Zabrzmi to dość dziwnie, ale jest taka sztuka, która jak dotąd skutecznie mnie unikała. Warto powiedzieć, że z mniejszym lub większym zapałem polowałem na nią przynajmniej od półtora roku, do tego momentu bezskutecznie. Chodzi oczywiście o Okno na parlament, opowieść o sejmie i pewnym znanym polityku. Uwielbiam takie tematy, dlatego starałem się za wszelką cenę zobaczyć wspomniane przedstawienie, aż w końcu udało mi się upolować pasujący termin na którym ostały się jeszcze dwa wolne miejsca. Teatr Kwadrat zawsze pod tym względem jest magiczny – wszystkie sztuki sprzedają się jeśli nie błyskawicznie, to na pewno w zdrowym tempie. Czy warto było czekać tyle czasu i nastawiać się na najlepsze 2h w dziejach świata? Ja już znam odpowiedź, zapraszam do recenzji poniżej!

Okno na parlament opowiada historię pewnego niecodziennego romansu. On – prawa ręka premiera „lepszej zmiany” oraz Ona: sekretarka partii opozycyjnej – jedno powinno być na całonocnym głosowaniu, drugie u chorej ciotki. Znaleźli się jednak w pokoju hotelowym. Nie są sami, bo w ich miłosnych igraszkach przeszkodzi także… bliżej nikomu nieznany z nazwiska trup.

W rolach głównych tej niezwykłej komedii wystąpili: Piotr Gąsowski, Jacek Łuczak, Ilona Chojnowska/Anna Cieślak/Agnieszka Sienkiewicz, Lucyna Malec, Ewa Ziętek, Kamil Kula/Michał Lewandowski, Andrzej Andrzejewski, Andrzej Grabarczyk/Albert Osik, Marek Siudym oraz Aldona Jankowska. Największe brawa należą się oczywiście Piotrowi Gąsowskiemu, który swoją nieustającą energią oraz wielkim talentem nadawał recenzowanemu przedstawieniu odpowiednią siłę i szybkość. Jego postać była zabawna, bardzo na czasie, świetnie ograna i chociaż bardzo ciężko ją polubić – to w jakiś sposób urocza. Poseł zdradzający żonę to przy tym postać negatywna, jednoznaczna, ale jako główny bohater sprawdzający się doskonale. Warto również podkreślić rolę Marka Siudyma, który w bardzo bezpieczny sposób zagrał natarczywego boya hotelowego. Tej sztuki nie byłoby również bez rewelacyjnego występu Jacka Łuczaka (w roli prawej ręki posła), który nadaje wspomnianemu przedstawieniu komediowy ton. Ogólnie każda z wyliczonych osób zagrała na bardzo satysfakcjonującym poziomie i trudno komukolwiek odebrać laur dobrego aktorstwa. Najmocniej bolał mnie występ odrobinę niepodobnej do siebie Ewy Ziętek, ale prawda jest taka, że zagrała to co powinna i tak jak powinna – więc grzechem byłoby brać to pod uwagę.

Fabula z początku może lekko może być myląc, zwłaszcza jeśli macie nadzieję na sztukę czysto polityczną i naoglądaliście się plakatów. Cóż, osobiście miałem nadzieję na więcej sejmu, ewentualnie jakąś kancelarię. Ale nie jest źle. Otóż mamy hotel z którego faktycznie widać rzeczony budynek. W hotelu oni – polityk obecnej partii rządzącej i kuso ubrana sekretarka wysoko postawionego polityka opozycji. On powinien być na całonocnym głosowaniu, a ona u chorej ciotki. Wszystko byłoby dobrze, gdyby w oknie apartamentu nie pojawił się przycięty framugą trup. Kilka błędnych decyzji później przez pokój przemyka połowa obsługi, wierna prawa ręka posła – Pan Mysiak, żony, mężowie i… ale to już zobaczycie sami.

