Kilka miesięcy temu podczas rozdania nagród Emmy, wszyscy podniecali się serialem Modern Family. Ilość nominacji oraz nagród była wręcz przytłaczająca. W Polsce natomiast przytłoczeni kolejnymi odcinkami Sherlocka nikt tego serialu nie ogląda. A może właśnie powinniśmy.

Współczesna Rodzina

 

Generalnie bardziej podobałby mi się tytuł “nowoczesna” rodzina, ponieważ z całą pewnością drugiej takiej nie ma na całym świecie, a wszystkie “współczesne” rodziny są zupełnie niepodobne do tej przedstawionej w telewizyjnej produkcji. Serial nie jest może najśmieszniejszą komedią jaką widziałem, chociaż niewątpliwie można się przy nim uśmiechnąć. W czym więc kryje się jego moc? W największej dawce tolerancji jaką jesteście sobie w stanie wyobrazić.

Mamy więc trzy rodziny – każda jest zupełnie inna: podstarzały koleś z młodą latynoską żoną i jej synem, para gejów i świeżo adoptowane dziecko oraz z pozoru standardowa rodzina z trzema nastoletnimi dziećmi. Aby było lepiej wszyscy są ze sobą w jakiś sposób spokrewnieni.

Tak więc geje wychowują dziecko i starają się robić to jak najlepiej przy zerowym doświadczeniu i przy zwalczaniu własnych słabości, starszy koleś (Ed O’neil czyli Al Bundy) walczy z dziedzictwem kulturowym swojej “nowej” latynoskiej rodziny, zwłaszcza z nastoletnim przyszywanym synem, który jest bardzo poważny jak na swój wiek i ciągle się w kimś zakochuje. No i trzecia rodzina, niepoważny ojciec, trzymająca to w ryzach matka, głupi syn i dwie wojujące ze sobą córki i ich codzienne problemy i perypetie.

Jeśli chodzi właśnie o tolerancję to ten serial uczy miłości. Każdej miłości, bez względu na płeć, kolor skóry i wiek. Nie uczy bezproblemowo, nie zawsze jest to miłość piękna. Zdarzają się problemy, scysje czy smutniejsze momenty – jak to w rodzinie. Ale wszystko ma jakieś uzasadnienie i jest drogą do jakiegoś celu. Jak dla mnie pod tym względem każdy człowiek na świecie powinien zobaczyć chociaż jeden odcinek.

Jeśli chodzi o formę techniczną w jakiej podany jest serial, mamy tutaj do czynienia z istotną nowością. Otóż całość podana jest w formie paradokumentu. Nie ma śmiechu z taśmy, jest ruchoma kamera chodząca za aktorami. Dodatkowo pojawiają się wstawki, w których aktorzy mówią wprost do kamery w formie wywiadu. Dodaje to realizmu sytuacjom, oraz jest bardzo parodystyczne.

Czy jest śmiesznie? Jak dla mnie nie jest to najzabawniejszy serial komediowy jaki istnieje, właściwie to jest “cząstkowo” zabawny. Jak już powiedziałem, zdarzają się momenty wywołujące uśmiech na twarzy, ale bliżej “Współczesnej Rodzinie” do serialu obyczajowego niż rasowej komedii.

Postacie są ciekawe, kolorowe, rozmaite. Odcinki mają równy poziom wykonania, trwają po 20 minut.

Modern Family to serial dla każdego i jestem pewien, że większość z Was go nie ogląda. Jeśli tylko nie jesteście uprzedzeni lub chcecie przestać takimi być – siadajcie do seansu jeszcze dzisiaj. Właśnie trwa 5 sezon.

Mnie serial urzekł, nie jest może priorytetem, ale zawsze gdy przypominam sobie, że pojawiły się kolejne odcinki – mój wieczór jest szczęśliwszy i mniej samotny.

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Skomentuj tekst: (komentarze są moderowane - pojawią się po zatwierdzeniu)