Recenzje bywają długie, nudne, niezrozumiałe. Bywają w formie podcastów, filmików na YT, opinii znajomych – którzy nie zawsze podchodzą obiektywnie do tematu, bo np. nienawidzą aktora czy reżysera. W moim cyklu skrócę pierdoły do minimum, powiem czy warto – lub dlaczego nie warto. Filmy tylko aktualnie grane w kinie lub wchodzące w najbliższych dniach.

Wkręceni

O czym: kolejna Polska komedia z Adamczykiem i o zgrozo Bartoszem Opanią. Trzech zwolnionych
kolegów bierze odprawę i jedzie balować, gdy w szczerym polu kończy im się benzyna w wypożyczonym samochodzie na niemieckich blachach – prezydent miasta bierze ich za biznesmenów chcących wybudować u nich fabrykę samochodów.

Czemu tak: bo to bardzo lekki film w typie serialu „Ranczo” i film jest dobrze udźwiękowiony (muzyka i dialogi) oraz gra Piotr Głowacki (który nawet na plakat się nie dostał).

Czemu nie: bo to nie jest Ranczo. Przypomina trochę francuskie komedie sytuacyjne, ale rzecz jest płytka, zdecydowanie o niczym, za dużo niepotrzebnych przekleństw, a kwestie po niemiecku nie mają napisów. No i film nie jest śmieszny. Praktycznie w ogóle. Postacie są przerysowane, wątki raz zaczęte na siłę pomijane w późniejszej części filmu i oczywiście pojawia się romans. Mimo że zakochanie jest jednodniowe, to oczywiście piękne i na całe życie.

Kiedy: Właściwie to lepiej poczekać, aż pojawi się w jakąś wigilię na TVP2.

Wilk z Wall Street

O czym: Leonardo DiCaprio w roli maklera giełdowego, który bardzo szybko zakłada własną firmę i zdobywa świat.

Czemu tak: oczywiście dla Leo, dla dość ciekawej historii, niezłej gry aktorskiej i dobrze poprowadzonej reżyserii. No i film ma 3h więc w ogóle nie jest szkoda pieniędzy na bilet do kina. No i jest dużo nagości i dobrze wpasowanych przekleństw – które tutaj naprawdę nie przeszkadzają.

Czemu nie: bo zwiastun kłamie, są imprezy – ale mało i nie tak szalone. No i wątek Wall Street jest praktycznie pominięty – nic nie dowiadujemy się o działaniu giełdy. Wątek sprawy w FBI też jest pominięty, nie widzimy praktycznie akcji operacyjnych i śledztwa. Wątek bogactwa i zarabiania też ograniczyli do ciągłego ćpania i ruchania dziwek. No i film jest mało biograficzny w gruncie rzeczy. Mamy tutaj wszystko i nie mamy tutaj nic. Czegoś zabrakło.

Kiedy: Zawsze, oczywiście opłaca się się iść do kina i zobaczyć film, aczkolwiek jeśli chodzisz wyłącznie dla Leo – wiedz, że nie jest to wiekopomne dzieło i Oscarowy hit.

Kamerdyner

O czym: czarnoskóry chłopak zostaje kamerdynerem w Białym Domu, historia jego i jego rodziny podczas przemian i rządów aż 8 prezydentów.

Czemu tak: Forest Whitaker, Oprah Winfrey, Mariah Carey, John Cusack, Jane Fonda, Cuba Gooding Jr., Lenny Kravitz i można wymieniać jeszcze długo. Dodatkowo film jest niezłą lekcją historii i doskonale oddaje klimaty nienawiści na tle rasowym. Dodatkowo pomysł jest całkiem ciekawy, a film jest biografią.

Czemu nie: bo film nie skupia się na tytule. Jak dla mnie jest trochę za mało pracy kamerdynera i prezydentów (nie wiem czy naliczyłem ośmiu). Dodatkowo prowadzony jest na siłę równoległy wątek rodzinny – moim zdaniem zupełnie niepotrzebny, już lepiej sprawowałoby się ukazywanie zmian w prawach czarnych za pomocą wiadomości telewizyjnych czy faktycznej pracy prezydentów.

Kiedy: film na pewno będzie nominowany do Oscara i może nawet jakiegoś dostanie – także najlepiej zobaczyć go teraz w kinie, aczkolwiek nic wielkiego się nie stanie, jeśli będziecie chcieli go mieć w swojej kolekcji DVD, bo wydaje się filmem ważnym.

Dziękuje Cinema City za bilety na seanse 🙂

 

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

2 komentarze

Skomentuj tekst: (komentarze są moderowane - pojawią się po zatwierdzeniu)