ma trochę inną energię niż pierwsza część. Nadal spędzamy większość czasu na przebijaniu się przez hordy przeciwników i umieraniu po raz setny, ale tym razem czuć, że stawka jest większa niż tylko kolejna rodzinna sprzeczka w domu Hadesa.

Jeśli chodzi o fundamenty rozgrywki, Hades 2 nadal opiera się na bardzo klasycznym schemacie roguelite. Wybieramy broń, wychodzimy z bezpiecznej bazy i przebijamy się przez kolejne komnaty pełne przeciwników. Po każdej walce dostajemy nagrodę, która w jakiś sposób wzmacnia postać, a potem wybieramy następne drzwi. Małe ikonki od razu podpowiadają, co czeka dalej – waluta, ulepszenie, dar od boga, sklep albo coś bardziej nietypowego. Śmierć oczywiście pozostaje nieodłączną częścią zabawy. Prędzej czy później coś nas dopadnie, ale – jak na dobrego roguelite przystało – każdy run zostawia po sobie progres. Z czasem odblokowujemy nowe bronie, rytuały, systemy i stałe ulepszenia, dzięki którym kolejne podejścia nie zamieniają się w nużące powtarzanie tego samego, tylko faktycznie dają poczucie rozwoju.

Największą zmianę czuć jednak już po kilku minutach samej walki. Melinoe jest szybka i zwinna, ale jej dash działa inaczej niż u Zagreusa – ma dłuższy czas odnowienia, przez co gra wymusza trochę bardziej przemyślane wchodzenie w sam środek chaosu. Tutaj znacznie łatwiej dostać po głowie za zbyt agresywną grę.

Podstawowy zestaw ruchów pozostaje znajomy – atak, specjal, dash – ale ogromną rolę zaczyna odgrywać pasek magii, czyli osobna belka many wykorzystywana przez mocniejsze, tak zwane omega ruchy. I właśnie ten system najmocniej zmienia tempo walki. Nowa wersja castu potrafi unieruchamiać przeciwników i kompletnie kontrolować pole bitwy, ale jednocześnie zużywa manę, więc nagle trzeba myśleć nie tylko o unikach i ustawieniu w tłumie, ale też o zarządzaniu zasobami. W praktyce Hades 2 jest przez to trochę bardziej taktyczny niż pierwsza część – nadal szybki i efektowny, ale mniej oparty na bezmyślnym spamowaniu dashami.

Broń to w ogóle osobny temat. Wachlarz dostępnego oręża jest całkiem szeroki – mamy między innymi wiedźmią laskę, podwójne ostrza, cięższe bronie nastawione na ogromny impakt czy ciekawe modyfikatory odblokowywane w późniejszych etapach. Każda broń oferuje własny zestaw ataków, specjalnych ruchów i wariantów, które potrafią mocno zmienić styl gry.

Na papierze brzmi to świetnie, ale w praktyce okazało się, że jestem zaskakująco wybredny. Większość podstawowych wersji broni początkowo kompletnie mnie nie kupiła i dopiero odpowiednie aspekty oraz dobrze dobrane błogosławieństwa zaczynały wyciągać z nich prawdziwy potencjał. Co zabawne, chyba najbardziej polubiłem wybuchające czaszki – element, który teoretycznie wygląda jak dziwny eksperyment wrzucony dla jaj, a u mnie regularnie stawał się głównym źródłem frajdy podczas walki.

Błogosławieństwa od bogów nadal są sercem całej zabawy. W trakcie runów losowo dostajemy ulepszenia wzmacniające atak, specjal, dash czy czary, często dorzucające dodatkowe efekty statusowe albo budujące absurdalne synergie między umiejętnościami. W Hadesie 2 mocno czuć jednak, że twórcy poszli bardziej w stronę warunkowych buildów. Sporo błogosławieństw działa tylko w konkretnych sytuacjach – na przykład przeciw przeciwnikom złapanym w czar albo dopiero po spełnieniu określonego warunku w trakcie walki – np. jedynie przy przeciwnikach w zbrojach.Z jednej strony bardzo mi się to podobało, bo zachęca do świadomego budowania postaci i kombinowania z mechanikami. Z drugiej bywały momenty, kiedy miałem wrażenie, że gra trochę za mocno próbuje mnie wepchnąć w jeden konkretny styl grania pod aktualnie wylosowany zestaw błogosławieństw. W pierwszym Hadesie częściej czułem totalną swobodę i możliwość ratowania nawet dziwnych buildów improwizacją. Tutaj momentami system robi się bardziej restrykcyjny.

