W tym roku z pewnością nie napiszę listy TOP czegoś tam. Ludzie piszą numerując od góry do dołu o filmach, serialach czy dziewczynach, których nie wyrzuciliby z łóżka. Prawda jest taka, że nikogo moje TOP nie obchodzi, ktoś kto zagląda tutaj regularnie z grubsza wie co mi się w tym roku podobało, a jeśli nie wie to może zapytać mnie mailowo, albo zaczepić na Twitterze. Ale coś napisać wypada, dlatego podsumuje rok w czterech kategoriach: Co warto zobaczyć z filmów, jakie seriale rzuciły mnie na kolana w tym roku, co sądzę o tegorocznym życiu blogosfery, oraz co tam u mnie prywatnie. Dokładnie w tej kolejności, czytajcie tylko to na co macie ochotę. No i pochwalę się tutaj: obejrzałem 444 filmy, z czego przez prawie 40 tygodni ponad 100 w kinie, które dla Was opisywałem i opisywać będę.

Filmy

Rok obfitował w całkiem przyjemne produkcje, a najprzyjemniejszą z nich był horror-dokumentalny „Co robimy w ukryciu” czyli opowieść o grupie wampirów i ich życiu we wspólnym domu. Niedługo wejdzie do kin, widziałem go na festiwalu i mnie oczarował. Polski „Serce, Serduszko” natomiast delikatnie przytula nas filmowymi rękami i sprawia, że wierzymy w dobroć innych ludzi. Duże wrażenie zrobił na mnie film „Jak dogonić szczęście” który bardzo przypominał Waltera Mitty i mimo, że nie jest najlepszym filmem na ziemi, moje życie zmienił i bardzo to cenie. Jeśli jesteście smutni, spróbujcie nadrobić go w pierwszej kolejności. W kinach pojawiło się „Powstanie Warszawskie” film dużo ciekawszy od przereklamowanego Miasta 44. Powstanie to taki dokument w wiadomym temacie, ale z dubbingiem zza kamery i czytaniem ruchu wart powstańców. Naprawdę wstrząsający i wyjątkowy obraz, który zmusił mnie do płaczu i to w kinie. „Perwersyjna Siostra 3D” to takie prawie porno, ale jednak bardziej horror. Szukaliśmy tego filmu ponad rok z moją przyjaciółką, która jednak jakiś czas temu poszła w inną stronę i po zobaczeniu go wiem jedno: zajebisty film gore. Dużo nagości, wiadra krwi i trudna do zaakceptowania bohaterka. Tylko dla znawców tematu. Mam nadzieję, że go obejrzała.

Seriale

Seriali nie zaczęło się dużo, to znaczy – owszem, było ich w tym roku sporo, ale nie rzucały jakoś bardzo na ziemię i nie urywały dupy. Starałem się mimo wszystko sumiennie sprawdzić jak się prezentują i kilka rzeczy mam do powiedzenia. Najlepszą premierą tego roku jest moim zdaniem „Gotham” czyli Batman przed Batmanem, którego akcja dzieje się dokładnie w chwili śmierci rodziców Bruce’a Wayne’a. Co prawda główni szwarccharakterowie tego uniwersum mają w nim po kilka lat i są jeszcze dziećmi, ale scenarzyści wprowadzili całą plejadę innych złoczyńców, wśród których prym wiedzie ledwo dwudziestokilkuletni Pingwin. Bardzo fajna opowieść, która co prawda nie do końca wie czym chce być, ale robi to w niezłym stylu. „Sposób na morderstwo” to najnowsza opowieść, która bardzo sprawnie podbiła moje serce. Mówię o tym też dlatego, że prawdopodobnie większość z Was nigdy o tym nie słyszała i nie oglądała. Mi polecił to albo Tytus, albo Agata jedno z nich – a ponieważ ja ufam w takie polecenia (No chyba, że chcesz mnie zmusić do maratonu Przyjaciół!) to sprawdziłem. Okazuje się, że mamy sprawny podział na jakąś sprawę sądową (co odcinek inną), którą przy pomocy Pani Profesor starają się rozwiązać studenci prawa i sceny w których Ci sami studenci wyraźnie kogoś zabili i starają się za wszelką cenę ukryć ślady zbrodni. Bardzo ciekawe, delikatnie dozujące emocje, miejscami smaczne, chociaż nie pozbawione wad. „Wirus” natomiast to takie lepsze The Walking Dead, tylko że nie ma apokalipsy i w sumie zombie też nie ma. Są za to Strigoi czyli dość dziwna odmiana wampirów, która zaczęła podbój świata już w czasie Drugiej Wojny Światowej. Akcja dzieje się dzisiaj i po chociażby draśnięciu przez takiego wampira, masz pod skórą robaki, które powoli Cię infekują. Brak klasycznych zębów, zastępuje dodatkowy otwór gębowy – taki wysuwany, niczym w serii Obcy Dobrze poprowadzona narracja i akcja, oraz odpowiednie pomieszanie bzdur z wierzeniami i mitami – wprowadza zupełnie nową jakość tego typu seriali grozy. Jak się teraz zastanawiam to seriali było więcej, ale albo zostały dość szybko anulowane, albo w moim odczuciu po prostu są kiepskie – jak wielki hit HBO o pogranicznikach: Wataha.

