Jako wielki fan grozy i horrorów, a także wszelkiego typu komedii, które oglądałem w dzieciństwie Rodzinę Addamsów wspominam po dziś dzień z wielką nutą sentymentu. Wszak to właśnie oni byli bardzo przystępnym wprowadzeniem w świat grozy i co najważniejsze w pewne nieprzemijające wartości np. chociaż cała oprawa tego nie sugeruje w miłość i szacunek. Sama Rodzina Addamsów to wszak zafascynowana śmiercią i torturami, Amerykańska familia stworzona w 1938 roku na potrzeby komiksów drukowanych w The New Yorker. Od tego czasu sławetni psychopaci przewinęli się przez niezliczone seriale (w tym animowane), mniej lub bardziej oficjalne filmy, a nawet barową maszynę do Pinball’a. Kilka dni temu miała miejsce premiera jeszcze jednej adaptacji tej niezwykłej serii, a mowa tu o musicalu w warszawskim Teatrze Syrena. Ponieważ mam więcej szczęścia niż rozumu rzeczoną sztukę udało mi się  zobaczyć zaledwie niespełna tydzień po oficjalnej premierze, tym samym postanowiłem napisać dla Was konkretną, pozbawioną większych spoilerów i szczerą recenzję. Zaznaczę jednak, że ta w 100% obejmuje spektakl w Teatrze Syrena, nie wiem niestety jak wypadnie w Teatrze Muzycznym w Poznaniu – tam premiera już 22 września. Warto jednak wiedzieć, że to ta sama sztuka więc recenzja może być użyteczna dla obu miast.

Rodzina Addamsów Musical (bo taka jest pełna nazwa) fabułę ma prostą: Wednesday zakochała się w przypadkowo poznanym chłopcu i młodzi kochankowie postanawiają się pobrać. Pojawia się tylko jedna przeszkoda: należałoby zapoznać ze sobą rodziców, a zważając na nietypowe zainteresowania Addamsów i całkowicie nudną zwyczajność najbliższych wybranka młodej Addamsówny – może to być wyjątkowo trudne i obfitować w masę nieporozumień.

zdjęcie autorstwa Kasi Chmury

Addamsowie w Teatrze Syrena to musical z imponującą listą nazwisk zasilających obsadę. Z kronikarskiego obowiązku wymienię wszystkich, także tych grających dublury danych postaci: Przemysław Glapiński/Tomasz Steciuk, Anna Terpilowska/Marta Wiejak, Weronika Bochat-Piotrowska/Anastazja Simińska/Agnieszka Tylutki, Karol Kwiatkowski/Michał Rosiński, Damian Aleksander/Marcin Słabowski, Jolanta Litwin-Sarzyńska/Katarzyna Walczak, Michał Konarski/Albert Osik, Karol Drozd/Macier Pawlak, Bartłomiej Wiater/Kamil Zięba, Beata Jankowska-Tzimas/Beatrycze Łukaszewska, Kamila Boryczkowska, Monika Bestecka, Katarzyna Domalewska, Anna Gigiel, Agnieszka Rose, Nika Warszawska, Marek Grabiniak, Dawid Pelowski, Jacek Pluta, Bartek Zaniewicz, Sebastian Ziomek, Tomasz Ziółek oraz Adrianna Kućmierz. Na stronie Teatru Syrena znajdziecie natomiast dokładny spis kto i kiedy występuje, więc jestem więcej niż pewien, że w ramach tej niezwykłej sztuki będziecie w stanie wyszukać spektakl pełen Waszych ulubionych aktorów.

