Teatr Capitol lubię i cenię od bardzo dawna. To nieliczna przystań na warszawskiej mapie teatralnej, o której wiem jedno: czeka mnie tam dobra i radosna zabawa. Tak było również i tym razem, o czym postanowiłem opowiedzieć w tej recenzji. Natomiast sam tekst musicie potraktować z lekkim przymrużeniem oka, połowicznie. Dlaczego? Ponieważ wyjątkowo i jak chyba jeszcze nigdy, każda postać odgrywana jest przez dwóch aktorów, a przeglądając rozmaite materiały prasowe stwierdzam, że liczba ich konfiguracji jest wręcz przytłaczająca. Chociaż ja wybierając termin spektaklu miałem szczęście trafić praktycznie na „drużynę moich marzeń”  – no przynajmniej w 99% – tak nie wiem jak jest z innymi układami. Aczkolwiek sądzę, że równie wspaniale!

Kiedy kota nie ma… to bardzo niegrzeczna małżeńska komedia, opowiadająca o zwadach, zdradach i podchodach, które dziać się mogą w każdym domu, tuż za ścianą. Poznajemy więc dwie siostry, jedną wiecznie rozochoconą, za to z oziębłym mężem niedojdą, drugą oziębłą, za to z przystojnym i wiecznie chętnym do igraszek mężem biznesmenem. Gdy jedna z nich czuje się zdradzona, wprowadza się do drugiej. Ponieważ w tle jest też wyjazd na „drugą podróż poślubną” wszystko zaczyna się komplikować.

Sztuka napisana jest świetnie, dialogi są szybkie, riposty odpowiednio dwuznaczne. Postacie wprowadzają nas w meandry akcji w dobrym tempie, ich motywacje są sensowne i barwne. Problemy przed którymi stają, nie wydają się ani trochę wydumane, nawet mimo tego iż sztuka dzieje się w Anglii, czujemy je bardzo blisko, ponieważ zostają aktualne nie tylko w ramach czasowych, ale i geograficznych. To jedna z tych komedii, na które warto wybrać się w każdym wieku i to wiele razy – starsi odkryją w postaciach siebie, młodsi swoich rodziców. Zabawa na całego!

Snap_2015.02.21 14.43.01_003

Źródło: http://www.clubcapitol.pl/

Snap_2015.02.21 14.39.36_002

Źródło: http://www.clubcapitol.pl/

Wielorazowość „Kota” o której mówię i do której zachęcam, polega też na niesamowitej obsadzie, chyba najlepszej jaką dotąd miałem okazję gdziekolwiek oglądać.

Problemem jest tylko to, że tak liczna obsada gra na zmianę jedynie 6 postaci i aby trafić na przedstawienie w naszym ulubionym składzie, trzeba się naprawdę logistycznie wygimnastykować. W rolach głównych występują: Katarzyna Skrzynecka/Viola Arlak, Anna Gornostaj/Maja Berełkowska, Jacek Lenartowicz/Piotr Cyrwus, Wojciech Wysocki/Piotr Zelt, Zofia Zborowska/Aleksandra Grzelak, Marta Wierzbicka/Aneta Zając – to w większości znane nazwiska, a już na pewno bardzo znane twarze, które dwoją się i troją, aby zadowolić nawet najbardziej wymagającego widza. Ja miałem okazje trafić na niesamowitą Violę Arlak oraz genialnego Piotra Cyrwusa – których małżeńska przepychanka jest jednym z jaśniejszych punktów tego niesamowitego show. Niektórzy rodzą się do pewnych ról i oni udowadniają to na każdym kroku. Wcześniej powiedziałem, że obsada zadowoliła mnie w 99%, nie w 100, ponieważ strasznie chciałem zobaczyć Anetę Zając, a trafiłem na Martę Wierzbicką, której rola niespecjalnie przypadła mi do gustu, ponieważ, chociaż była dość ważna fabularnie, odczułem kreowanie i odgrywanie jej jako mocno na odwal się. Natomiast o innych aktorach można powiedzieć tylko jedno: dobra robota.

Miałem więc szczęście trafić praktycznie na obsadę marzeń, ale sądzę, że inne konfiguracje są równie dobre, najlepiej upewnić się w kasie teatru kto i kiedy będzie grał, aby jak najlepiej dobrać aktorów pod swój gust i długoletnie „telewizyjne” sympatie. Natomiast praktycznie nalegam na wybranie wersji, w której zobaczymy Violę Arlak, ponieważ ta „żona wójta” z pewnego serialu polskiej telewizji nie odgrywa tu „tylko” scenariusza, ona się bawi na scenie, żyje, oddycha widownią, jest swoją postacią. – nawet w momencie gdy komuś dzwonił telefon potrafiła zareagować i zakpić z widza, jednocześnie nie wychodząc z roli. Wielkie brawa i bukiet kwiatów!