Blogosfera

W sumie to dość urocze, bo cały „szał” rozmaitych wpadek zaczął się po wakacjach. Nie wiem oczywiście wszystkiego, mało co mnie interesuje i raczej nie przykładam do tego uwagi, ale docierały do mnie rozmaite ploteczki. A to jakiś bloger dostał bólu dupy apropos wycięcia go z filmów na YT, a to inny wypisał z którą dziewczyną chciałby się przespać. Nie dalej jak kilka dni temu ktoś tam jechał po fetyszystach stóp, ale przyznam, że nawet nie chciało mi się z tym tematem zaznajamiać. Rozmaite burze zaatakowały media społecznościowe z siłą przynajmniej orkanu, jeśli nie większą. Ale ciekawsze jest nie to, kto i jak zafailował w tym roku, a to – jak na to reagują inni. Okazuje się więc, że blogosfera to zamknięty krąg, gdzie każdy każdego głaszcze po jajach, a odmienne zdanie jest najbardziej negatywną rzeczą, jaką możesz w swoim życiu posiadać. W okolicy świąt odpowiedziałem na pewnego Tweeta, który brzmiał w stylu „dostałam koszulkę w którą się nie mieszczę” słowami, że wprawdzie nie wiem jaka to koszulka, ale może wyjściem byłoby do niej schudnąć. No i przez dwa dni byłem wyzywany od idiotów i buców, ludzie życzyli mi pobicia i najeżdzali na mnie. Nie, nie nazwałem nikogo grubasem, nie zaatakowałem kogoś kto tego nie chciał – bo przecież odpowiedziałem na coś co pojawiło mi się przed oczami, pojawiło się publicznie. Usłyszałem, że przecież nie wolno tak mówić kobiecie – ale właściwie dlaczego, czemu równouprawnienie ma podnieść pensję, ale broń boże nie za pracę w kopalni? Otyłość to choroba i jest niezależna, usłyszałem później – no dobrze, ale na lodówce nie mam już miejsca na zwolnienia lekarskie tych, których mogę obrazić, a i pełne segregatory akt, wypchane kartkami przebytych chorób jakoś tak niefortunnie spaliłem w piecu i mogłem nie dopatrzyć się kto je za dużo, a kogo pokarały złe duchy przeznaczenia. No i ostatni zarzut: słowa ranią, może ktoś jest bardzo czuły na tym punkcie i nie wolno mu nic powiedzieć – i to jest słuszne, i za to przepraszam wszystkich, których kiedykolwiek obraziłem. Nie wolno atakować słabszych i tego staram się trzymać. Ale jeśli wstydzę się, że łysieje i noszę perukę, to chyba nie wypisuje publicznie i nie linkuję do sklepów z nimi? W sensie, śmianie się z łysego który może mieć raka to jedno, ale śmianie się z łysego który publicznie mówi że nie ma peruk na jego rozmiar… No przecież się prosił, prawda? Tak czy siak, wyszło niefortunnie – ale nie o własnych słowach chcę mówić, a o słowach innych ludzi. Dokładnie TRZYNAŚCIE osób (co za szczęśliwa liczba!) napisało do mnie prywatnie w różny sposób, że… mam rację! Że tak mówić można! Że tak mówić trzeba! Że nie poprą mnie publicznie, bo się boją fali krytyki. Bo rok, taki już poważniejszy, gdy robię swoje – nauczył mnie, że internet to kłamstwo. Że przyjaźnie online to małe grupki osób, które nawzajem trzymają się za jaja i gdy trzeba mlaskają sobie fiuty.  I nie ma w tym niczego złego! A skąd! Też chciałbym mieć czarnego knura do trzymania i dostawać promki dżemu – tylko wybrałem tą trudniejszą drogę. Nie piszę tekstów społecznych, nie jestem miły i kulturalny, nie robię pisku medialnego. Nie umiem? Umiem, ale po co. Informuje o jakości różnych rzeczy, informuje ludzi, którzy nie mają pieniędzy, albo możliwości często korzystać z kultury. Testuje gry, sztuki teatralne i filmy – bo dla niektórych każda złotówka jest ważna. Tak więc nie idę na skróty i sprzeciwiam się rządom jednostek, które stając w obronie „słabszych” dużo bardziej „prawe” niż ja nie są. Bo czym jest dobro i zło? Nie można zaśmiać się z czyjegoś kalectwa, albo z piłki siatkowej, bo dobrze im idzie. Ale można psioczyć i dostawać piany, że „pedały nie powinny adoptować dzieci” albo że Ci z reprezentacji piłki kopanej to banda partaczy. Kochamy Małysza, obrażamy turków, cyganów. W zależności od aktualnej mody i osób trzymających władzę. I solucja jest jedna: albo wszyscy jesteśmy jednakowi i tak samo o siebie dbamy co sobie jedziemy, albo zostajemy cieniami samych siebie, którzy czekają z gotowym postem na zdanie „tej jedynej światłej osoby” i wrzucamy je dopiero, gdy okaże się aktualnie popularną opinią. Bezpieczną. Dostaje autentyczne sygnały, które mówią „boję się publikować”. To okrutnie smutne, tak być nie może. Każdy ma prawo do ekspresji siebie, do siania tolerancji lub jej braku. Wczoraj dostało się mnie, dziś dostaje się strzelającym sztuczne ognie w sylwestra. Dość rządów tych z donioślejszym głosem, a niekoniecznie wartościowych w opiniach. Ja w strachu żyć nie będę. Ja jestem sobą. Jestem niekulturalny.