Jeśli chodzi o same mechaniki, Hades 2 świetnie balansuje między losowością a poczuciem kontroli. Każdy run wygląda inaczej – inne błogosławieństwa, układ pokoi czy minibossowie – ale cały czas mamy wpływ na to, jak rozwija się postać i jakie ryzyko chcemy podjąć. Do tego dochodzą rytuały oraz okultystyczne systemy rozwijane w Crossroads, które pozwalają odblokowywać nowe możliwości i delikatnie naginać zasady świata pod własny styl gry. Dzięki temu nawet po wielu godzinach dalej miałem poczucie, że jest tu jeszcze sporo do odkrycia.

Bardzo polubiłem też samą Melinoe. Jest zdecydowanie bardziej zdyscyplinowana i poważniejsza od Zagreusa, ale jednocześnie nie sprawia wrażenia chłodnej czy pozbawionej charakteru. Ma swoje przyzwyczajenia, swoje dziwactwa i momentami świetnie kontrastuje z kompletnym chaosem wojny, w której bierze udział. Jest też naprawdę bardzo kulturalnym słodziakiem, wystarczy sprawdzić jaką więź nawiązuje z pajęczycą Arachną.

Najbardziej imponuje mi jednak sposób dawkowania informacji. Nawet po wielu godzinach gra cały czas potrafi rzucić nowy dialog, wspomnieć o jakimś bóstwie albo dorzucić kolejny fragment historii Hekate czy rodziny Melinoe. Każda śmierć nadal działa więc jak nagroda, bo poza samym progresem wracamy też do bazy z ciekawością, kto tym razem będzie miał coś nowego do powiedzenia.

Audiowizualnie Hades 2 to absolutny sztos. Gra dalej korzysta z izometrycznej perspektywy i ręcznie rysowanego stylu, z którego słynęło Supergiant Games, ale tym razem wszystko jest jeszcze bardziej szczegółowe i żywe. Lokacje są pełne małych smaczków – pulsujących roślin, magicznych efektów czy drobnych animacji w tle, które sprawiają, że świat naprawdę wydaje się żyć. Świetnie wypada też sama baza wypadowa – spokojne, mroczne miejsce, które kontrastuje z chaosem kolejnych wypraw.

Bossowie wyglądają fenomenalnie. Ich animacje są efektowne i przerysowane, ale jednocześnie bardzo czytelne, co w grze o tak szybkim tempie jest po prostu kluczowe. Nigdy nie miałem wrażenia, że dostaję obrażenia przez nieczytelny bałagan na ekranie. Jednakże, bossowie bardziej podobali mi się w jedynce, głównie dlatego, że byli bardziej rozpoznawalni. Wiadomo, że Bogowie Olimpijscy raczej tutaj nie walczą, bo są od dawania ulepszeń, więc i jakby wybór postaci drugoplanowych jest mniejszy i wszyscy najważniejsi pojawili się w jedynce. Nie jest źle, ale musiałem zwrócić na to uwagę.

Muzyka tradycyjnie robi tu gigantyczną robotę. Darren Korb znowu idealnie miesza cięższe, gitarowe motywy z bardziej mistycznymi i melancholijnymi kawałkami, które świetnie pasują do motywu magii, rytuałów i wojny wiszącej nad całym światem. I jest tu jeden moment, który totalnie skradł mi serce – boss, który podczas wspólnej walki śpiewa własny utwór, a muzyka dynamicznie reaguje na przebieg starcia. To jeden z tych fragmentów, które momentalnie zostają w głowie i pokazują, jak absurdalnie dużo charakteru ma ta gra. Do tego dochodzi świetne udźwiękowienie. Każdy cios ma odpowiedni impakt, zaklęcia brzmią potężnie, a drobne efekty w tle budują klimat nawet podczas spokojniejszych momentów w bazie. Na PlayStation 5 całość działa też bardzo płynnie – szybkie ładowania i stabilna wydajność sprawiają, że można po prostu odpalić kolejny run bez żadnych technicznych przeszkód.

Hades 2 to gra dla ludzi, którzy lubią ginąć, wracać i mówić sobie „dobra, jeszcze raz”. Jeśli jarają was roguelite’y pełne buildów, synergii i ciągłego kombinowania z mechanikami, tutaj przepadniecie na długie tygodnie. Ale jeśli ktoś oczekuje bardziej filmowego, liniowego doświadczenia albo nie lubi przekopywania się przez masę systemów i drobnych zależności, może się od tej struktury odbić. Dla mnie? Absolutnie warto. To sequel, który nie próbuje na siłę wymyślać wszystkiego od nowa, tylko bierze fundament pierwszego Hadesa i rozbudowuje go praktycznie w każdym aspekcie. Jasne, nie zakochałem się we wszystkich broniach i momentami czułem, że gra trochę za mocno pcha mnie w konkretne buildy, ale końcowy bilans i tak jest dla mnie absurdalnie pozytywny.

To jedna z tych gier, o których myślisz nawet wtedy, gdy akurat nie grasz. I właśnie dlatego Hades 2 spokojnie ląduje u mnie w kategorii osobistego 10/10.

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Leave a Reply