Zastanawiam się nad taką kwestią ostatnio – piractwo. Nie będę mówił czy jest dobre czy złe, raczej po prostu zauważę skąd się bierze i co można z nim zrobić.

Większość moich dorosłych i pracujących znajomych nie tylko chodzi do kina czy teatru, ale ich półki uginają się od płyt DVD czy gier. Playlisty na Spotify są opłacone, a oryginalne iPody zapełnione są legalną muzyką z iTunes. Jakiś czas temu w sklepie Google pojawiły się filmy i wielokrotnie byłem świadkiem jak ludzie je kupowali.

Wychodzi na to, że piractwo napędza wyłącznie bieda i niska dostępność produktów, a nie to że jesteśmy złodziejami. Nastolatkowie piracą na potęgę – ale czemu tu się dziwić, przecież nie stać ich na legalne produkty i wcale mnie to nie zaskakuje, gdy gra na Playstation potrafi kosztować 220zł. Oczywiście, mogą nie grać skoro nie mają za co, ale przecież nie o to chodzi. Dostępność natomiast, to oddzielna para kaloszy. Jeszcze do niedawna kupując w Google Play, należało mieć kartę kredytową, której u nas nikt nie używa. Pal sześć w sumie, bo pełno darmowych gier i programów (ale z dodatkiem reklam) dało się swobodnie ściągnąć. Ale taki AppStore? Teoretycznie bez karty nie da się zarejestrować. Identycznie do naszego rynku podchodzi Nintendo. Znacie tę firmę prawda? Game Boy, Wii, Nintendo DS. Ciekawostką jest fakt, że generalnie w Polsce nie ma dystrybutora oficjalnego i wszystkie konsole i gry są w sumie trochę na lewo sprowadzane. Granie online? W większości przypadków zapomnijcie, albo ściągnijcie z netu fałszywe dane kart kredytowych i adresów w obsługiwanym kraju np. Anglii.

Więc jak grać? Jak słuchać?

Do pewnego momentu nie dało się zupełnie. Teraz sieci komórkowe pozwalają dopisać zakupy aplikacji do abonamentu, większość Windowsów jest fabrycznie instalowana w komputerach, więc piractwo spada. Nowe gry zaczynają być darmowe, oparte o mikropłatności. W skrócie zasada jest taka, że można grać i w sumie grę skończyć, ale do kupienia są dodatkowe pancerze, więcej plansz czy postaci. Teoretycznie utrudnia to znacznie grę jeśli chodzi o jej trudność, bo często by zachęcić do kupna nie ma pewnych podstaw, ale i tak wychodzi taniej.

Muzyka. Łatwo ją ściągnąć, to prawda. Nie trzeba płacić, przecież są torrenty czy inne gryzonie. Ale przecież na pewno mieliście kiedyś oryginalne płyty CD i nie mam na myśli tylko tych ze stadionu. Mieliście? No, to czemu nie mieć i w wersji cyfrowej, dla własnej satysfakcji. Swojego czasu szukałem prawie rok jednej płyty – nie było jej. Aż na stronie jednego sklepu internetowego, znalazłem ją po 1,50zł za piosenkę. Kupiłem. Nawet nie wiecie jak byłem dumny. A co mnie tak zmotywowało? Właśnie widoczny poniżej kawałek, to płytę tego zespołu kupiłem jako pierwszą.

Odkąd mam tablet – czytam sporo gazet i książek. Okazuje się, że niektóre aplikacje są świetnie przystosowane do kupowania np. gazet i powiem szczerze – robię to. E-wydania są przynajmniej 20% tańsze, do tego mają wkładki multimedialne, których nie mają pirackie PDFy. Dla przykładu mogą zawierać trailery czy gify – o np. widziałem w Focusie animowane DNA.

Przestawić się czasami nie jest łatwo, ale ja osobiście czuje się zdecydowanie lepiej, gdy zapłacę. I tylko nie wiem czy śmieszą mnie czy bardziej żenują sytuacje, gdy ludzie faktycznie ściągają najbardziej wypasione filmy w wersji „z kina” i dobijają sobie syntezatorem mowy w roli lektora. Ceny spadają, promocje same wchodzą pod nasze dachy. Filmów co prawda nie zbieram, ale samych gier na Playstation 3 mam grubo ponad trzydzieści – kupuje na serwisach aukcyjnych, i chociaż kupowanie używanych gier jest trochę nieetyczne (autor zarobił tylko raz), to jednak uczy jakiejś oryginalnej dyscypliny. Można? Można.

Bądźmy legalni, wspierajmy twórców, dzięki temu ich produkty będą lepsze i… tańsze. Bo skoro mało się sprzedaje, to i ceny są wyższe. Wiadomo – w hurcie taniej, bo nie trzeba nadrabiać strat.

Zastanówcie się nad tym. I miejsce na uwadze, że filmy online też z grubsza są nielegalne, jeśli nie są prawdziwym VOD. Pirat od torrentów nic nie ma z tego, że ściągnąłeś film. Ale pirat z serwisu online, nie dość że okrada twórców, to jeszcze zarabia na kontach premium i reklamach. Więc zabawa w Robin Hooda zamienia się w biznes.

Ok, idę kupić jakąś gazetę. Może mają promocje.

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

3 komentarze

  • Niekonwencjonalny pisze:

    Co do książek to mam podobnie, kupuje legalnie kiedy się da, kiedy nie da się to szukam po bibliotekach i znajomych. (trzy różne karty biblioteczne pozdrawiaja.)

    Ważne jest też umieć szukać po zniżkach i outletach książkowych czy też innych wyprzedażach. Parę razy zdarzyło mi się że strona wydawcy miała większe zniżki niż taki Empik czy Matras.

    Na zakończenie dodam, znacie pewnie to uczucie gdy w końcu znajdziecie to czego szukaliscie i możecie to kupić, ja tak mam z 4 moimi nowymi książkami, w tym jedną wysłaną z Gdańska.

  • Kamil pisze:

    „kupowanie używanych gier jest trochę nieetyczne” rozumiem, że antykwariaty i publiczne biblioteki też są trochę nieetyczne, tak per analogiam?

    • Piotrek Gniewkowski pisze:

      Ale jest coś takiego jak licencja do wypożyczania i wtedy jest to wliczone w pierwotną cenę takiej książki – której pragnę zauważyć – wcale nie kupujemy. Antykwariaty natomiast mają głównie rzeczy stare, takie które już wypadły z rynku.

Skomentuj tekst: (komentarze są moderowane - pojawią się po zatwierdzeniu)