Jak to powiedział kiedyś poeta: “Życie, życie jest nowelą”, która czasami pełna jest także rozmaitych fuck’upów, a mówiąc po polsku okropnych wpadek. Te nie omijają również najważniejszej filmowej imprezy roku czyli gali rozdania Oscarów. Jedne problemy są mniejsze, drugie większe, a niektóre z nich kompletnie patologiczne. Czasami wszystko dzieje się gdzieś z tyłu, za kulisami. Innym razem przed kamerami i milionami widzów. Dziś pochylimy się więc nad największymi wpadkami oscarowymi w całej ich historii. W ogóle fajną rzeczą jest proces tworzenia tej top-listy: otóż na pomysł wpadła Marta Płaza, ale nie mieliśmy za bardzo czasu o nim pogadać. Z tego też powodu wzięliśmy się do pracy trochę na ślepo i nasze typy praktycznie całkowicie się od siebie różnią. Marta poszła w filmy i kontrowersje na linii wygrani-przegrani, a ja temat zrozumiałem i poprowadziłem bardziej ogólnie skupiając się na kontrowersjach społecznych czy nieprzewidzianych wpadkach. Tak więc zapraszamy do naszej najnowszej listy TOP 10. Marta odpowiada za numery nieparzyste, a ja za parzyste. Martę znajdziecie na Twitterze pod nickiem @potwornicka. Ja jestem tam jako @poznajciexinga. Tak w ogóle, gdyby ktoś chciał sponsorować nasz cykl TOP10 to zapraszamy do zakładki współpraca! I najważniejsze: kolejność na liście jest przypadkowa, a wszystkie jej punkty są dla nas tak samo wstrząsające. Oscary jeszcze przed nami, ale czas na mały przegląd z troszeczkę innej strony!

10. Oscary 2016: Oscarowa kariera Leonardo DiCaprio

Leonardo DiCaprio to bardzo dobry aktor – co do tego nie mamy wątpliwości. Jego kariera już od “dzieciaka” rozwijała się szybko, wzniośle i zwykle w dobrym kierunku, ani na chwilę nie zbaczając z właściwej ścieżki. Jednak rok po roku ten wspaniały aktor przegrywał w nierównym oscarowym wyścigu – chociaż niekiedy jego wygrana była praktycznie pewna. W okolicach 2005 roku zaczęło się więc robić naprawdę gorąco, gdy nominacja za Aviatora okazała się nie mieć realnego odbicia w głosach osób wybierających najlepszego aktora. Później było tylko gorzej: Krwawy Diament, Wilk z Wall Street – wszystkie te świetne produkcje odbijały się od filmów mniej świeżych, oczywiście nie pozbawionych uroku, ale zdecydowanie dyskusyjnych w starciu z talentem boskiego Leo. W 2016 roku doszło do tak kuriozalnej sytuacji, że w przypadku, gdyby Di Caprio nie otrzymał nagrody za Zjawę – wiele osób z pewnością zbojkotowałoby galę oraz sens jej istnienia w kolejnych latach. I chociaż Zjawa była z pewnością produkcją dość dobrą, a sam Leo dla najważniejszej z nagród wpełzł nawet do wnętrza martwego konia – to czy wygrał uczciwie czy może opinia publiczna naciskała na akademię zbyt mocno? To do dziś pozostaje zagadką.

9. Oscary 1991: Wygrana Kevina Costnera w kategorii Najlepszy reżyser

O ile jeszcze jestem w stanie przeboleć zwycięstwo “Tańczącego z wilkami” nad “Chłopcami z ferajny”, w kategorii Najlepszego Filmu, tak po dziś dzień łapię się za głowę nad decyzją o wyróżnieniu reżyserii Kevina Costnera, kosztem Martiego Scorsese. Rozumiem, że Akademia po bożemu chciała nagrodzić romantyczny western, dotykający bardzo newralgicznego punktu Amerykańskiej historii, a nie wulgarną i krwistą (dosłownie i w przenośni) historię o mafiozach. Serio, przyjmuję to na klatę i jestem w stanie się z tym pogodzić, mimo że i ta decyzja jest dla mnie niezrozumiała. Jednak nagrodzenie reżyserii Kevina Costnera jest dla mnie jedną z najbardziej absurdalnych decyzji oscarowych w historii. Naprawdę chciałabym wierzyć, że został nagrodzony ze względu na swoje umiejętności, a nie historię, którą opowiedział. Naprawdę chciałabym. Jednak jak to zazwyczaj bywa, serce mówi swoje, a rozum swoje. Prawda jest taka, że podczas tamtego rozdania, to właśnie Marti był mistrzem narracji i pracy z aktorami. To on wydobył ze swojej historii wszystko co najlepsze i sprawił, że po tylu latach wciąż ogląda się ją wyśmienicie. Co ciekawe, podczas ówczesnego rozdania, na równi ze Scorsese, został olany również Francis Ford Coppola za Ojca Chrzestnego III. Oj niezbadane są sympatie Akademii…

