Pomyślałem sobie: czemu rozmawiać z ludźmi sławnymi? Co w nich jest na tyle ciekawego, czego nie słyszeliśmy już tysiąca razy w milionie wywiadów? I wpadłem na lepszy pomysł: zrobić wywiad z kimś kto trzyma dyktafon. Kimś kto zadaje pytania. Kimś, kto często zupełnie za darmoz pasji, często wręcz z miłości – tworzy Kulturę. Śpiewa, pisze, rzeźbi lub projektuje. W cyklu „Tworzę Kulturę” przeprowadzę wywiady ze zwykłymi ludźmi, którzy tworzą lepszy świat dla Ciebie i mnie.

Dziś rozmawiam z Justyną Kowalską – moją Przyjaciółką, włóczykijem, fanką wszystkiego co związane z teatrem i właśnie nim się w życiu zajmującą. Moje pierwsze spotkanie z Nią to mała kawiarnia gdzieś w Warszawie i prawie 2h rozmowy, podczas której… nie powiedziałem ani słowa. To ona mówiła – o życiu, o sztuce, o pasjach. A ja słuchałem i poczułem, że Wy też na to zasługujecie. Że warto Wam to przekazać. Oto więc „wycinek” jej pasji. Oto ona!

1. Justyna, pracowniczka dwóch warszawskich teatrów. Wiem, że od wielu lat zakochana jesteś w tym niezwykłym świecie i dzięki uporowi i wrodzonemu talentowi pniesz się w nim coraz wyżej. Cześć, od początku – kim jesteś?

Cześć! Pomyślałam sobie – rozmowa o tym czym się zajmuję z takim fajnyn człowiekiem jak Piotrek – super, nie wzięłam jednak pod uwagę tego, że jak to bywa w wywiadach, zaczniemy od tego paraliżującego „kim jesteś?”. Jestem typem nadwrażliwca, zamknięta w kokonie przez który trudno się przedostać, na pierwszy rzut oka jestem też suką, ale myślę, że to przede wszystkim z powodu (choć ciężko w to uwierzyć) mojej nieśmiałości i wycofania. Potrzebuję czasu. Energię do życia czerpię z ludzi, którzy mnie inspirują, z miłości i tego, że mam ogromne szczęście robić w życiu to co zawsze mnie interesowało. Wynika to w dużej mierze z mojego uporu, jednakże „wrodzony talent” jak to nazwałeś, to duża przesada. Po prostu od małego ciekawił mnie teatr i nie widziałam dla siebie innej drogi, dość ryzykowne zagranie, dlatego mam nadzieję, że nie spadnie na mnie nigdy konieczność, aby zmienić kierunek, w którym zmierzam. Najlepszą odpowiedź na Twoje pytanie przyniosą na pewno kolejne odpowiedzi. Aż sama jestem ciekawa co z tego wyjdzie. 🙂

13281948_1388247621200999_898537040_n

2. Wiem, że nie jesteś z Warszawy, więc zacznijmy od Łodzi – pamiętasz pierwsze wyjście do teatru, pierwsze ciepło w sercu?

Pamiętam, że to była „Królowa śniegu”, miałam trochę ponad 3 lata. Wydaje mi się, że pamiętam też jakieś obrazy ze sceny, ale to pewnie przekłamanie w mojej głowie. W mojej rodzinie teatr był dość mocno obecny, bo dziadek pracował jako montażysta w Teatrze Wielkim i Teatrze Muzycznym w Łodzi, babcia i mama również miały swoje epizodyczne przygody z teatrem. Nikogo więc nie zdziwiło kiedy Justynka w piątej klasie podstawówki poinformowała rodzinę, że będzie studentką Akademii Teatralnej w Warszawie (wtedy to było jeszcze chyba PWST). Dlaczego akurat w Warszawie, skoro miałam pod nosem łódzką filmówkę – nie wiem. Najwyraźniej coś mnie tam ciągnęło (choć pierwszy raz do Warszawy pojechałam dopiero jakieś 4 lata później) i tak musiało być. Potem poleciało z górki: kółka teatralne, występy itd. Dużo się wokół teatru działo, chociaż aż do pierwszej klasy liceum więcej na scenie robiłam jako konferansjer, czy śpiewając w zespole. Kołek teatralnych w domach kultury przeszłam kilka, zawsze coś mi nie pasowało, nie mogłam się odnaleźć. Straciłam prawie nadzieję, że uda mi się dołączyć do jakiejś dobrej grupy.

O wyborze szkoły średniej zadecydowała …. Scena! Podczas drzwi otwartych w XLVI LO w Łodzi zobaczyłam, że mają tam piękną aulę z profesjonalną sceną, kulisami, zapadnią nawet! Otwierali w moim roczniku klasę o profilu teatralno – filmowo – telewizyjnym, więc jak sam widzisz decyzja mogła być tylko jedna. Już w pierwszym miesiącu szkoły dostaliśmy zaproszenie na warsztaty teatralne w Pałacu Młodzieży w Łodzi, myśleliśmy, że jednorazowe, okazało się, że to Pracownia Form Teatralnych prowadzona przez Jowitę Popow, zakochałam się w tym miejscu od pierwszego przekroczenia progu i tak zaczęło się piękne i bardzo kreatywne 7 lat mojego życia w Amatorskim teatrze o przewrotnej nazwie TEN Teatr. Poznałam tam wspaniałych ludzi, nauczyłam się wielu rzeczy, zagrałam w kilku sztukach i kilkunastu małych formach, miałam szansę wziąć udział w Ogólnopolskich Konfrontacjach Teatrów Młodzieżowych, a nawet zagrać na scenie wrocławskiej PWST. Wywrócenie życia do góry nogami, czyli przeprowadzka do Warszawy, wymusiły na mnie konieczność odejścia z grupy, jednak to czego się tam nauczyłam, a przede wszystkim wspaniałe przyjaźnie zostaną na zawsze. Teatr istnieje nadal, tworzą go prze-zdolni młodzi ludzie, jesteśmy w kontakcie, kto wie może jeszcze razem coś kiedyś zrobimy.

