Teatr Kamienica i jego gościnne progi to jeden z najważniejszych punktów na kulturalnej mapie Warszawy. Ich repertuar jest zaskakujący, zawsze celny i niewątpliwie kojący nerwy po ciężkim tygodniu.

Tym razem padło na „Porwanie Sabinek” i powiem szczerze, że ubawiłem się przednio. Jeśli ktoś zna tytułową rzymską legendę, to mniej więcej wie czego się spodziewać, aczkolwiek spektakl nie opowiada o niej bezpośrednio, gdyż legenda jest tylko tłem wydarzeń. Otóż rzecz dzieje się kilkadziesiąt lat temu w Polsce. Pewien profesor mieszka z wredną żoną, córkami i zięciem, wszystko układa się dobrze do momentu, w którym pojawia się tajemniczy reżyser, a tytułowe „Porwanie” okazuje się sztuką napisaną w tajemnicy przez wspomnianego profesora. No to co – trzeba rzecz wystawić w objazdowym teatrze i liczyć wpływające pieniądze. Niestety sama sprawa nie jest taka łatwa jak się wydaje.

Dorota Kamińska, Ewa Lorska, Michalina Sosna, Olga Sarzyńska/Martyna Kliszewska, Wojciech Duryasz, Marek Frąckowiak/Piotr Skarga, Emilian Kamiński, Mikołaj Krawczyk/Adam Fidusiewicz, Michał Rolnicki – to nie są małe nazwiska, to raczej synonimy dobrej zabawy! Z każdą chwilą spektakl rośnie w siłę i idealnie buduje napięcie. „Sabinki” to komedia omyłek, ciętych ripost i przypadków. Główni bohaterowie lawirują zręcznie pomiędzy sobą z gracją i wdziękiem. Fabuła porywa i pędzi niczym niepowstrzymany pociąg co i rusz dodając nowy wątek, sytuację czy wspominając jakąś poboczną historię. Nielubiana przez nikogo żona i matka, rozśpiewana służąca, ciągle zazdrosna o męża córka profesora, wiecznie pijany „znajomy” i jego przystojny syn zakochany w jednej z córek głównego bohatera. No i reżyser z manią wielkości, górą dobrych chęci, ale nikłym talentem i zerowym budżetem. Czy mogło być barwniej? W moim mniemaniu nie! Ale sztuka przełożona przez samego Juliana Tuwima nie może być nudna – i nie jest. Chciałoby się opowiedzieć o grze aktorskiej, który aktor błyszczał z jakiego powodu i w jaki sposób, pochwalić kogoś bardziej a kogoś zganić za niedoróbki postaci – ale „Porwanie Sabinek” to coś więcej niż okazja „by się wyszaleć”, ponieważ odbieram to bardziej jako grupowy sukces, gdzie każdy aktor jest jednym puzzlem i dopiero po złożeniu ich w grupę wszystko nabiera sensu i blasku. Jeszcze nigdy nie widziałem w teatrze sztuki tak złożonej i dającej szanse nawet postaciom drugoplanowym, sztuki z takim tempem i delikatnym, ale bardzo celnym humorem. Przez większość czasu śmiałem się wniebogłosy – jak i reszta publiczności. Po spektaklu wszyscy wydawali się zachwyceni i zrelaksowani.

porwanie-sabinek-emilian-kaminski-teatr-kamienica-warszawa-21-05-2013-002-920x612

Dekoracje to rzecz ważna w każdej sztuce teatralnej, ponieważ subtelnie wspiera akcję i pozwala wyobraźni skupić się na samej fabule, nie inaczej jest tutaj. Meble imitują piękny dworek, a rozkład drzwi pozwala na ciągłe wymijanie się postaci. Obrazy, stare biurka, wiklinowe kosze czy nawet rower – to wszystko nadaje niesamowity wręcz klimat, który przynosi nas w wycieczkę w nieznaną, chociaż tak bliską, krainę wczesnego XX wieku. I pianino! Och, jakie cudowne pianino i jak świetne dźwięki wydaje. Plotka głosi, że wszystkie dekoracje to prawdziwe przedmioty ze starego dworku, które, gdy trafiły do sprzedaży przy likwidacji wspomnianego miejsca, Emilian Kamiński własnoręcznie kupił i przewiózł do teatru. Coś co oczaruje każdego widza i na zawsze pozostanie w pamięci..

Muzyka to ważny element sztuki, ponieważ dzieło to obfituje w rozmaite  przyśpiewki i piosenki wykonywane na żywo przez aktorów. Sztuce blisko do musicalu,  repertuar jest żwawy, skoczny i niesamowicie wymagający nie tylko wokalnie, ale i ruchowo. Melodie nie tylko wpadają w ucho, ale też kojarzą się „z czymś co gdzieś już słyszeliśmy”, przez co nigdy nie czujemy się obco. Naprawdę wielkie brawa za synchronizacje niektórych piosenek, ponieważ oparte są na dopowiadaniu, gdzie każdy aktor śpiewa np. jedno zdanie, a drugi je kończy. To tylko podkreśla i tak zwariowane tempo sztuki. Głos rozchodzi się świetnie i chociaż siedziałem dość daleko – 99% kwestii spokojnie do mnie dochodziło. Gorzej z szeptaniem, ale nie ma go wiele.

Dla mnie „Porwanie Sabinek” to reżyserski i aktorski majstersztyk – to sztuka zagrana z miłością, szacunkiem nie tylko do widza, ale i scenariusza. Nie mogę powiedzieć o niej złego słowa ponieważ jest to coś, co oglądać mógłbym bez końca. Teatr Kamienica bardzo dba o repertuar, o widza i o to, by jego przyjazne sceny stały się domem nie tylko dla znakomitych aktorów, ale i dla zwykłych widzów. Nie ma drugiego takiego teatru, nie ma też drugiej takiej sztuki.

A na to wszystko schodzi „księżyc” i mamy pełny romans z kulturą.

Można też zobaczyć kawałek spektaklu tutaj:

Obsada: Dorota Kamińska, Ewa Lorska, Michalina Sosna, Olga Sarzyńska/Martyna Kliszewska, Wojciech Duryasz, Marek Frąckowiak/Piotr Skarga, Emilian Kamiński, Mikołaj Krawczyk/Adam Fidusiewicz, Michał Rolnicki.

Autorzy: Franz i Paul Schonthan
Adaptacja: Julian Tuwim
Reżyseria i scenografia: Emilian Kamiński
Muzyka: Paweł Gawlik
Aranżacja: Marta Grzywacz
Kostiumy: Anna Waś
Makijaż i charakteryzacja: EuroLook Europejska Akademia WIzerunku

W nagraniu muzyki udział wzięli:

Kwartet Obligato
Aleksandra Nikiel- I skrzypce
Anna  Niziołek – II skrzypce
Karolina Matyas- altówka
Marzena Masłowska – wiolonczela

Robert Minta – klarnet
Maciej Mucha – trąbka
Rafał Bronecki – puzon

Ceny biletów:
I – VI rząd: 95 zł
VII – XII rząd: 90 zł
XIII – XVIII rząd: 85 zł
wejściówki: 35 zł

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Skomentuj tekst: (komentarze są moderowane - pojawią się po zatwierdzeniu)