Skip to main content

Po ukończeniu Gris wiedziałem, że prędzej czy później sięgnę po kolejną grę od Nomada Studio. Nie spodziewałem się jednak, że Neva zrobi na mnie aż tak duże wrażenie. Początkowo uruchomiłem ją w ramach abonamentu PlayStation Plus z myślą, że przejdę kilka rozdziałów igrę bezpowrotnie skasuje. Skończyło się jednak zupełnie inaczej. Kilka wieczorów później oglądałem już napisy końcowe, a zaraz potem kupiłem płatne DLC, aby chociaż godzinę dłużej pozostać w tym bajecznie ciekawym świecie. To chyba najlepiej pokazuje, jak bardzo ta gra mnie wciągnęła.

Neva nie próbuje rywalizować z wielkimi hitami oferującymi kilkadziesiąt godzin rozgrywki i mapy wypełnionej aktywnościami. To kameralna produkcja, która od początku stawia na historię i emocje. Co najważniejsze, robi to w sposób, który we współczesnych grach spotyka się coraz rzadziej. Poznajemy Albę – młodą wojowniczkę przemierzającą świat ogarnięty tajemniczą, czarną zarazą. U jej boku znajduje się wilczyca Neva i to właśnie relacja tej dwójki stanowi fundament całej opowieści. Twórcy niemal całkowicie rezygnują z dialogów, oddając pierwszeństwo obrazowi, muzyce oraz animacjom bohaterów. Co ciekawe, ani przez moment nie miałem wrażenia, że czegoś tutaj brakuje. Historia porusza temat straty, dorastania i akceptacji zmian, ale robi to z dużym wyczuciem. Nie znajdziecie tutaj bohaterów tłumaczących każdą emocję ani długich dialogów wyjaśniających wszystko krok po kroku. Zamiast tego dostajemy krótkie sceny, spojrzenia i gesty, które często mówią więcej niż kilkuminutowa przerywnik filmowy.

Dużą rolę odgrywa również sam świat gry. Podróż została podzielona na cztery pory roku, a każda z nich ma własny klimat i charakter. Lato daje jeszcze odrobinę nadziei, jesień staje się coraz bardziej niepokojąca, zima przytłacza chłodem i samotnością, a wiosna przynosi promyk światła. To prosty, ale bardzo skuteczny zabieg, który świetnie podkreśla zmieniającą się atmosferę i pokazuje, jak bardzo świat wokół bohaterów pogrąża się w mroku. Nie oznacza to jednak, że Neva jest interaktywnym filmem. To pełnoprawna gra akcji z elementami platformowymi, choć od początku widać, że wszystkie mechaniki podporządkowano opowiadanej historii, a nie odwrotnie.

Sterujemy Albą, która walczy mieczem, wykonuje uniki i z czasem zdobywa nowe umiejętności. Razem z nią rozwija się również Neva. Początkowo jest jeszcze młodą, niepewną wilczycą, która potrzebuje naszej pomocy, ale wraz z rozwojem wydarzeń staje się pełnoprawną towarzyszką zarówno podczas eksploracji, jak i walki. To bardzo naturalny sposób pokazania jej dorastania i jednocześnie jeden z najmocniejszych elementów całej gry.

Sama walka jest prosta, ale daje sporo satysfakcji. Nie znajdziecie tutaj rozbudowanych drzewek umiejętności, skomplikowanych kombinacji ciosów czy dziesiątek różnych przeciwników. Wszystko opiera się na odpowiednim wyczuciu uników, kilku podstawowych atakach i współpracy z Nevą. Dzięki temu starcia są dynamiczne, ale jednocześnie nigdy nie przytłaczają nadmiarem mechanik.

Podobnie wygląda eksploracja. Gra prowadzi nas praktycznie przez cały czas, choć od czasu do czasu pozwala zejść z głównej ścieżki w poszukiwaniu ukrytych białych kwiatów. To właściwie jedyne większe sekrety przygotowane przez twórców, dlatego osoby liczące na rozbudowaną eksplorację mogą poczuć lekki niedosyt. Mnie taka forma jednak odpowiadała. Nic nie odciągało uwagi od historii, która od początku pozostaje tutaj najważniejsza.

Neva nie jest też szczególnie wymagająca. Widowiskowi bossowie robią świetne wrażenie, ale pokonanie ich rzadko stanowi większy problem. Również sekwencje platformowe zostały zaprojektowane tak, aby dawały satysfakcję, a nie niepotrzebnie frustrowały. Od początku czuć, że twórcy chcą przede wszystkim opowiedzieć ciekawą historię, a nie wystawiać refleks gracza na ciężką próbę.

Jedną z największych zalet gry jest świetne tempo. Kampanię można ukończyć w około cztery godziny, dzięki czemu twórcy nie musieli sztucznie wydłużać rozgrywki. Każdy rozdział wnosi coś nowego, dzięki czemu całość uniknęła wrażenia powtarzalności. W czasach, gdy wiele produkcji za wszelką cenę próbuje zatrzymać gracza na kilkadziesiąt godzin, taka zwarta forma okazuje się wyjątkowo odświeżająca.

Już po pierwszej godzinie wiedziałem, że nie gram dla nowych umiejętności czy coraz trudniejszych przeciwników. Chciałem przede wszystkim zobaczyć, dokąd zaprowadzi mnie historia Alby i Nevy. Właśnie wtedy zrozumiałem, że Nomada Studio po raz kolejny stworzyło grę, którą bardziej się przeżywa, niż po prostu przechodzi. To, co najbardziej zapamiętam z Nevy, to nie system walki ani kolejne umiejętności Alby. Największe wrażenie zrobił na mnie klimat. Już po kilku minutach czuć, że Nomada Studio chciało stworzyć coś więcej niż kolejną platformówkę. Niemal każda lokacja wygląda jak ręcznie malowany obraz, który nagle ożył.

