Czasami idąc do teatru nie bardzo wiem czego mogę się spodziewać, bo z reguły nie sprawdzam o czym jest sztuka. Chcę po prostu z czystą głową zobaczyć co mam do zobaczenia i albo bardzo się uradować jakie to było dobre, albo zasmucić tylko trochę – no bo przecież nie miałem oczekiwań.  Dlatego gdy otrzymałem zaproszenie na specjalną wersję pewnego niewiele mówiącego mi spektaklu, zupełnie nie wiedziałem naprzeciw czemu wychodzę. I okazało się, że spektakl odmienił mój świat.

Open Chopin opowiada historię… owszem, Fryderyka Chopina. Cała rzecz polega na to, że znany kompozytor został ożywiony, a przebiegli ludzie z telewizji postanowili wykorzystać jego sławę i umiejętności do zarobienia ciężkich walizek z pieniędzmi. Ba, rozmach niekiedy prowadzi do wręcz ciężarówek szmalu.

10333811_659078667493235_775709834805620850_o

Cały spektakl jest mniej lub bardziej interaktywnym telewizyjnym show, okrzykniętym: „Pierwszym komiksem muzycznym o Chopinie, a jednocześnie szaloną futurystyczną komedią”. Internaktywność ta przejawia się na kilka sposobów, improwizowany dialog z publicznością, poderwanie do tańca, bieganie aktorów między widzami. To świetna forma pogłębienia pewnej szczególnej więzi, która czyni odbiór spektaklu bardziej atrakcyjnym.

Jak już wspomniałem, spektakl imituje program telewizyjny, oraz pozwala zajrzeć za jego kulisy. Mamy tutaj prowadzącego z mikrofonem (w tej roli świetny Sebastian Cybulski), który prowadzi poszczególne „eventy”, w których wykorzystuje się wspomnianego Chopina. Pomiędzy „programami na żywo”, mamy natomiast wejście za kulisy i szalone układanie planu kolejnych akcji wyżynających z artysty ostanie soki. ” Zróbmy Chopin Shore, albo Chopin kontra Gołota na Narodowym.” – pada w natłoku pomysłów.

Aktorzy są dobrani w sposób niezwykle celny, postać konferansjera w którą wciela się Sebastian Cybulski jest bezbłędna, żwawa, miejscami rozśpiewana, a na pewno bardzo zabawna. Co ciekawe sama rola Chopina grana przez Michała Chorosińskiego jest totalnie przyćmiona przez dwie inne: szalonego profesora granego przez Tomasza Dedka, czyli popularnego sąsiada z pewnego serialu o adoptowanych dzieciach oraz przez naprawdę niesamowitą, cudowną i na maksa zakręconą Maję Hirsch w roli przebiegłej i łasej na sukcesy dyrektorki telewizji. W pozostałych, ale nie mniej „kolorowych” rolach, zobaczymy: Honoratę Witańską, Anetę Todorczuk-Perchuć, oraz tancerzy: Natalię Wilk, Katarzynę Sikorę, Mikołaja Prynkiewicza oraz Jakuba Sokołowskiego. Ci ostatni robią niesamowitą robotę, od pantominy przez muzykę klasyczną i breakdance.

530c69b2ead49_o

Sama wspomniana warstwa muzyczna jest bardzo świeża i nowatorska, główna przewodnia piosenka spektaklu nie tylko wpada w ucho, ale jak dla mnie powinna być wydana jako dzwonek do komórki, niech świadczy o tym fakt, że ludzie po spektaklu nucili ją w drodze do domu. Z czymś takim spotkałem się po raz pierwszy.  Trudno to wytłumaczyć, ale właśnie „komiks muzyczny” pasuje tutaj dużo lepiej niż musical.

