Filmy takie jak Hobbit nie potrzebują recenzji. Nie dlatego, że są doskonałe, prawda jest zgoła inna. Jeśli ktoś oglądał już dwie pierwsze części, to z całą pewnością zobaczy i wielki finał. A jeśli ktoś nie oglądał nic dziejącego się w Śródziemiu – nie zacznie od „trójki”  bo przecież nie ma to sensu. Tak więc recenzje tego typu filmów mogą pomóc jedynie jak w przypadku najnowszych Igrzysk Śmierci, gdzie aktualną „Part 1” trzeba odpuścić i przeczekać, aby obejrzeć dwie finałowe naraz. No ale tam film został podzielony na „części”, a tu mamy „udawaną” trylogię.

„Trójka” prezentuje się najlepiej ze wszystkich „Hobbitów”. Mamy tutaj najwięcej akcji, mało dialogów, a jeśli już się pojawiają to nawet trzymają jakikolwiek poziom. Próżno szukać tu epickiej pogadanki Smauga z Bilbo – ale też coś się trafi. Tak więc nie jest źle.

Smok opuścił swoją górę, a że jest w niej masa ukrytego złota, to wiele osób wyrusza, aby je przejąć. Na tym skupia się właściwie całość fabuły „Bitwy Pięciu Armii” i od razu wiadomo co się będzie działo.

Efekty specjalne prezentują się bardzo okazale, zdecydowanie lepiej niż w poprzednich częściach. Prawdopodobnie to zasługa wydłużonej postprodukcji, ponieważ „Trylogia” została nagrana na jeden raz, a ta część miała najwięcej czasu do premiery i doszlifowania szczegółów. Miejscami jest to dobre, ponieważ dostajemy prawdziwie piękną podróż do nieistniejących krain – i to nawet pomimo tego, że brak tu słynnych Nowo Zelandzkich widoków. Zdarza się niestety kilka momentów, które przynajmniej w IMAX wyglądają nie jak film, a jak demo technologiczne Playstation 4 – ja wiem, że efektów jest tam cała masa, ale momentami wygląda to jak zbyt sterylna animacja.

Peter Jackson prawdopodobnie palił też na planie jakieś śmieszne papierosy, ponieważ jest tu kilka momentów z cyklu WTF (mówimy o nich w filmie pod tekstem). Generalnie są to momenty pasujące jak pięść do nosa, przeczące grawitacji czy fundamentalnej logice. Na Twitterze przeczytałem zarzut, że nie ma co szukać logiki w tego typu produkcji, ale ja jednak uważam, że typ produkcji nie ma znaczenia, po prostu jak ktoś nie ma skrzydeł to nie lata i tyle. Oprócz bolączek „to nie ma sensu” problem mieliśmy z designem niektórych potworów, jakby żywcem wyjętych z Harrego Pottera a nie poważnego fantasy. Trolle są wręcz „śmieszne” co sprawia, że patrzy się na nie z politowaniem.  I Legolas, tak. Jeśli pamiętacie jak skakał po głowach krasnoludów podczas ucieczki rzeką, to tutaj zachowuje się jeszcze zwinniej – delikatnie mówiąc.

Muzyka to oczywiście uczta dla uszu, jak zwykle zresztą. Dźwięku dobrego kina nic nie przebije i słucha się tego z niekłamaną przyjemnością.

Gra aktorska jest przytłoczona nieustanną akcją, przez co żadna postać nie góruje nad inną. Nie jest jednak źle, to co powinno zostać sensownie zagrane, jest tak zagrane i tyle. W końcu to film o niziołkach czy Elfach – mogłyby się nawet tak zachowywać, gdyby oczywiście istniały.

W kinach zobaczymy dubbing i wersję angielską – każdą w 2D i 3D, do wyboru. Jest też specjalna wersja IMAX 3D zdaje się, że tylko po angielsku, oczywiście z napisami. My oglądaliśmy trójwymiar i było bardzo znośnie, oczy nie bolały, kilka razy dzieje się coś ciekawszego i „bliżej nas”, a obraz wcale nie jest dużo ciemniejszy niż normalnie. Właściwie bardzo polecałbym właśnie pełne 3D

Hobbit: Bitwa Pięciu Armii to najlepsza część sagi, godne zakończenie trylogii. Bzdura miesza się tu z opadem szczęki za niezwykłą dbałość o szczegóły, ale dla zaciekłego fana – jest to do zniesienia.

Wybaczcie, że trochę trzęsie. Nie opanowałem jeszcze wysięgnika, a nóżek do statywu zapomniałem zabrać. Vlog:

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

2 komentarze

  • Bernardyn Gala pisze:

    ZIomuś, napisałeś tą recenzję jakbyś zapomniał o tym, że film powstał na podstawie książki dla dzieci! Recenzja napisana jakby autor o tym zapomniał, co boli i kole w oko… chociażby ten wpis: ‚Oprócz bolączek „to nie ma sensu” problem mieliśmy z designem niektórych potworów, jakby żywcem wyjętych z Harrego Pottera a nie poważnego fantasy. Trolle są wręcz „śmieszne” co sprawia, że patrzy się na nie z politowaniem. ‚ Dude, plz, Peter Jackson odwalił swoje przenosząc BAJKĘ na ekran, realia współczesne i rozbijając to na trzy części (przez czynniki ww spodziewałem się, że będzie to raczej pożal się Bożenko produkcja) i zrobił to z gracją jakiej Tobie zabrakło przy tworzeniu tej recenzji. Efekty jak demo PS4? Wole to od jarającego się styropianu na quo vadis 🙂 Film nie był idealny, był nastawiony na efekty i tylko ktoś kogo fabuła absolutnie nie obchodzi możne to obejrzeć (h3h3h3h3, no), poza tym zbyt łatwo Peter przeplatał sceny dramatyczne ze śmiesznymi, stąd były te momenty śmiechu na sali. Sam się gromko brechtałem, ale nawet matrixowa scena latającego Legolasa nie była w stanie zepsuć tego filmu. Twoja recenzja jak najbardziej popsuła mi ten film. Lepiej takie produkcje zostaw Twitterowi do recenzowania.

Skomentuj tekst: (komentarze są moderowane - pojawią się po zatwierdzeniu)