Twórcy świetnie operują kolorami. Na początku świat jest pełen zieleni i światła, ale z czasem coraz śmielej wkracza czarna zaraza, pochłaniająca wszystko na swojej drodze. Widać, jak natura powoli obumiera, a kolejne pory roku tylko podkreślają ten proces. Nie potrzeba ani jednego dialogu, by zrozumieć, że ten świat nieuchronnie zmierza ku upadkowi. To właśnie dzięki tej oprawie często zatrzymywałem się na chwilę, zamiast od razu biec dalej. Nie dlatego, że gra ukrywała jakiś sekret, ale zwyczajnie chciałem nacieszyć oczy kolejnymi widokami. Dawno żadna produkcja nie zachęcała mnie do tak spokojnego podziwiania świata.

Równie mocnym elementem jest ścieżka dźwiękowa. Nie próbuje na siłę wywoływać emocji ani wybijać się na pierwszy plan. Doskonale współgra z tym, co dzieje się na ekranie. Gdy akcja zwalnia, muzyka delikatnie schodzi na dalszy plan. Kiedy pojawiają się ważniejsze momenty lub efektowne starcia, idealnie buduje napięcie. To jeden z tych soundtracków, którego z przyjemnością można posłuchać również poza grą. Na pochwałę zasługują także efekty dźwiękowe. Każde uderzenie miecza, pomruk Nevy czy odgłosy umierającego lasu brzmią bardzo naturalnie. Szczególnie zapadły mi w pamięć momenty, w których Alba woła swoją towarzyszkę. To zaledwie kilka okrzyków, ale przekazują więcej emocji niż niejeden długi dialog.

Grałem na PlayStation 5 i pod względem technicznym trudno mi cokolwiek zarzucić tej produkcji. Przez całą kampanię nie natrafiłem na spadki płynności ani błędy, które mogłyby zepsuć zabawę. Sterowanie jest bardzo responsywne, a skoki i uniki wykonuje się z dużą precyzją. W platformówce to absolutna podstawa i tutaj wszystko działa dokładnie tak, jak powinno. Twórcy dobrze wykorzystali również możliwości kontrolera DualSense. Nie są to efekty, które całkowicie zmieniają rozgrywkę, ale subtelne wibracje i dźwięki dobiegające z głośnika pada sprawiają, że jeszcze łatwiej zanurzyć się w tym świecie. Co ważne, nie ma tutaj przesady. DualSense uzupełnia rozgrywkę, zamiast nieustannie przypominać o swojej obecności.

Warto jednak pamiętać, że Neva nie jest grą dla każdego. Jeśli szukacie rozbudowanego systemu walki, ogromnego świata do eksploracji czy produkcji na kilkadziesiąt godzin, możecie poczuć rozczarowanie. Tutaj wszystko podporządkowano opowieści. Walka jest przyjemna, ale stosunkowo prosta, zagadki środowiskowe nie sprawiają większych problemów, a eksploracja ma raczej symboliczny charakter.

Neva nie jest jednak grą pozbawioną wad. Gdybym miał wskazać jej największą słabość, byłaby nią prostota rozgrywki. System walki spełnia swoje zadanie, ale trudno mówić o mechanikach, które z każdą kolejną godziną zaskakują czymś nowym. Podobnie wygląda eksploracja. Świat zachwyca wyglądem, jednak przez większość czasu prowadzi gracza za rękę, a poza zbieraniem białych kwiatów nie ma zbyt wielu powodów, by schodzić z głównej ścieżki.

Czy warto zagrać? Moim zdaniem zdecydowanie tak. Zwłaszcza jeśli cenicie gry, które stawiają na atmosferę, emocje i dobrze opowiedzianą historię zamiast niekończącej się listy zadań do wykonania. To produkcja, którą można ukończyć w kilka godzin, ale znacznie trudniej o niej zapomnieć. Sam po napisach końcowych długo wracałem myślami do tego świata i jego bohaterów, a fakt, że od razu sięgnąłem po dodatkową zawartość, najlepiej pokazuje, jak bardzo przypadła mi do gustu.

Neva nie jest grą idealną i nie każdemu spodoba się jej spokojne tempo czy nieskomplikowana rozgrywka. Jeśli jednak dacie jej szansę i zaakceptujecie, że najważniejsza jest tutaj opowieść, otrzymacie jedną z najbardziej klimatycznych i emocjonalnych gier ostatnich lat. To tytuł, który nie potrzebuje ogromnego budżetu ani kilkudziesięciu godzin rozgrywki, żeby zostawić po sobie ślad.

Ocena: 9,5/10

Plusy

  • przepiękna oprawa graficzna i wyjątkowy styl artystyczny,
  • świetna ścieżka dźwiękowa oraz bardzo dobre udźwiękowienie,
  • poruszająca historia opowiedziana niemal bez słów,
  • doskonale przedstawiona relacja Alby i Nevy,
  • płynna rozgrywka i bardzo dobra optymalizacja na PlayStation 5,
  • zwarte tempo i brak sztucznego wydłużania zabawy.

Minusy

  • prosty system walki,
  • niewielka zachęta do eksploracji,
  • krótki czas rozgrywki może pozostawić niektórych z niedosytem.

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Leave a Reply