Witajcie, dzień dobry, cześć! Ja wiem, że już powróciło „M jak Miłość” oraz inne seriale, ale mam nadzieję, że znajdziecie czas na kino. Zwłaszcza gracze powinni się wczytać, bo dziś mówię również do nich. A chodzi o film „Hitman: Agent 47” o zabójcy na zlecenie, później „We Are Your Friends” czyli piękny Zac Efron i jego marzenie – zostać sławnym DJem. Zakończymy natomiast odrobiną smutku czyli filmem „Żyć nie umierać” z Tomaszem Kotem w roli głównej – smutku, bo film… przeczytajcie sami. Dziś tania środa w Cinema City!

– Hitman: Agent 47

7696298.3O czym: Zabójca na zlecenie stara się wykonać swoje zadanie, ale pojawiają się Ci źli i obowiązkowo zagrożona przez nich kobieta.

Dlaczego tak: Rewelacyjna ścieżka dźwiękowa (przynajmniej na początku, potem trochę pada). Kilka fajnych patentów na strzelanie/pościgi/zasadzki, których jeszcze nie wymyśliły inne filmy. Hannah Ware od biedy daje radę, chociaż czasami wygląda staro.

Dlaczego nie: Gracze dostaną zapaści od monstrualnie złego castingu, bzdurnej fabuły i dialogów napisanych przez prawdopodobnie dzieci w Chińskiej fabryce Apple (oczywiście po godzinach). Aktorzy bolą, ich super-moce irytują. Akcje w zwolnionym tempie jeszcze dają radę, ale te szybsze przypominają jakby film był produkcją np. z Argentyny czy innego nieobeznanego w efektach specjalnych kraju. W filmie nie ma nawet jednego cichego zabójstwa – ani niczego w czysty sposób nawiązującego do serii gier komputerowo-konsolowych. Po pełnej prezentacji głównego złego, miałem ochotę wyjść z kina, bo ledwo dałem radę przełknąć dialog, który panowie przeprowadzili.

Kiedy: Jeśli jesteś fanem gry, to musisz film zobaczyć, chociaż niekoniecznie w kinie – po co? Bo jest najgorszy. Jeśli natomiast gra jest Ci obca, to sobie daruj. Za tydzień wchodzi Transporter – bankowo będzie lepszy.

– We Are Your Friends

7700600.3O czym: Młody chłopak chciałby zostać znanym DJem i zarobić kupę szmalu.

Dlaczego tak: Zac Efron oraz Emily Ratajkowski, zwłaszcza ta druga jak na brak talentu radzi sobie zdumiewająco dobrze, oczywiście w filmie większość kadrów skupia się na jej cyckach (nie nagich niestety), ale jak może się wypowiedzieć, to jakoś daje radę. Muzyka jest świetna, widoki są ładne. Film mnie zmęczył i zasmucił – czyli spełnił swoją rolę dramatu i jestem mu za to wdzięczny. Dobrze się to ogląda, idealne zakończenie wakacji i wyciszenie.

Dlaczego nie: To jeden z tych filmów bez fabuły – on gdzieś się zaczyna, trwa sobie i kończy, ale gdyby ktoś mnie zapytał o czym to, pierwsza odpowiedź, która mi przychodzi do głowy to „o marzeniach” – a to znaczy tyle, co o niczym. Emily Ratajkowski chociaż ładna i jak napisałem daje radę, to jej nabotoksowane usta z wiecznym dzióbkiem przyprawiają o ból głowy. Postać kobieca nie ma w ogóle wyrazu (oprócz paru aspektów), i jest na ekranie tylko w wiadomym celu, co potęguje wrażenie „to już było pierdylion razy”. Role drugoplanowe tak mało ważne, że aż nie będe o nich pisał, nawet Wes Bentley jako ten powiedzmy trochę zły, nudzi i nie zachwyca.

Kiedy: Fajny film muzyczny, a ja lubię filmy muzyczne i takie o marzeniach. Mnie poruszył i zasmucił, urzekł ładnymi kadrami. Ale to już było milion razy. Iść tylko dla niej lub dla niego. No i to najlepszy film tego tygodnia.

– Żyć nie umierać

7697576.3O czym: Tomasz Kot jako umierający na raka były alkoholik, aktualnie wodzirej w telewizyjnym szoł.

Dlaczego tak: Ponieważ… to dramat o raku i jest społecznie potrzebny?

Dlaczego nie: Kot jest koszmarny, chociaż ludzie powiedzą Wam inaczej. Patrzy tylko tymi wyłupiastymi gałami i talentu w nim zero (w tym filmie). Janusz Chabior pojawia się i albo pije wódkę, albo rzuca jakimś inspirującym tekstem w powietrze i tyle go pamiętamy. Fabuła jest pusta, żenująca, nie wzrusza a irytuje. Film dzieje się w teraźniejszości, przez co odpadają nawet ładne kadry, których tu brak. Wszystkie postaci są na coś cały czas wściekłe, a kwestie recytują przez zaciśnięte zęby.  W dodatku, no muszę to powiedzieć, przepraszam za mini spoiler – na końcu pojawia się typowy napis „prawdziwa historia”, który tłumaczy kim był bohater naprawdę. I nie dość, że nagle okazuje się że kimś był (ale nikim znanym) to jeszcze jest wytłumaczenie „ale to tak naprawdę było inaczej, jego życie nie było tak dramatyczne, w sumie to było mu całkiem fajnie, a to tylko filmowa fikcja”. To po chuj ja się pytam film o nim kręcić.

Kiedy: Zdecydowanie nigdy, są ciekawsze produkcje.

Cinema_City_Master_RGB_whiteBg1-300x164

 

 

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Skomentuj tekst: (komentarze są moderowane - pojawią się po zatwierdzeniu)