8. Oscary 1937: Alisson Brandy – drugoplanowa rola w filmie “W starym Chicago”.

Produkcja o której mowa to mało znany dramat sprzed praktycznie 81 lat. Sam film był dość standardowym wyciskaczem łez, chociaż mógł zachwycać również żywą i nowatorską jak na tamte czasy warstwą muzyczną. Historia którą przytoczę nie jest jednak opowieścią o niesprawiedliwości względem innego obrazu – tę kwestię zostawmy. W momencie przyznawania statuetki Alisson Brandy była poważnie chora na raka i nie była w stanie odebrać Oscara samodzielnie. Gdy podczas uroczystości zostało wspomniane jej nazwisko, na scenie pojawił się mężczyzna, który przyjął nagrodę w jej imieniu, zebrał brawa, powiedział kilka słów i zniknął… nikt już więcej nie widział ani jego, ani cennej nagrody. Akademia co prawda zobligowała się dostarczyć umierającej aktorce duplikat, ale ta zmarła na krótko przed otrzymaniem cennej przesyłki.

7. Oscary 1980: Wygrana filmu “Sprawa Kramerów”

Oscary 1980 roku upłynęły pod znakiem starcia filmowego Dawida z prawdziwym Goliatem. Skromny, dramat rodzinny w gwiazdorskiej obsadzie (Dustin Hoffman, Meryl Streep) – Sprawa Kramerów, zgarnął Oscara sprzed nosa prawdziwemu gigantowi – “Czasowi Apokalipsy” Francisa Forda Coppoli. Logicznego wytłumaczenia dla tej decyzji nie ma, ale trzeba przyznać, że film Coppoli był jednym z najbardziej kontrowersyjnych obrazów, z jakimi musiała zmierzyć się amerykańska publiczność. Niewygodny i bezpardonowy, był prawdziwą ością w gardle dla członków Akademii, starających się praktycznie zawsze unikać kontrowersji. Szkoda tylko, że ze względu na polityczną poprawność, zignorowano film będący prawdziwym geniuszem kinematografii. Pomimo licznych kontrowersji jakie mu towarzyszyły, należy przecież do ścisłej czołówki światowego kina. A “Sprawa Kramerów”? Kto dziś o niej pamięta?

6. Oscary 2018: kwestia #meToo

To chyba jedna z najciekawszych sytuacji, bo tak naprawdę jeszcze się nie wydarzyła (mamy jedynie jej zalążki). Chodzi oczywiście o sprawę niedawnych oskarżeń o molestowanie seksualne, które dotknęło wielu wpływowych mężczyzn kina. Dotknęło w sposób jednoznaczny: przez brak nominacji do Oscara (np. dla Jamesa Franco za rolę w Disaster Artist) czy poprzez głośną sprawę wycięcia Kevina Spacey’a z gotowego już filmu (za który prawdopodobnie otrzymałby stos nagród). Oczywiście to dobrze, że w tym roku masa nominacji trafiła do ignorowanych przez dekady kobiet, ale warto zaznaczyć, że co z tego skoro dzieje się to w cieniu skandalu większego nawet niż słynne #OscarsSoWhite, w którym królował bojkot ze strony najważniejszych czarnoskórych aktorów za brak nominacji dla nich (według zainteresowanych na tle uprzedzeń rasowych, według mnie, bo po prostu grają do dupy i w lamerskich filmach). Tak więc w tym roku nadeszła szansa na nagrodzenie kiepskich filmów i kiepskich ról – wszystko w imieniu pokrętnie rozumianej (chociaż niewątpliwie słusznej) sprawiedliwości. Jakby tego było mało zewsząd atakuje nas jeszcze trochę przegięta poprawność polityczna, która z każdą chwilą zbliża nas do nagradzania filmów jak najbardziej bezpiecznych i “słusznych”. Tak więc jeśli Meryl Streep dostanie Oscara za Czwartą władzę (a praktycznie nic tam nie zagrała) to będzie najlepszy dowód na słuszność moich przewidywań. Chociaż i tu karta lubi się odwrócić: nominacji w tym roku nie otrzymała Kate Winslet za rolę w filmie Karuzela życia – i chociaż powinna, to film prawdopodobnie został pominięty przez Akademię z powodu oskarżeń w kierunku Woodego Allena, który go reżyserował. Obłęd prawda?

