Tania środa w Cinema City a na tapecie dwie nowości: Sekstaśma czyli komedia ucząca, że porno to zło, oraz Strażnicy Galaktyki czyli kolejny komiks Marvela przeniesiony na duży ekran. Bonusowo swoje „3 grosze” dodaje Patrycja „Patrycjuszka” z Twittera, która była ze mną w kinie na jednym z filmów.

– Sekstaśma

7621472.3O czym: Pewne małżeństwo, aby podnieść poziom seksu nagrało sprośny film. Traf chciał, że plik z nagraniem udostępnił się wszystkim znajomym, którzy dostali od nich tablety z okazji świąt.

Dlaczego tak: Są pikantniejsze momenty, są gołe tyłki. Nadal seksowna Cameron Diaz pokazuje trochę ciała i bierze udział w kilku dość odważnych scenach. Znany i lubiany z „Jak poznałem Waszą matkę” Jason Segel znów gra „Marshalla” – jak się go lubi to można się ucieszyć.

Dlaczego nie: Sekstaśma to straszny syf. Film w ogóle nie jest zabawny, a fabuła jest dziurawa jak dętki po Tour De Pologne. Jeśli trailer wmówił Wam, że sekstaśmę będą odbierać z prawie 20 iPadów, to ja Wam powiem, że generalnie idą do dwóch domów, a potem cudownie rzucają do siebie zdaniem „zdobyłem resztę”. Film jest przekombinowaną (anty)reklamą Apple, zrobioną drętwo, źle, bez pomysłu. Montaż jest straszny, zupełnie odwrotny niż być powinien. Jason Segel to miernota bez talentu, który jest w stanie zagrać w każdym filmie tylko jedną, do tego taką samą postać. No nic tu nie cieszy, nawet tytułowe seks nagranie to jakiś mega żal. I nie, że nie lubię takich filmów – bardzo  na niego czekałem. Klapa na całej linii. I w ogóle co to za hasło na plakacie „Najlepszy. Spam. Ever” – kto to wymyślił w ogóle?

Kiedy: Nigdy lub dla gołej pupy Cameron Diaz – ale to już w telewizji.

3 grosze Patrycjuszki: Sekstaśma to półtoragodzinna reklama Apple. Masowe lokowanie produktów było dla mnie nachalne i po dłuższym czasie zaczęło mnie bardzo irytować. Poza tym mimo nazwania go „komedią”, mogłam policzyć w miarę śmieszne momenty na palcach jednej ręki. Scenariusz to jedna wielka tragedia, bez jakiegokolwiek sensu. Jeśli chce ktoś popatrzeć na tyłek Cameron Diaz lub Jasona Segela – polecam (ale tylko wtedy)!

– Strażnicy Galaktyki

7619980.3O czym: Pewien łowca nagród kradnie starożytny artefakt, który sprowadza na niego nie tylko wrogich najemników, ale i międzygalaktycznego niszczyciela światów Ronana.

Dlaczego tak: To epickich rozmiarów kino przygodowe, które bardzo przypomina Indianę Jonesa. Jest to ekranizacja komiksów Marvela, ale w duchu Gwiezdnych Wojen/Star Treka (nowego). Świetny zestaw głównych bohaterów, rozkoszna animacja Szopa Rocketa. Tony humoru, niesamowite efekty specjalne, dobry scenariusz, delikatne połączenie z Avengersami i zabawna dla tak starych pryków jak ja scena po napisach. W tym filmie wszystko jest dobre. Nie daje maksymalnej noty, bo nie trzyma poziomu Thora 2 czy Amazing Spider-Mana 2, ale zdecydowanie jak na tak mało znany komiks, „Strażnicy” świetnie wbili się w kinowe uniwersum i zostaną połączeni w przyszłości z innymi filmami. Prawdopodobnie ostatni tak gorący blockbuster tego lata! Opcja 3D też wchodzi w grę, mi nie tylko nie przeszkadzała, ale i nawet miejscami byłem zadowolony.

Dlaczego nie:  Nie ma tu wielu minusów, ale słyszę plotki, że niektórych męczył „wymuszony” humor.

Kiedy: Teraz! Na dużym ekranie! I najlepiej po angielsku!

 

Przypominam, że najlepiej tego typu filmy ogląda się w Cinema City, któremu jak zawsze dziękuję za możliwość oglądania 🙂

Cinema_City_Master_RGB_whiteBg

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Skomentuj tekst: (komentarze są moderowane - pojawią się po zatwierdzeniu)