Dekoracje dzielą się na dwa plany – plan drugi z pokojem w którym komponuje Fryderyk Chopin przedstawia się starodawnie, spokojnie i przywodzi na myśl czasy w których naprawdę żył. Widzimy pokój w którym tworzy, łóżko, komodę, biurko. Pierwszy plan to natomiast albo przyniesione w trakcie sztuki przedmioty, albo krótkie animacje z projektora, które nadają czasami wręcz psychotycznego nastroju i tak bardzo „dziwnej” historii. Ogląda się to wyjątkowo przyjemnie, ponieważ Open Chopin oddziałuje na wszystkie zmysły. W bardzo dyskretny sposób uczy też historii. Na sali, podczas pokazu „testowego” bo tak go można nazwać, siedziało dużo młodzieży i bawili się pysznie. Widać, że byli w teatrze być może pierwszy raz w życiu, ale chociaż początkowo oporni i dość karygodnie się zachowujący – wciągnęło ich to i zyskało duży szacunek.

OPENCHOPIN_by_GH_09

Udźwiękowienie jest tu bardzo ważne i powiem szczerze: daje radę. To lubię – w muzycznych spektaklach aktorzy mają malutkie mikrofony i słuchawki w uchu. Szanuje to bardzo mocno i uważam, że chociaż to pewnie ograniczające – powinno być szeroko używane. Wszystko słychać głośno i wyraźnie, dźwięcznie, dobrze.

Open Chopin premierę będzie miał we Wrześniu, a sama sztuka może się nieznacznie różnić od tego co widziałem, ponieważ widziałem jedną z wersji scenariusza, a nie gotowy projekt – ale z całą pewnością będzie tak samo dobry, jeśli nie lepszy. Ja byłem totalnie zadowolony, spełniony i poznałem teatr z zupełnie nowej, jajcarskiej i niepoważnej strony.

Totalnie polecam, bardzo zapraszam. Jestem zakochany i z chęcią już wkrótce wybiorę się na pełną wersję tego naprawdę odjazdowego i niecodziennego wydarzenia. Spektakl z pewnością wpisał się do mojej prywatnej TOP3 wszystkich sztuk teatralnych jakie do tej pory widziałem.

W tym momencie mam dla Was dwa materiały wideo promujące to wydarzenie. Polecam oba, zwłaszcza, że można usłyszeć przewodnią piosenkę, którą tak pokochałem.

Oraz drugi:

Open Chopina zobaczycie w Teatrze Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach, premiera już 26 września. Totalnie zapraszam. Link tutaj!

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

3 komentarze

  • Piotr pisze:

    Trzecia odsłona bardzo słabego spektaklu wcześniej znanego jako „Chopin musi umrzeć”. W obsadzie zostali tylko najbardziej zdeterminowani aktorzy, nie mający najwidoczniej innych propozycji zawodowych. Wspomnę tylko o braku Agnieszki Wosińskiej czy świetnej Olgi Bołądź. Wiosną 2013 sztuka miała pierwszą premierę, kolejna po zmianach odbyła się jesienią, po niej spektakl zniknął w niejasnych okolicznościach.

    Wobec tych kuriozalnych ruchów wokół „Chopin musi umrzeć” zabawnie brzmią słowa o „premierze we wrześniu” i że „sztuka może się różnić od tego co redaktor widział” :). Obstawiam, że po raz kolejny spektakl zostanie odwołany „z powodu tajemniczej niedyspozycji aktorów”.

    • Piotrek Gniewkowski pisze:

      Ale chciałem powiedzieć, że trzecia czy dziesiąta odsłona – to nieważne, ważne jest to, że wyszło im coś fajnego. Wiem z pierwszej ręki, że właśnie nakręcili teledysk do tego spektaklu i że prawdopodobnie wszystko się uda – za co trzymam kciuki. Czasami latami przygotowuje się dobre rzeczy 🙂 Ważne, aby się pojawiły 🙂

    • Damian pisze:

      Nie widziałem poprzednich wersji ale uważam, że sztuka w Katowicach była bardzo udana. Było przyjemnie i śmiesznie. Myślę, że to zależy od tego jaki rodzaj spektakli komu się podoba, dla mnie to była lekkie, fajne i przyjemne.

Skomentuj tekst: (komentarze są moderowane - pojawią się po zatwierdzeniu)