Skip to main content

Mam pewną słabość do spektakli wystawianych w Teatrze Scena Relax w Warszawie. Nawet jeśli nie zawsze trafiają idealnie w mój gust, zazwyczaj potrafią zaoferować coś więcej niż tylko dwa godziny bezrozumnego siedzenia na widowni. Czasem jest to ciekawy temat, czasem świetna obsada, a czasem po prostu dobra zabawa. Z Tygrysicami miało być podobnie, choć już od początku wiedziałem, że nie jestem ich docelowym odbiorcą.

Tygrysice to lekka komedia o trzech kobietach w dojrzałym wieku, które po życiowych przejściach postanawiają zrobić coś wyłącznie dla siebie. Chcą poczuć emocje, wrócić do marzeń i udowodnić sobie, że metryka nie musi oznaczać końca przygód. W tym celu zakładają własny girls band i zatrudniają młodego TikTokera, który ma pomóc im wejść do świata występów, mediów społecznościowych i scenicznego życia.

To właśnie zderzenie dwóch pokoleń stanowi główną oś całego spektaklu. Z jednej strony mamy kobiety, które nie chcą jeszcze schodzić ze sceny życia, z drugiej młodego człowieka funkcjonującego w zupełnie innych realiach. Całość szybko okazuje się jednak czymś więcej niż historią o muzycznych ambicjach. Pod warstwą żartów i komediowych sytuacji kryją się potrzeby bliskości, uczuć i zwykłej ludzkiej obecności. Bohaterki są wdowami i choć spektakl opowiada o tym w bardzo lekkiej formie, to właśnie samotność wydaje się jego najważniejszym tematem.

Muszę przyznać, że bawiłem się całkiem dobrze. Tygrysice mają niezłe tempo, a dialogi często trafiają w punkt. Kilka razy śmiałem się naprawdę szczerze, a humor zazwyczaj działał tak, jak powinien działać w lekkiej komedii. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy twórcy zaczynają bardzo mocno podkreślać erotyczny charakter opowieści. Rozumiem zamysł i wiem, że był on wpisany w historię od samego początku, ale momentami miałem wrażenie, że twórcy niepotrzebnie przesadzają. Niektóre żarty i dialogi wydawały mi się zbyt dosłowne, przez co zamiast bawić, zaczynały wywoływać lekkie zażenowanie.

Być może właśnie tutaj najmocniej odczułem, że nie jestem odbiorcą, do którego ten spektakl został skierowany. Jako mężczyzna przed czterdziestką patrzyłem na część scen z dużym dystansem i nie zawsze potrafiłem odnaleźć się w emocjach bohaterek. Mam jednak świadomość, że dla kobiet w podobnym wieku wiele z tych tematów może wybrzmiewać zupełnie inaczej.

Najbardziej przypadła mi do gustu Anna Samusionek. W jej przypadku doświadczenie sceniczne widać praktycznie od pierwszych minut. Jej bohaterka ma charakter, energię i naturalność, dzięki którym łatwo skupia na sobie uwagę widzów. Poprawnie wypada również Małgorzata Lewińska, a młody trener grany przez Kamila Piotrowskiego wnosi do spektaklu odpowiednią dawkę świeżości. Dodatkowo dobrze sprawdzają się jego momenty wokalne, które przyjemnie urozmaicają całość. Najmniej przekonała mnie natomiast Małgorzata Królikowska. Jej bohaterka została napisana jako osoba bardziej wycofana i zdystansowana, ale sam sposób prowadzenia roli wydawał mi się momentami zbyt sztuczny i przesadnie akcentowany. Paradoksalnie właśnie ona otrzymała kilka najlepszych monologów i część najzabawniejszych kwestii w całym spektaklu, dlatego szkoda, że nie wszystko wybrzmiało równie naturalnie.

Na pochwałę zasługuje scenografia. Jest prosta, ale bardzo funkcjonalna. Przestrzeń sauny szybko zamienia się w kolejne miejsca akcji, a całość wygląda estetycznie i pozwala sprawnie prowadzić historię. Co prawda wielokrotne pojawianie się techników do przestawiania elementów dekoracji lekko wybijało mnie z rytmu, jednak sam spektakl często igra z teatralną umownością i częściowo burzy czwartą ścianę, więc po pewnym czasie przestało mi to przeszkadzać.