5. Oscary 1999: Wygrana filmu “Zakochany Szekspir”

Oscary przyznawane w kategorii Najlepszego Filmu, zazwyczaj wzbudzają najwięcej kontrowersji. Każdy tytuł ma swoich sympatyków, którzy będą go bronić za wszelką cenę: czy to ciesząc się z wygranej, czy płacząc nad przegraną. W 1999 roku byłam zaledwie 9 letnią smarkulą, której znajomość kina kończyła się na bajkach na dobranoc. Może to i dobrze, bo patrząc na oscarowe rozdanie z tamtego roku, można wypłakać oczy z rozpaczy. W tej najbardziej znaczącej kategorii nominowane były następujące filmy: Zakochany Szekspir, Cienka czerwona linia, Szeregowiec Ryan, Elizabeth i Życie jest piękne. Załóżmy na potrzeby tej listy, że nie wiemy nic o przyzwyczajeniach grubych ryb z Akademii podczas wybierania oscarowych zwycięzców. Oglądamy wszystkie nominowane filmy, z jednej strony mając mdławy romans z brytyjskim mistrzem dramaturgii w roli głównej, z drugiej zaś trzy wyśmienite dramaty wojenne, które zwalają z nóg i nie pozwalają o sobie zbyt szybko zapomnieć. Można odnieść wrażenie, że Akademicy wyszli tutaj z założenia, iż gdzie dwóch, a może trzech się bije, tam czwarty korzysta. Mając do wyboru trzy znakomite filmy, postanowili sprawiedliwie olać wszystkie i nagrodzić historię, która na dobrą sprawę powinna przejść zupełnie bez echa. Bo dlaczego niby Zakochany Szekspir, a nie Elizabeth, która była znakomicie opowiedzianą i utrzymaną w bardzo podobnej estetyce historią? Dziś można jedynie gdybać i się wkurzać, ale zignorowanie filmu “Życie jest piękne”, wciąż jest zadrą na moim filmowym sercu.

4. Oscary 1983: Zbigniew Rybczyński

To nie jest tak, że w Polsce nie mamy zdolnych ludzi. Nasi twórcy mają na swoim koncie już 9 najcenniejszych filmowych statuetek. Najsłynniejszymi zdobywcami Oscara są wg. mnie ex aequo Roman Polański i Andrzej Wajda. Sporo kontrowersji wywołał jednak w 1983 roku trzeci (według kolejności) zdobywca tej kultowej już nagrody czyli Zbigniew Rybczyński, który wygrał ją za krótkometrażówkę Tango. Samej wartości jego ponadczasowego dzieła oceniać nie zamierzam, a prawdziwa historia o której chciałbym wspomnieć zaczęła się chwilę później… Otóż Rybczyński odebrał nagrodę, podziękował i wyszedł na papierosa. Polak jak to Polak kurtuazji nie zna, a w 1983 pewnie i z językiem miewał problemy. Tak więc wyszedł, ale niestety nie mógł już wrócić – mężczyzna ubrany w trampki i podkoszulkę wdał się w bójkę z ochroniarzami, którym bezskutecznie starał się przetłumaczyć, że właśnie wygrał Oscara (którego oczywiście ze sobą nie wziął). Przepychanka zamieniła się kopaninę i regularną bijatykę, a Rybczyński swój najważniejszy wieczór w życiu spędził w miejscowym areszcie.