Normalnie w tym miejscu napisałbym kilka słów o grze każdego z artystów, ale jak zapewne się domyślacie jest to technicznie niemożliwe, bo nie mam technicznej możliwości sprawdzenia jak każdy z nich radzi sobie na scenie. Postanowiłem więc skupić się na reżyserii oraz na tym jak wypadły w praniu poszczególne postacie. A tutaj na łopatki totalnie rozłożyła mnie trójka z nich. Otóż na czołówkę wysuwa się Wujek Fester, który w tej zakręconej na punkcie bólu i śmierci rodzinie prezentuje się całkiem… zwyczajnie, a nawet uroczo! Charakteryzacja tej postaci jest pierwszorzędna – bohater jest wielki, gruby, łysy, ale jednocześnie przemiły w swojej niezgrabności. Wydaje się też być jedynym głosem rozsądku w tej pokręconej produkcji i jestem pewny, że pokochacie go w mgnieniu oka. To w jaki sposób przedstawili go twórcy na długo zostanie w Waszej pamięci i jestem pewny, że wielkimi brawami docenicie trud włożony chociażby w samo noszenie ogromnego i niemalże wyjętego z dowolnego filmu stroju. Oczywiście to nie wszystko, bo grają go na zmianę jedni z najlepszych polskich aktorów musicalowych, którzy w prace nad swoją personą wkładają naprawdę olbrzymią ilość serca. Jednakże nie tylko Fester został praktycznie żywcem przeniesiony na deski teatru! Zaraz za nim urzekły mnie Morticia oraz Wednesday. Te dwie panie prezentują swoimi charakterami dwa kompletnie skrajne strony tej samej monety, ale właśnie dzięki temu tak doskonale się dopełniają. Morticia to lodowata, posągowa kobieta pewna siebie i swoich namiętności, osoba pilnująca żelazną i wyniosłą ręką swojego ogniska domowego. Jej córka to natomiast mroczna, ale jednak całkiem normalna w swoich poglądach nastolatka, wulkan energii i pasji. Po matce odziedziczyła namiętność, którą oglądać możemy scena za sceną z nieschodzącym z ust uśmiechem. Naprawdę jestem zdumiony i oczarowany tym w jaki sposób te dwie panie zostały napisane, zinterpretowane i przedstawione na warszawskiej scenie. Coś pięknego i rzadko spotykanego. Jeśli miałbym jednak cokolwiek zarzucić reżyserii czy samemu stylowi przepisania postaci to muszę doczepić się do Gomeza. Jest mi przykro, że to mówię, ale w tej postaci jest zdecydowanie za mało energii, seksapilu i magnetyzmu. Nie jest to wina gry aktorów, a samego scenariusza. Owszem zdarzają mu się jakieś ciekawsze i bardziej namiętne sceny, ale przez większość spektaklu przywodził mi na myśl raczej rubasznego wujka, a nie postać znaną z kart komiksów lub filmów. Jeśli czyta to jakiś twórca to na Boga! Gomez musi być namiętny nawet pod granice własnej śmieszności! O to właśnie w nim chodzi – wszak każdy z Addamsów był oryginalnie jakimś zbiorem przywar amerykańskiego społeczeństwa. Reszcie postaci (i scenariuszowi) nie mogę już na szczęście nic wielkiego zarzucić, może oprócz zbyt małej roli syna, ale tak ogólnie jest naprawdę ciekawie i mrocznie. Sami Addamsowie (jak i zbiór postaci drugoplanowych) wypadają bardzo dobrze, różnorodnie, a co najważniejsze naprawdę realistycznie. Jestem pewien, że pękniecie ze śmiechu, gdy zobaczycie ich w pełnym makijażu, gdy wiedźmowata szalona babcia wtargnie nagle na scenę, albo gdy posępny Lurch krzątać się będzie w usłużnej roli kamerdynera Addamsów. Swoją drogą wielkie brawa dla odtwórców jego roli – niby mruk, a jednak jaki wesoły i wielowymiarowy!

