Daleko od noszy to jeden z tych seriali, których tak naprawdę nigdy nie lubiłem. Nie przeszkodziło mi to oczywiście w obejrzeniu kilkunastu odcinków, bo czasami po prostu tak bywa, że coś leci w tle albo po prostu pilota dzierży ktoś inny.

Wspomniana produkcja ma za sobą naprawdę długą historię, a dodatkowo  przeszła cały szereg mniejszych lub większych metamorfoz – chociażby zmiany tytułów, gdyż serial pierwotnie nazywał się Szpitalem na perypetiach i zdawał się być parodią „Szpitalu na peryferiach” – czechosłowackiego serialu medycznego z 1977 roku.

Początkowo mi się nawet odrobinę podobało – w końcu były to złote czasy panowania chociażby „Na dobre i na złe” i rozkwitu seriali medycznych,. Z czasem jednak oderwanie od rzeczywistości, brak nawiązań do aktualnych wydarzeń i dowcipy żywcem wyjęte z Pani Domu sprawiły, że zacząłem pałać do niego szczerą nienawiścią – a szkoda, ponieważ na przykład w pierwszych odcinkach czuć było chociażby ducha „Graczyków” lub „Buły i spóły”. Po 30 odcinkach Szpital na perypetiach ewoluował w Daleko od noszy, później po drobnej przerwie (w okolicy 11 sezonu) w Daleko od noszy 2, dalej w mega słaby, żerujący na temacie Euro 2012 Daleko od noszy. Szpital Futpolowy, aż do tegorocznego powrotu jako Daleko od noszy. Reanimacja. I dostaliśmy trudny do strawienia, otępiający, i niezwykle kaloryczny fast-food prosto z mikrofalówki.

Najnowsze przygody kolorowej ekipy przypominają mi dlaczego na co dzień tego nie oglądam, nie oglądałem i więcej oglądać nie będę. Pomagają mi również wpaść w zadumę i chociaż przez chwilę zastanowić, gdzie podziały się osoby, które kiedyś produkowały dobre sitcomy. Kurwa mać, bo inaczej powiedzieć nie umiem – Daleko od noszy. Reanimacja to wyjątkowo srogie gówno. Aktorzy grają całe piętra poniżej swojego talentu, żarty i gry słowne to zbiór pomysłów na książkę czytaną na głos w świetlicy dla osób upośledzonych, a same kadry i zdjęcia są tak tandetne, nieczyste i powleczone jakimś irytującym filtrem, że to aż się w dupie nie mieści. Zresztą, słowa mojej recenzji nie są w stanie oddać tego, iż:

a) serial w ogóle nie jest śmieszny

b) autorzy przesadzili, ze śmiechem z offu

c) dialogi pisał ktoś o IQ pudełka po zapałkach

d) aktorzy grają tylko dla hajsu

Zapraszam do przykładowej sceny z pierwszego odcinka, myślę, że dość dobrze oddaje poziom serialu, słownictwo, oraz jak sztucznie wygląda:

Generalnie jest żenująco, i chociaż być może krótki filmik nie oddaje tego w pełni – nudno i mało zabawnie. Musicie mi po prostu uwierzyć, że oglądanie całego odcinka to sprawa nie tyle bolesna, co po prostu traumatyczna i ciągnąca się za człowiekiem jak choroba weneryczna. Promocja najnowszego sezonu oparta jest na występie „Dody”, która może i byłaby atrakcyjnym dodatkiem, pod warunkiem, że mielibyśmy nadal 2005 rok, niestety na takie atrakcje jest prawie 12 lat za późno. Rabczewska występuje tu podobno, aby zapchać pustkę po Ani Przybylskiej, której to zresztą „Reanimacja” jest dedykowana (przed napisami końcowymi), ale miałem nadzieję, chociaż od tego się powstrzymają – wzięcie jako zastępstwa Dody to już dostateczny brak szacunku.

Daleko od noszy. Reanimacja to zło tak wielkie, że już chyba wolałbym kolejne wznowienie Rodziny Zastępczej. Niestety zamiast tego doświadczymy serię smutnych podrygów kiedyś czołowych aktorów, a dziś (przynajmniej w serialu) odtwórczych cieni samych siebie. Generalnie już dawno powinni to skończyć, zwłaszcza, że oglądalność jest dość niska – zresztą chociażby same zmiany „nazw” serialu sugerują ile razy był on anulowany i wznawiany, a także jak szybko kończyły się na niego pomysły.

Jako puenta idealnie pasuje tutaj pewne przysłowie, które jakiś czas temu przeczytałem w internecie. A brzmi ono tak: „Operacja się udała, ale pacjent zmarł”. To chyba idealne podsumowanie tutejszej absurdalnej „reanimacji” – czekamy na pogrzeb. Miejmy nadzieję, że już ostatni.

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Jeden komentarz

  • Serceirozum135 pisze:

    Mi sie bardziej podoba niż tamte sezony, chociaż też je lubię, ale totalnie SPIEPRZYLI CZOŁÓWKĘ EFEKTEM MUZYCZNYM! Piosenki Czarno Czarnych nie da sie słuchać! A tak to ok. Na Ipli lepiej czołówkę pomiń, a posluchaj sobie piosenki na YT. Ale lepiej obejrz 1 odcinek, ordynator zostaje ministrem zdrowia! I dodatkowo poszedł na jakieś piwo z Killbachem tajnym przejściem, dał jemu klamkę, Killbach odwołał nową panią ordynator w imieniu nowego ministra i sam się za nią przebrał!! Musicie zobaczyć!

Skomentuj tekst: (komentarze są moderowane - pojawią się po zatwierdzeniu)