Kilka tygodni temu zadebiutował długo oczekiwany Asphalt 9: Legends w wersji na Androida. Przyznam, że bardzo długo i z wypiekami na twarzy czekałem na premierę. Wersja na smartfony z zielonym robocikiem opóźniała się niemiłosiernie, podczas gdy właściciele telefonów z podgryzionym jabłkiem mogli delektować się z nią od wielu miesięcy. Ale w końcu doczekaliśmy się oficjalnego startu! I ten wywołał spore kontrowersje.

Skupmy się na największych minusach i rozwiejmy jeden mit. Redaktorzy testujący najnowszą grę z kultowej wyścigowej serii skupiali się na czymś, co w pierwszej chwili mroziło im krew w żyłach: mowa tu o sterowanie. O ile w poprzednich częściach również wydawało się okropne, bo skoncentrowane zostało na przechylaniu i wychylaniu telefonu oraz zwalnianiu i przyśpieszaniu, tak w tej części… samochód sam jedzie, sam hamuje. Sam też właściwie pokonuje zakręty. Uspokoję co niektórych – w opcjach da się ustawić inne sterowanie (ręczne skręcanie oraz zmiany kierunków poprzez wychylanie telefonu), ale te zostały dodane chyba tylko po to, aby były i aby nikt nie mógł się przyczepić do ich braku. Ku mojemu zaskoczeniu najlepszym schematem sterowanie jest to podstawowe, w którym.. autem właściwie się nie steruje. Wiem, brzmi to dość tajemniczo, ale już Wam to tłumaczę. Otóż cała afera w tym, że samochód jedzie automatycznie, a nam pozostaje driftowanie, włączanie turbo, wykonywanie obrotów o 360 stopni oraz podejmowanie decyzji na rozjazdach. Wspomniane decyzje ograniczają się głównie do wyboru prawo/lewo lub ewentualnie lewo/spadek z trasy/skocznia. W praktyce sprawdza się to mimo wszystko całkiem nieźle i nadal czuć, że mamy jako taką władzę nad przebiegiem wyścigu. Zaryzykuje nawet stwierdzenie, że Asphalt 9 właśnie dzięki temu mi się spodobał, co prawda wolałbym realne wyzwanie, a nie coś przypominającego niesławny gatunek “infinity runnerów”, ale nie jest źle. Jeśli zaś chodzi o rozwianie wspomnianego wcześniej mitu: wielokrotnie spotkałem się z opiniami, że nie da się w to grać bez inwestowania prawdziwych pieniędzy. Nie jest to prawda, bo progres czuję właściwie cały czas i nigdzie nie atakuje mnie morze banerów namawiających do wydania ciężko zarobionej gotówki. Okej, do dziennych eventów lub Multiplayera używa się co prawda dość wolno odnawiających się ticketów, a i każdy z samochodów ma pewną ilość slotów na benzynę – natomiast aut mamy w garażu na tyle dużo, aby w miarę wygodnie grać tak naprawdę bez przerw, a biletowane aktywności zawsze można przeczekać grając w single playerowe serie wyścigów lub po prostu zmieniając samochód na inny.

Jeśli już jesteśmy przy płatnościach – gra jest oczywiście Free to play, a trzy typy dostępnych walut otrzymujemy za wyścigi – nawet walutę premium. Pieniądze zarabiają się praktycznie same i nigdy nie odczułem jakiejś nieuczciwości związanej z wymogami tego typu produkcji. Za kasę kupujemy ulepszenia do samochodów oraz specjalne karty. Te służą do odblokowywania nowych fur oraz podnoszenia klas już posiadanych. Ich zawartość niestety jest losowa, ale gra również dość hojnie je rozdaje, więc prędzej czy później traficie na długo wypatrywaną kartę. Inna sprawa, że samochody zbierać będziecie dość długo, bo zebrać 40 sztuk z losowych paczek (danego pojazdu) to nie jest kwestia jednego popołudnia. Paczki zdobywamy jak już powiedziałem za kilka rodzajów walut (w tym prawdziwą) oraz za udział w codziennych zadaniach i wyścigach “fabularnych”. Te niestety nie są tak naprawdę związane z jakąkolwiek historią, a szkoda – są karierą “bez kariery” dla pojedyńczego gracza. Serią lig, które trzeba przejechać.