zdjęcie autorstwa Kasi Chmury

zdjęcie autorstwa Kasi Chmury

Scenariusz jak już powiedziałem zasługuje na plus. Co prawda mamy tutaj do czynienia z dość prostą historią o miłości i nie lubianym przez większość ludzi momencie “zapoznania ze sobą rodziców”, ale musimy pamiętać, że nie jest to zwykła opowieść, a taka dziejąca się w mrocznym świecie ludzi kochających cierpienie i śmierć. Samych gagów łączących oba światy jest tu masa, a do tego dochodzi również zatrzęsienie smaczków dla fanów horrorów, fanów samego świata Addamsów oraz… dzisiejszych wydarzeń na świecie. To ostatnie to bezkompromisowy komentarz naszej rzeczywistości, który został wpisany w trzeba przyznać świetne, świeże i zabawne dialogi. Reżyser wiedział co robić, aby wykrzesać z tego tematu wszystko to co najlepsze, wszystko to co pokochali ludzie przez te ostatnich kilka dekad. Jeśli chodzi o piosenki to te również są niesamowicie dowcipne, rytmiczne, pasujące do wydarzeń których jesteśmy świadkami. W dodatku reprezentują sobą dość dużo gatunków muzycznych, więc każdego z Was coś w Addamsach zachwyci. Bo jeśli lubujecie się we wszelkiej maści musicalach to uczciwie Wam powiem, że recenzowany właśnie przeze mnie reprezentuje sobą poziom iście światowy. Teatr Syrena nie ma może największej sceny w Polsce, ale gwarantuje Wam, że ze spektaklu i tak czuć wielkość! Same utwory są nie tylko doskonale napisane, ale również iście gwiazdorsko wykonane! Casting nie poszedł na marne, bo plejada głosów zachwyci nawet największego smutasa – mnie zachwyciły zwłaszcza wykonania Marty Wiejak (co za głos!) oraz Anastazji Simińskiej (co za moc!).

Wspomniana wielkość to oczywiście nie tylko spektakularne wykonania świetnych piosenek, ale również charakteryzacja, choreografia oraz scenografia. Jeśli chodzi o tą pierwszą to ta jest wszech miar doskonała i tak jak wspomniałem wcześniej – aktorzy są po prostu postaciami, które mają odgrywać. Kostiumy są przepiękne, doskonale dobrane i prawdopodobnie ciężko je odróżnić od tych z oryginalnego planu filmowego. Choreografia przypomina coś na kształt rewii grozy i również idealnie pasuje do klimatu sztuki, samych piosenek jak i charakteru każdego z bohaterów. Scenografia również nie zawodzi i jeśli chodzicie do teatru z nadzieją zobaczenia czegoś więcej niż “złamanego krzesła i tandetnego stołu” to ten spektakl jest dokładnie dla Was stworzony. Cała dekoracja jest ruchoma i zawiera w sobie kilka wyróżniających się płaszczyzn. Dzięki temu + pracy zawieszonego na suficie projektora nasza podróż to nie tylko statyczne wnętrze przepięknej i bogatej Willi Addamsów, ale również mroczny las, posępny cmentarz czy obślizgłe jaskinio-piwnice. Mało w którym teatrze doświadczycie tak wspaniałej, ruchomej scenografii, która w zależności od sceny w kilka chwil przenosi Was w totalnie inne, różne od pierwotnego miejsce. Może moje zachwyty wydadzą Wam się trochę na wyrost, pomyślicie “to Ty niewiele w życiu widziałeś”, ale powiem tak: to nie jest  Opera Narodowa, to nie jest gigantyczny budżet, a po prostu zwykły teatr – który jak najbardziej dał radę. Mówię to z pełną świadomością, bo w większych i bardziej znanych “teatrach muzycznych” widziałem zdecydowanie gorsze i mniej szczegółowe dekoracje. Absolutnie musicie zobaczyć to na żywo, bo zdjęcia oczywiście oddają to tylko w małej części.