3. Oscary 1961: Przypadek Alfreda Hitchcocka

Niby mówi się, że Oscary wcale nie są wyznacznikiem jakości, ale jednak lista twórców kompletnie ignorowanych przez Akademię naprawdę boli. Alfred Hitchcock jako postać dość kontrowersyjna, jak na czasy w których przyszło mu żyć, musiał obejść się smakiem aż pięć razy. Akademia “zaszczyciła” go jedynie nominacjami, samą nagrodę wręczając ostrożnie, twórcom mniej prowokującym. Szczególnie wymowne w tym względzie, było rozdanie z 1961 roku, gdy Hitchock nominowany za reżyserię Psychozy, musiał oddać statuetkę poczciwemu Billy’emu Wilderowi, którego doceniono za lekką i pełną wdzięku Garsonierę. Alfred Hitchcock, który zasiał wśród Amerykanów lęk przed nieokreślonym złem, czającym się nawet za rogiem, nie mógł być doceniony przez Akademię, sprzyjającą wówczas jednak mniej kontrowersyjnym twórcom.

2. Oscary 2017: La La Land czyli Moonlight

Pomyłki techniczne zdarzały się w każdej branży i to praktycznie od zawsze. Jakby się tak uczciwie zastanowić to pewnie nawet z oskarowych historii, które wydarzyły się na żywo przez te 90 lat – można by napisać jakąś książkę. Nic chyba jednak nie było bulwersujące bardziej niż przyznanie Oscara niewłaściwemu filmowi. Nie wiem czy pamiętacie, ale dwa lata temu Warren Beatty i Faye Dunaway otrzymali, otworzyli i przeczytali niewłaściwą kopertę. Nie jest to do końca ich wina, bo zamiast właściwej kartki dostali taką z nagrodą dla najlepszej aktorki czyli Emmy Stone w La La Land. Po kilku minutach pomyłkę jednak wyjaśniono, przeproszono, a na scenie spotkały się ekipy dwóch filmów – gdyż tak naprawdę wygrał właśnie Moonlight. Zobaczyliśmy więc najpierw szczęśliwe, a chwilę później przerażone miny osób, które nie bardzo wiedziały co się dzieje, a po “wygranej” zostały przegoniene ze sceny, bo tak naprawdę najważniejszą nagrodę filmową świata zgarnął ktoś inny. Skandal, który jeszcze długo będzie opowiadany w czasie Oscarowej gorączki – bo inaczej tego nazwać nie można.

1. Oscary 1994: Pojedynek Tommy Lee Jones vs Leonardo DiCaprio

Aktorskie oscarowe fuck’upy też mają swoją długą historię. Można długo się rozwodzić nad tym, dlaczego Gary Oldman przez tyle lat nie dorobił się jeszcze statuetki (chociaż zapewne za tydzień się to zmieni), aczkolwiek jak dla mnie jeszcze większą kontrowersją jest, czemu u licha ciężkiego, Tommy Lee Jones pokonał 24 lata temu Leonardo DiCaprio? Nastoletniego smarkacza, który był nominowany za rolę, która nie zdarza się zbyt często (czasami wcale!) nawet dojrzałym aktorom. Akademia przez lata przyzwyczaiła nas do tego, że uwielbia ckliwe historie i “fizyczne” role, więc tym bardziej niebywałe jest dla mnie, że wówczas postanowiono nagrodzić Lee Jonesa, skądinąd znakomitego aktora, za jakąś zupełnie niewyróżniającą się rolę w filmie akcji. Tak więc Oscar dla Leo za występ w “Zjawie” jest dla mnie niczym więcej, jak nagrodą pocieszenia, za lata ignorowania jego znakomitych występów (o czym pisaliśmy wcześniej).

Od Piotrka: Rozdanie najważniejszych filmowych nagród już w niedzielę 4 marca. Tego samego wieczoru na blogu pojawi się post z wynikami Oscarów 2018, który początkowo będzie zawierał jedynie moje typy, ale już w czasie oscarowej nocy na bieżąco będę uzupełniał/oznaczał oficjalnych zwycięzców. Tak więc od 6 rano w poniedziałek znajdziecie u mnie kompletną listę wszystkich laureatów oraz niezatarty ślad moich przewidywań – dzięki czemu zobaczycie czy bardzo się rozminąłem z prawdą, w porównaniu z wynikami Akademii! A przez całą noc możecie dzielić ze mną emocje na Twitterze – dajcie mi follow i bawcie się razem ze mną! 

 

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Jeden komentarz

Skomentuj tekst: (komentarze są moderowane - pojawią się po zatwierdzeniu)