Same trasy są ładne, rozbudowane i chociaż oczywiście pewne ich fragmenty się powtarzają to jakiejś wielkiej biedy nie ma. Samochody to najwyższa liga, tych jest zatrzęsienie, większość na licencji, a w dodatku są naprawdę ładnie zrobione. Ogólnie panuje taki żart dotyczący serii Asphalt, że ta nie służy do gry, a jedynie do testowania wydajności jak chodzi dany telefon. U mnie wszystko śmiga bez najmniejszych zwolnień i chociaż krawędzie samochodów bywają nieostre to nie zamierzam się do tego przyczepić – to nadal smartfon, a nie konsola. Zresztą, sprawdźcie dowolne wyścigi np. na Nintendo DS – wyglądają podobnie, a czasami nawet gorzej.

Długość tras i teoretyczna mnogość opcji i frajdy rozbudzają w graczu potrzebę “jeszcze jednego wyścigu”. Te są szalenie emocjonujące, szybkie i energiczne. Jeśli szukacie czegoś na mniej więcej minutowe “strzały” to trafiliście na doskonały ku temu tytuł. Wspomniane trasy mają mnóstwo odnóg, skrótów i swoich własnych wersji. W pewnym momencie progres jednak wyraźnie zwalnia, zadania poboczne się powtarzają i tak naprawdę tylko przechodzenie “singla” ma największy sens. Tam zwykle trafia nam się coś nowego, chociaż szczerze przyznam, że niejednokrotnie złapałem się na poczuciu deja vu, które szeptało mi na ucho “jechałeś już w takim wyścigu”. Grając już jednak te parę tygodni wiem, że to tylko pół prawda, bo chociaż niektóre aspekty się powtarzają tak np. zadania, które możemy wykonać na trasie nie. Mam jednak wrażenie, że te są zbyt łatwe (wykonaj 3 beczki, leć przez 2 sekundy), ale miło urozmaicają poszczególne wyścigi i pozwalają nadać im odpowiedniej energii.

Wracając jeszcze do samochodów – każde auto opisane jest pewnymi punktami i dość jasno można określić czy w danym wyścigu mamy szansę czy auto po prostu nie da rady. Samochody wzmacniamy poprzez karty – te pozwalają albo odblokować kolejną furę, albo wzmocnić poziom już posiadanej oraz poprzez zakupy części. Tych są cztery kategorie, a gdy osiągniemy maksimum zawsze można dorzucić jakiś specjalny item lub zdobyć kolejną gwiazdkę, która pozwoli podnieść atrybuty jeszcze o kilka punktów. Zdobywanie pieniędzy na upgrade’y nie jest jakieś specjalnie trudne ani złośliwe i z odpowiednim poziomem samozaparcia wydaje się być dość proste. Niejednokrotnie jednak spotkałem się z sytuacją, że udało mi się wygrać słabszym samochodem, a ten mocniejszy został zdecydowanie w tyle. Tak samo dziwnie gra się przez to z żywymi ludźmi, bo chociaż miewam najsilniejszy samochód w danym wyścigu – bywa, że wącham tylko spaliny dużo słabszych graczy z najodleglejszych rejonów świata. Raz miałem nawet wrażenie, że gram z cheat’erem, ale nie miałem możliwości go zaraportować – twórcy jej nie przewidzieli, bo i tak naprawdę jakichkolwiek interakcji pomiędzy graczami jest bardzo mało.

Generalnie długo można by o Asphalt 9: Legends opowiadać. Można narzekać na słabe połączenie w Multiplayerze, zbyt szybko doganiające nas samochody czy sterowanie. Z drugiej strony rozpływać by się można nad muzyką, poziomem wykonania i frajdą płynącą z co chwilę odblokowujących się nagród i specjalnych wyzwań. Prawda jest taka, że to świetna, darmowa i nieinwazyjna w Wasz portfel gra, która zostanie z Wami na dłużej, a pojedyncze sesje podczas których pokonacie rekord toru – będziecie liczyć w tysiącach. Jeśli jednak minusy przysłonią Wam plusy, to zawsze możecie wrócić do części ósmej, która również jest darmowa, a co najważniejsze ciągle rozwijana. Tylko po co się cofać, gdy można przeć przed siebie z szybkością 200 km/h!?

Asphalt 9: Legends pobierzecie za darmo z Google Play tutaj oraz z AppStore tutaj. A żeby było ciekawiej to właściciele Windows 10 mogą grę pobrać stąd – ale nie wyobrażam sobie grania w nią na komputerze.

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Skomentuj tekst: (komentarze są moderowane - pojawią się po zatwierdzeniu)