wulk2Uwielbiam dobre i żwawe angielskie komedie. Takie wiecie, z masą zwrotów akcji i nieporozumień. Uczucie to było na pewno najważniejszym z powodów, przez który nawiązałem współpracę z Teatrem Komedia w Warszawie. Zostałem więc zaproszony na sztukę „Jak na wulkanie„, opowiadającą o pewnym szalonym hotelu. A już teraz, już w tym momencie – opowiem Wam co o niej sądzę!

Jak na wulkanie to brawurowa i niesamowicie zaskakująca komedia Robina Hawdona, pełna niesamowitego brytyjskiego humoru i barwnych postaci.

W pewnym staroświeckim hotelu zatrzymuje się znany aktor… z młodą kochanką. Dobrze zna to miejsce, bo spędzał w nim miesiąc miodowy ze swoją żoną. Czy spędzi urlop w zaciszu sypialni z seksowną pięknością? Los niestety chce, żeby jego wspomniana „druga połowa” również przyjechała do ulubionego przybytku w towarzystwie młodszego kochanka – rosyjskiego oligarchy. Czy właściciel uroczego hoteliku zrobi wszystko, aby utrudnić im spotkanie, skoro para znana jest z niesamowitych wręcz kłótni i uwielbienia do siania demolki?

Na początek warto zwrócić uwagę na świetną obsadę, a bawić nas będą: Aleksandra Konieczna / Magdalena WójcikGrażyna WolszczakAgata ZałęckaMirosław Baka / Tomasz Sapryk, Sebastian CybulskiJan JankowskiRobert Rozmus, Przemysław Sadowski. I nie da się powiedzieć inaczej niż tylko dobrze – aktorzy to ludzie najwyższego kalibru, zaprawieni w bojach teatralnej komedii. Najwięcej daje z siebie Sebastian Cybulski, którego rola pełna jest potknięć, zderzeń i niesamowitych wygibasów – przez co kibicujemy mu najmocniej i po cichu modlimy sie, aby dożył do końca sztuki. Z kobiet króluje przeurocza Agata Załęcka, której wdzięki w wyniku pewnej przykrej sytuacji, oglądać możemy w pełnej krasie. Chociaż ta dwójka wyróżnia się najmocniej, to nikt nie pozostaje w tyle i zdecydowanie każdy znajdzie tu swojego faworyta.

teatr-komedia-jak-na-wulkanie_0002_31

Scenografia jest idealnym przykładem dobrej teatralnej roboty, zachwyci zwłaszcza ludzi, którzy od tej instytucji oczekują pełnej, rozbudowanej dekoracji, a nie tylko samotnego krzesła, które jednocześnie udaje samochód. Hotelik skonstruowany został w sposób niezwykły, szalenie skrupulatny i pozwalający na bardzo widowiskowe wymijanie się aktorów. Dosłownie czujemy się jak na wakacjach we francuskim pensjonacie. Naprawdę! Dawno nie miałem takiego wrażenia, wnętrze emanuje prawdą, co niezbyt często zdarza się w przedstawieniach.

Scena Teatru Komedia ma fantastyczną akustykę, dzięki temu wszystkich aktorów zrozumiemy bez problemu nawet z najdalszych rzędów – to zdecydowany plus, bo sala jest naprawdę bardzo duża. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to głównie do języka w samej sztuce – przewija się tu język francuski, rosyjski, angielski i chociaż są to raczej proste słowa i zwroty, to wprowadzają niepotrzebną trudność w odbiorze, co może być uciążliwe np. dla ludzi starszych. Jest to jednak jedyny minus, który w ogóle dało się zaobserwować w tej naprawdę rewelacyjnej sztuce.

„Jak na Wulkanie” grane jest w Warszawskim teatrze Komedia w cenie 61-99zł. Spektakl jest szalenie oblegany, więc biegnijcie do kasy lub kupujcie bilety online już teraz! Zwłaszcza, że kalendarz jest już dostępny do końca kwietnia, a najbliższe wymienione w nim dni to: 30.01, sobota – g. 19:00, 31.01, niedziela – g. 16:00, 17.02, środa – g. 19:00 ,18.02, czwartek – g. 19:00, 19.02, piątek – g. 19:00, 13.03, niedziela – g. 16:00, 15.03, wtorek – g. 19:00, 16.03, środa – g. 19:00, 17.03, czwartek – g. 19:00, 03.04, niedziela – g. 16:00, 05.04, wtorek – g. 19:00, 29.04, piątek – g. 19:00, 30.04, sobota – g. 19:00. Ja ze swojej strony bardzo serdecznie zapraszam!

sebastian-cybulski_135x173_1309#Wywiad z Sebastianem Cybulskim występującym w sztuce „Jak na Wulkanie”. Sebastian jest aktorem telewizyjnym, filmowym, teatralnym i dubbingowym.

1. W sztuce „Jak na Wulkanie” grasz chyba najbardziej żywiołową (niezdarną) osobę ze wszystkich zgromadzonych na scenie – biegasz, skaczesz, przewracasz się. Trudno było przygotować się do takiego wysiłku? Wracałeś lub wracasz poobijany do domu?