Dekoracje to całkiem udane oddanie małego domku gdzieś na angielskich przedmieściach, motywy kwiatowe, wygodne kanapy, schody na piętro. Wszystko bardzo naturalne, a jednocześnie przejaskrawione do granic możliwości – przez co nie tylko każdy element cieszy oko, ale i niesamowicie bawi się konwencją czyniąc pewne angielskie przywary, przywarami również polskimi. Jeśli od teatru oczekujecie nie tylko opowieści, ale także jej wizualizacji – jak najbardziej zostaniecie połechtani i pozytywnie zaskoczeni.

0003H754TVW0851S-C116-F4

Źródło: http://www.clubcapitol.pl/

KOTzdj8

Źródło: http://www.clubcapitol.pl/

KOTzdj9

Źródło: http://www.clubcapitol.pl/

Dźwięk to bardzo ważna kwestia, zwykle dzieli się na dwie sprawy. Pierwszą i najważniejszą jest to, w jaki sposób dialogi rozchodzą się po sali. Z tym nie ma w „Kocie” najmniejszego problemu, ponieważ nawet szepty są doskonale słyszane tak z pierwszych, jak i dalszych rzędów. Miałem okazję siedzieć w szóstym i perfekcyjnie słyszałem wszystko tak jak trzeba. Jeśli chodzi o nagłośnienie, czyli np. muzykę lub jakieś drobne dźwięki, to również nie można powiedzieć nic złego, a nawet należy się duża i szczera pochwała. Ale to takiej jakości przyzwyczaił nas Capitol.

Świetna gra aktorska, bajeczne dekoracje i fabuła, która prowadzi nas przez małżeńskie potyczki, zdrady i irytujące przyzwyczajenia. Jest pikantnie, ostro i pieprznie. Jednym słowem: biegiem do Capitolu! Ale tak naprawdę biegiem, bo dawno nie widziałem tak obleganej sztuki, na którą ciężko dostać bilety. Ale dla chcącego nic trudnego!

Pełny repertuar znajdziecie tutaj.

Czas trwania: 160 min. z przerwą
Bilety: 85 zł, 99 zł, 130 zł (Loża VIP*)

* W cenie biletu do Loży VIP capitalny drink!

reżyseria ANDRZEJ ROZHIN
scenografia i kostiumy JOANNA PIELAT – RUSINKIEWICZ
przekład KLAUDYNA ROZHIN
opracowanie muzyczne AGNIESZKA PUTKIEWICZ

capitol

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

7 komentarzy

  • j.w. pisze:

    Mało wyrafinowany dosłowny dowcip z ruchami frykcyjnymi w komplecie. Największe salwy śmiechu przy dupa, k… i innych wulgaryzmach. Tylko dla lubiących rubaszny dowcip lub prostaków.

  • Monika pisze:

    Cudny wieczór dzięki doskonalsze grającym aktorom , dziękujemy pięknie!

  • MaKa58 pisze:

    Pięknie spędzony sobotni wieczór. Warto było zajrzeć do Teatru Capitol. Wielkie dzięki za doskonałą grę aktorów. Przerysowaną w geście w mimice w intonacji głosu… Ale przekomiczną. W pierwszym momencie byłam tym przerysowaniem, nad-ekspresją zaskoczona ale w trakcie spektaklu okazało się, że jest niezbędna. Pani Arlak, Pan Lenartowicz, Pan Wysocki. Majstersztyk w gestach, słowach intonacji… Pójdę jeszcze raz na obsadę z Panią Skrzynecką i Panem Cyrwusem. Warszawa nie śpi ciepłym, pogodnym, wrześniowym wieczorem:)

  • JK pisze:

    A ja właśnie wróciłem do domu gdzie wraz z Żonà wspominamy naszà pierwszà wizyte w Teatrze Capitol i musze przyznać że bardzo nam się podobało zwłaszcza druga połowa spektaklu polecamy i już planujemy kolejne odwiedziny w tym wspaniałym teatrze
    pozdrawiamy i idziemy do sypialni???

  • X Y pisze:

    Tiaa, dawno nie byłem na takim knocie. Szacunek dla aktorów utrzymał mnie w fotelu do końca. Prymitywny dowcip,”szpadlem ciosany”, rodem z „kabaretów” z TVP2, gdzie wykrzywienie mordy lub okrzyk „q..a” powoduje salwy śmiechu zgromadzonej gawiedzi. Totalna porażka !!! ZERO polotu czy finezji !!! Dziwię się, że dobrzy aktorzy firmują swoją twarzą takie „dzieło”
    Ogólnie, zmarnowany wieczór, szczerze odradzam !!!

Skomentuj tekst: (komentarze są moderowane - pojawią się po zatwierdzeniu)