Rok u mnie

Imion mogłoby tu paść dużo, ale padnie tylko kilka. Co nie znaczy, że nie szanuje tego wszystkiego i tych wszystkich osób, które w tym roku spotkałem. Mało kto się tego spodziewa, ale najwięcej dała mi Marlena – taka 18 letnia hejterka z Twittera. Wzmacniamy siebie nawzajem, bardzo bezpośrednio krytykujemy i przez długie godziny rozmów poprawiamy swoje życia. Nikt pewnie nie wie i nie uwierzy jak duży wpływ może mieć taka cyber znajomość, ale ma. Drugą osobą roku jest Vika – moja prywatna gotka! Zawsze chciałem ją poznać, bo podobał mi się jej makijaż, styl, smak i odwaga. Nie miałem pojęcia, że polubię kogoś kto nie ma brwi! W dodatku Vika przebojem wdarła się do ogólnego życia, bo gdzie z nią nie pójdę tam każdy ją strasznie lubi. Bywam mniej w Chwili, ale nadal kocham Tytusa i bardzo polubiłem Jaśka. To naprawde przyzwoite chłopaki. Znają się na filmach i można na nich liczyć. Tytusie! Zaniedbałem Cię trochę, przepraszam. Zawsze mówimy „wiesz jak jest”, ale przecież to zmienimy, złoję Cię w Fifę wkrótce! Jasiu – Małe Filmidło daje mi tonę przyjemności, dziękuję, że zapraszasz mnie ciągle i ciągle do kolejnych odcinków 🙂 Jest jeszcze GosiaAgata – ta pierwsza rozmawia ze mną codziennie, czasem za pomocą samych naklejek, ale jest to do przeżycia i nawet można polubić, bo poprawia mi nastrój, gdy trochę się zepsuje. Agata za to jest najbardziej uroczą i najbardziej irytującą osobą, jaką kiedykolwiek poznałem. Rozmowy z nią niejednokrotnie wywołują u mnie furię, ale szanuję jej żelazną logikę i cierpliwość. No i Paulina i jej seksualne przygody oraz nietrafione randki – moja ulubiona pozycja każdego dnia – znaczy, wtedy, bo już ma chłopaka!

Nie zakochałem się w tym roku, chociaż niejednokrotnie próbowałem. Pracowałem w bardzo fajnej firmie, niestety tylko 8 miesięcy, bo udziałowcy się pokłócili. Rozwijałem się kulturalnie, w samym tylko Maju byłem w teatrze, aż 7 razy! W kinie spędziłem bardzo wiele godzin swojego życia i pierwszy raz, właśnie od Cinema City, dostałem zaproszenie na premierę, listownie, w kopercie! Dla mnie to wielki sukces i uhonorowanie ciężkiej pracy. Dziękuję Joli, specjalistce od ich PRu! Podwyżkę jej dać! Na rozmaitych imprezach przetańczyłem wiele godzin z masą ludzi, pierwszy raz w życiu miałem tak skoczny rok, dziękuję za to Miejscu Chwila i całej załodze! Zacząłem prowadzić Vloga i mam nadzieję, że z czasem przemieni się w coś jeszcze lepszego i popularniejszego. Znienawidziła mnie masa ludzi, a jeszcze większa masa pokochała. Zjadłem pizzę krewetkową i najlepsze burgery z Olgą, oraz Kasią. Gdy wyleczyłem się ze złamanego serca, znów jestem całym sobą. Jeszcze będziecie mieli mnie dość, bo ja dopiero zaczynam!

Pojawiają się też trzy specjalne miejsca na sam koniec. Martyna, która mimo młodego wieku wyjechała do Anglii do pracy i relacjonowała mi każdego dnia, jak wygląda życie dorosłych ludzi – niby mam swoje lata, ale bardzo mocno szanuje jej odwagę i to jak sobie radziła. Drugą osobą jest Magda, to dzięki niej i jej przyjaźni (wieloletniej!) testuje tonę gier planszowych i zawsze mam z kim je ogrywać, albo z kim pogadać, gdy mam problem. A trzecią osobą jest Agnieszka – kilka rozmów z nią, już pod koniec roku – kompletnie zmieniło moje życie. Poczułem się szczęśliwszy, bo spojrzałem na siebie pod innym kątem, z innej perspektywy i teraz już wiem, że mogę wszystko. Dziękuję.

Dziękuję też wszystkim nie wymienionym.

Pamiętam o Was każdego dnia.

Pokój.

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

6 komentarzy

Skomentuj tekst: (komentarze są moderowane - pojawią się po zatwierdzeniu)