Z tą niezdarnością, to ja bym tego tak nie nazwał (uśmiech.) Moja postać jest zmuszona do dziwnych rzeczy, wstawiona wręcz do tego łamańca scenicznego. Każda scena ma zaskakiwać widza w całej tej intrydze, poprzez chaotyczność postaci granej przez głównego bohatera – Janka Jankowskiego. I stąd też te ciągłe ewolucje akrobatyczne na scenie, które uskuteczniam.

O kontuzje na scenie bardzo łatwo – jak i na co dzień w każdej pracy, jeżeli nie podchodzi się do swojego fachu bez odpowiedniej atencji. Próby, czyli taki trening fizyczny dały mi czas na opanowanie wszystkich przeszkód, które stworzył dla mnie na scenie reżyser. Na początku może trochę bolało, ale teraz to już czysta przyjemność. To tak jak w tańcu, po opanowaniu kroków dajesz się ponieść muzyce

2. Warto powiedzieć, że w sztuce pojawia się trochę rozebranych osób. Pomijając, że rozbiera się przepiękna kobieta, to jedną z osób o mocno niepełnym ubiorze jesteś Ty. Czy to kłopot grać takie sceny? Albo z drugiej strony – może jest wygodniej, gdy nie trzeba nosić dopasowanego kostiumu?

Każda dobra farsa musi mieć w sobie coś co zadowoli każdego widza… stąd może ten negliż na scenie. Ale nie ma co ukrywać, że u nas ta golizna jest w ilościach śladowych, w porównaniu do wielu innych spektakli – to tak dla uspokojenia czytelników (uśmiech)

Ja jestem zwolennikiem uzasadnionej golizny na scenie. Jeżeli ktoś wkłada umowną gołą dupę do spektaklu tylko dla efektu, żeby „zaskoczyć”, to jest to bardzo słaby i wyświechtany zabieg. Na szczęście w tekście Jak na wulkanie od razu było wiadomo, że tu i tu dochodzi do „rozbiórki” aktorki, a tu i tu pojawia się – cytując sztukę „nie do końca ubrana obsługa hotelowa”. Tak więc, nie przeszkadza mi fakt pojawienia się pół-nagim na scenie, ale też nie jestem pierwszym do rozbierania się. Nie traktuję tego jako mój naczelny wyraz aktorski (uśmiech). Ciało aktorowi służy do grania, a poza tym – nie pierwszy raz to i zapewne nie ostatni.

3. Jak na Wulkanie to sztuka dość specyficzna, w recenzji napisałem że lekko filmowa. Przypomina stare angielskie komedie, dużo się dzieje, dużo osób znika, pojawia sie, kręci dookoła. W branży filmowej zasada jest prosta – wszystko można pociąć. A jak jest z odgrywaniem takiego chaosu na żywo?

Na początku był chaos… i tak też było w tym przypadku. Po pierwszych wspólnych czytaniach byłem bardzo ciekaw, żeby nie powiedzieć, że w szoku – jak reżyser się do tego zabierze i jak wybrnie z tego, zdawałoby się bałaganu. Jak na wulkanie, to moja pierwsza farsa – w dobrym znaczeniu tego słowa, stąd moja ciekawość i obecność na każdej próbie. Podglądałem w pracy Tomka Dutkiewicza (reżysera) i byłem pod nie lada wrażeniem z jaką lekkością i zwinnością aranżował poszeczególne fragmenty tej skomplikowane sztuki na scenie. Chaos został opanowany i poukładany, po to, żebyśmy my aktorzy mogli czuć się swobodnie i komfortowo, oraz żeby Państwu – widzom – zaserwować ten „wulkan” w jak najlepszym sosie (uśmiech).

Jednym słowem, każdy chaos musi być najpierw idealnie ustalony i uporządkowany.

4. Jakieś wieści jak długo będziecie jeszcze wystawiać Jak Na Wulkanie? Albo mała anegdotka na jego temat – coby zachęcić i wystawiać jak najdłużej?

Spektakl gramy od maja 2014 – jak ten czas pędzi – i póki co gramy go z niesłabnącym zainteresowaniem ze strony widzów… ile pogramy? Tego najlepiej dowiedzieć się u dyrektora czy też z kas teatru…

Na zachętę dodam, że od niedawna do obsady dołączyły tzw. dublury i jedną z głównych par bohaterów sztuki grają naprzemiennie Ola Konieczna i Magda Wójcik oraz Mirosław Baka wymiennie z Tomkiem Saprykiem, i muszę przyznać – a widzę sztukę tylko fragmentarycznie z boku sceny – że jakiekolwiek będzie ustawienie personalne, to Jak na Wulkanie dzięki temu zabiegowi dostaje zupełnie inny poziom energii, przez co każdy spektakl w swoim nowym ustawieniu jest zupełnie inny – na czym zyskują przede wszystkim widzowie.

Bo gwarantuje, że Ci którzy widzieli spektakl w podstawowej obsadzie, gdy przyjdą na niego drugi raz, ale z drugą parą aktorską, będą pozytywnie i na nowo zaskoczeni 🙂

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Skomentuj tekst: (komentarze są moderowane - pojawią się po zatwierdzeniu)