Scenariusz bywa zaskakujący i zapoznawanie się z nim to czysta przyjemność. Jest też zabawny, dobrze spolszczony i w niektórych sytuacjach bardzo aktualny. Nie miałem większego problemu z zaakceptowaniem tego co dostałem, a już po wyjściu z teatru czułem trochę żalu, że moja przygoda tak szybko się skończyłą. Humoru sytuacyjnego jest naprawdę dużo, postacie lawirują pomiędzy sobą z gracją wymieniając się ciętymi komentarzami, oszukując nawzajem, kombinując, chowając przed sobą. Z każdą minutą sytuacja staje się coraz bardziej napięta, a od kompletnego chaosu dzieli nas tylko krok. Jak pozbyć się zwłok, aby nie narobić szumu, który wywoła skandal? Jak ukryć romans? Skąd u licha przychodzi ten nieznośny boy hotelowy? Kim jest trup? Co na to matka Mysiaka? – pytania się mnożą, intryga zazębia. I tylko szkoda, że po tak cudownym pierwszym rozdziale i całkiem nieźle poprowadzonym drugim – przychodzi nie do końca sensowne zakończenie. Ale tak to już chyba bywa, gdy przesadzi się z zadawaniem pytań.

Z dekoracjami mam problem, generalnie nie przypadły mi do gustu. Lekko pstrokaty pokój hotelowy bardziej przypominał tani pokój schadzek, a trochę mniej luksusowy apartament i to w bezpośredniej bliskości sejmu. Pomijając fakt, że jest to oczywiście kwestia gustu – realnie nie ma na co narzekać. Mebli jest sporo, wydają się dość porządne, dobrze dobrane i świetnie pasują do akcji. Tytułowe okno jest – i uznałbym je bardzo ważnym uczestnikiem, a także punktem zwrotnym niniejszej komedii – z pewnością je polubicie. Jest też parlament, który jako fotorealistyczna tapeta prezentuje się świetnie i trudno odróżnić go od tego prawdziwego. Pomimo tego, że osobiście nie czułem się scenografią przekonany  i zaspokojony – tak jak już powiedziałem absolutnie nic do niej nie mam. Jeśli przychodzimy do teatru również dla scenografii – to na pewno się nie zawiedziemy. Chociaż tak jak już wspomniałem swoją pstrokatością nie bardzo pasuje mi do całkiem ładnych sal, które potrafią stworzyć magicy Kwadratu.

Dźwięk rozchodzi się bardzo dobrze, zawieszone nad sceną mikrofony wyłapują wszystko niezwykle sprawnie. Główna sala Teatru Kwadrat ma sensowną akustykę. Osoby z jakimikolwiek wadami słuchu gdziekolwiek usiądą – zawsze usłyszą to co powinny. Sam układ krzeseł (i scenografii) jest optymalny, dlatego tym razem nie będę sugerował nikomu odpowiednich siedzeń. Prawdę mówiąc wszędzie będzie dobrze. Nie gwarantuje tego samego, gdyby sztuka okazała się wyjazdowa – ale w Warszawie zastrzeżeń nie mam ani do dźwięku, ani do scenografii (jej wykonania, umiejscowienia), ani do oświetlenia, które doskonale ukrywa wszelkie cienie (co nie w każdym teatrze jest takim znów standardem).

Okno na parlament to czarująca sztuka dotykająca problemów damsko-męskich, a w mniejszym stopniu (raczej pojedynczych docinek) również polityki. Gdybym miał jakąkolwiek możliwość zmiany to z pewnością odwróciłbym proporcje, bo ile można oglądać przedstawień o zdradach i wymijaniu się w drzwiach – ale mistrz farsy Ray Rooney zna się na tym o niebo lepiej ode mnie. Okno na parlament to sztuka dobrze zagrana, świetnie wyreżyserowana i bardzo zabawna. To także porządna, ale kompletnie nie przemawiająca do mnie scenografia i całkiem sensowna fabuła, która zaskoczy Was na wiele sposobów. Najbliższe przedstawienia już 11 i 12 czerwca. Bilety kupicie w cenie od 50 do 110zł kupicie w kasie teatru oraz przez ich stronę internetową. Ale śpieszcie się! Bilety na „parlament” rozchodzą się jak świeże bułeczki. To chyba potwierdza moje słowa, że zdecydowanie warto się z nią zapoznać!

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Skomentuj tekst: (komentarze są moderowane - pojawią się po zatwierdzeniu)