zdjęcie autorstwa Kasi Chmury

zdjęcie autorstwa Kasi Chmury

zdjęcie autorstwa Kasi Chmury

Generalnie Teatr Syrena nie jest gigantyczny, więc widać i słychać praktycznie z każdego miejsca. Udźwiękowienie daje radę, wszystko dociera do widza tak jak powinno. Dla największego komfortu polecam jednak wybierać miejsca od 5 rzędu w górę – jestem pewny, że wszystko wtedy doskonale zrozumiecie i usłyszycie Przy musicalach pierwsze rzędy mogą być dla niektórych z Was zbyt głośne, ale to już kwestia indywidualna. Istnieje oczywiście szansa, że ucieknie wam jakieś słowo podczas piosenek, ale to niestety nieuchronne w tego typu sztukach – dużo się dzieje i czasami można czegoś nie dosłyszeć – taki już urok musicali. Ja skupiając się jednak na dialogach i ogólnym poziomie głośności powiem wprost: nie mam zastrzeżeń. I co najważniejsze: muzyka grana jest na żywo przez profesjonalną orkiestrę – sam ten fakt niesamowicie podnosi wartość muzyczną Addamsów. Wspomniałem, że sala nie jest długa, ale pewnie swoje 15 rzędów ma – ponieważ dekoracje są dość głębokie osoby z mocniejszą wadą wzroku powinny próbować usiąść wyżej. Jeśli chodzi o wszystkich innych to właściwie z praktycznie dowolnego miejsca powinno być ok. Polecam jednak omijać skrajne punkty na sali (np. przy ścianie) bo z bliższych rzędów fragmenty dekoracji mogą zasłonić występ aktorów.

Rodzina Addamsów to spektakl na który czekałem. To niejednoznaczna opowieść o miłości podana w krwawym, ale za to niezwykle zabawnym sosie. To także (przynajmniej dla mnie) hit sezonu, który musicie zobaczyć. Mało kiedy siedzę z rozdziawioną w zdziwieniu lub uśmiechu buzią, a tym razem przesiedziałem w ten sposób prawie 3h wpatrując się w czarującą doskonałość tej adaptacji. Nieszablonowe postaci, świetne piosenki, bajeczne dekoracje i wykonanie, którego nie powstydziłyby się dużo większe i bogatsze teatry*. Uśmiałem się, wzruszyłem, radośnie podrygiwałem nóżkami. Poczułem się jak w rodzinie – dziwnej, ale bezsprzecznie kochającej się… na zabój. Jeśli jednak miałbym się do czegoś przyczepić to małej ilości głównego wątku muzycznego. Pojawia się co prawda na początku, ale dla mnie było go niewystarczająco. Drugą rzeczą jest także… zbyt duża ilość konfiguracji aktorów. Pomijam, że jest to utrudnienie dla widza, który chciałby zobaczyć swojego ulubionego wykonawce, ale również przeszkoda dla aktorów, którzy… nie wydają się przyzwyczajeni ze sobą grać. Mam wrażenie, że zdarzyło się na scenie kilka mniejszych wpadek**, ale co ja tam mogę wiedzieć – może tak miało być. Chociaż Pan grający Gomeza (była to jego premiera) kilka razy mylił tekst lub zbyt długo się nad nim zastanawiał. I tego jestem już prawie pewny. No i może faktycznie spektakl jest przeznaczony dla osób odrobinę starszych – słownictwo jest wprawdzie ok, ale zdarzają się nawiązania np. do seksu. No i to nadal spora, chociaż bardzo ugrzeczniona dawka grozy.

Rodzinę Addamsów obejrzycie w warszawskim Teatrze Syrena oraz w Poznaniu w Teatrze Muzycznym. Ponieważ jest zaledwie kilka dni po premierze to z pewnością gościć na deskach tych dwóch wspomnianych przybytków Addamsowie będą jeszcze dość długo. Najbliższe spektakle w Warszawie to 18, 19, 20, 21, 22, 23 września oraz pod koniec przyszłego miesiąca (szczegółowy repertuar Teatru Syrena tutaj) oraz w Poznaniu od 20 września (przedpremiera) do 6 października (szczegółowy repertuar Teatru Muzycznego w Poznaniu tutaj). Bilety w cenach od 80 d0 120 zł (ceny dla Warszawy bez uwzględnienia zniżek i wejściówek) zakupicie w kasach teatrów oraz przez ich strony internetowe.

Ja ze swojej strony szczerze polecam! Naprawdę warto!

(Zdjęcia w tekście autorstwa Kasi Chmury).

*recenzja na podstawie sztuki w Warszawskim Teatrze Syrena. Niestety nie wiem jak spektakl prezentuje się w Poznaniu.

**MINI SPOILER

Wednesday spada w jednej ze scen z huśtawki. Wyglądało to zdecydowanie dziwnie i nienaturalnie. Jeśli zdarzyło się to tylko u mnie to dajcie znać.

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuję w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuję Warszawę.

Zostaw odpowiedź