Nie mam również większych zastrzeżeń do strony technicznej spektaklu. Wszystko zostało przygotowane tak, aby widz mógł po prostu usiąść i skupić się na historii. Mikroporty działają bez zarzutu, dzięki czemu nawet cichsze kwestie docierają do każdego zakątka sali. To może wydawać się oczywistością, ale każdy, kto regularnie chodzi do teatru, wie, że wcale nie zawsze tak bywa. Dobrze wypada także sama konstrukcja scenografii. Niezależnie od miejsca na widowni bez problemu można śledzić akcję, a żaden element dekoracji nie zasłania aktorów czy najważniejszych wydarzeń rozgrywających się na scenie. Widać, że projektowano ją nie tylko z myślą o estetyce, ale również o wygodzie publiczności i przede wszystkim pewnej „kompaktowości”, gdyż jest to sztuka wyjazdowa.

Pewien niedosyt pozostawiła natomiast warstwa muzyczna. W spektaklu pojawia się kilka momentów wokalnych i część z nich wypada naprawdę przyjemnie, jednak miejscami trudno było oprzeć się wrażeniu, że słyszymy playback. Szczególnie rzuca się to w oczy podczas finału, który powinien być zwieńczeniem całej historii i mocnym akcentem na zakończenie wieczoru. Nie jest to oczywiście element psujący odbiór spektaklu, ale skoro twórcy tak mocno stawiają na motyw scenicznych występów, liczyłem na nieco większą autentyczność w tym aspekcie. Warto również zaznaczyć, że początkowo ktoś sknocił dźwięk dialogów nadając mu nieprzyjemne echo, jakby zza ściany. Wkrótce jednak ten efekt zniknął.

Tygrysice są jednym z tych spektakli, które bardzo dobrze wiedzą, do kogo zostały skierowane. To historia o kobietach, które mimo upływu lat nadal chcą czuć emocje, być zauważane, kochane i po prostu czerpać z życia pełnymi garściami. Twórcy opowiadają o tym za pomocą humoru, sporej dawki erotycznych podtekstów i bohaterek, które nie mają najmniejszego zamiaru przejmować się tym, co wypada, a czego nie.

Dlatego przed zakupem biletu warto wiedzieć, czego się spodziewać. To nie jest uniwersalna komedia dla każdego. To spektakl bardzo mocno osadzony w doświadczeniach kobiet w dojrzałym wieku i właśnie one prawdopodobnie odnajdą w nim najwięcej prawdy, wzruszeń i powodów do śmiechu. Młodsi widzowie, szczególnie mężczyźni, mogą momentami patrzeć na niektóre sceny z pewnym zażenowaniem lub dystansem. Pytanie tylko, czy nie jest to dokładnie taka sama sytuacja, jak wtedy, gdy starsze pokolenie próbuje zrozumieć świat TikToka, influencerów i współczesnych trendów. Nie wszystko musi trafiać do każdego, a Tygrysice wydają się doskonale zdawać sobie z tego sprawę.

Mimo moich zastrzeżeń uważam, że warto dać tej sztuce szansę. Szczególnie jeśli należycie do grupy odbiorców, do której została skierowana. To lekka, sprawnie zagrana komedia z sympatycznymi bohaterkami, kilkoma naprawdę udanymi żartami i pozytywnym przesłaniem. Po prostu trzeba wiedzieć, czego się po niej spodziewać.

Bilety na spektakle dostępne są już od około 84 zł, a po premierze Tygrysice wyruszą również w trasę po Polsce. Na liście zapowiedzianych miast znalazły się między innymi Częstochowa, Lublin, Kraków, Jaworzno, Poznań, Skarżysko-Kamienna, Sosnowiec, Gdańsk czy Namysłów. Dzięki temu przedstawienie będzie można zobaczyć nie tylko w Warszawie, ale także na wielu scenach w całym kraju.

Na koniec dziękuję za zaproszenie na premierowy pokaz firmom Media Q Art oraz Futura PR.

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Leave a Reply