Decyzja o studiach była jasna, ponieważ nie mogłam wyjechać do Warszawy kiedy je zaczynałam, zdecydowałam się na teatrologię na Uniwersytecie Łódzkim, dyplom obroniony, więc wracając do pytania „kim jesteś”, dorzucić mogę, że jestem teatrologiem.

3. I nagle, pewnego dnia, pojawiła się Warszawa?

Właściwie to tak, nagle to dobre słowo. Zaczęłam studia w Łodzi i wiedziałam, że póki ich nie skończę o wyjeździe raczej nie ma mowy. I było tak aż do pewnego marcowego dnia w 2013 roku, kiedy Maria Seweryn zaproponowała mi bym przyjechała do pracy w Teatrze Polonia i Och – Teatrze. Poznałyśmy się rok wcześniej. Któregoś dnia wpadłam na pomysł, żeby założyć facebookowy fanpage Marii, zgłosiłam się do niej z tym pomysłem – spodobał jej się i to uruchomiło lawinę zdarzeń, dzięki której jestem w Warszawie. W 2013 roku spędziłam tam 2 wakacyjne miesiące, z bólem serca we wrześniu wyjechałam na 10-miesięczny urlop z powrotem do Łodzi i w czerwcu 2014 wróciłam i zostałam do teraz. Tak więc sen o Warszawie się spełnił i niech to trwa.

4. Wróćmy jeszcze do Twojego rodzinnego miasta, Teatry w Łodzi nie są chyba najlepiej obsadzone, słyszałem, że w mniejszych miastach poziom jest dość niski, czy to prawda?

Łódź jest moim zdaniem trochę poszkodowana w tym temacie. Od prawie dwóch lat nie chodzę tam do teatru i moja opinia wynika z tego, o czym rozmawiałam ze znajomymi czy wykładowcami, ale kiedy jeszcze mieszkałam w Łodzi, rzadko udawało mi się obejrzeć w teatrze coś, co mnie poruszyło, wzruszyło, często nawet nie oburzało, po prostu ulatniało się. Warty uwagi był przez długi czas Teatr Jaracza, obejrzałam tam dwa bardzo dobre spektakle, „Habitat” i „Lew na ulicy”, oba w reżyserii Mariusza Grzegorzka, więc może w tym tkwi odpowiedź, czemu się wyróżniły. Bardzo ciekawy stylistycznie, był też spektakl „Wg Agafii”, Agaty Dudy – Gracz, dodatkowo miał jedną z najlepszych scenografii jakie kiedykolwiek widziałam. Nie wiem jak jest teraz, mam nadzieję że się coś zmienia, nie mogę też powiedzieć jak jest w innych miastach, nie mam czasu jeździć po Polsce (niestety!). Na własnej skórze mogę się przekonać co się dzieje jedynie w Warszawie, także nie mam jak odpowiedzieć na to pytanie. Najlepiej zajrzeć do corocznego rankingu miesięcznika „Teatr” na podsumowanie sezonu, przekonamy się wtedy, że najwięcej tych wyróżnionych jest spoza Stolicy. Ja jestem pewna, że dzieje się dobrze i w Warszawie i w innych miastach. Dlatego też zachęcam do chodzenia do teatrów, nawet małych, w niewielkich miejscowościach, z pewnością można tam znaleźć prawdziwe perełki.

12496138_1331938376831924_7327960822755547051_o

Fot. Kasia Chmura – Cegiełkowska

5. Zawsze ciekawiło mnie to jak wyglądają pierwsze chwile w teatrze, sławni ludzie, lampy – podejrzewam, że pracownicy są dla siebie jak rodzina, z powodu nawiązywania pewnej intymności, skrywania się za kotarą. Trudno w to wejść, można się zachłysnąć?

Z opowiadań pamiętam, że gdy Dziadek i Babcia pracowali w teatrze, to żyli ze wszystkimi jak rodzina. Ale to też były inne czasy. Lubiłam zawsze oglądać zdjęcia Dziadka w pracy, uśmiechniętego, z kolegami po fachu. Zdarzały się też przecież przypadki, różnych zespołów aktorskich, które żyły w prawdziwej komunie. Najlepszym przykładem jest Teatr Reduta Juliusza Osterwy. Jedną z najważniejszych idei Reduty była praca zespołowa. Nie tylko wspólna twórczość, ale też podział obowiązków administracyjnych, technicznych. Redutowcy nie tylko wspólnie pracowali, ale również mieszkali. Z czasem Redutę zaczęto nazywać nie tylko komuną, ale i klasztorem, ponieważ artystom stawiano duże wymagania, dotyczące moralności i poświęcenia zarówno w pracy jak i w życiu.

Jeśli chodzi o mnie i moje początki w teatrze – to jest to inny świat, ale ja znałam go od małego, może dlatego było mi łatwiej, a może to wynika z tego jaka jestem. Ciekawią mnie ludzie. Zachwycić się mogę zarówno artystą, co i kimś mi bliskim, nie mającym z tym światem nic wspólnego. Są pewnie tacy, którzy marzą o pracy w teatrze właśnie ze względu na „sławy”, ja marzyłam o teatrze, bo to miejsce, w którym czuję się najlepiej. Mnie zachwyca ciemność kulisy, kurz na scenie, moment kiedy aktor robi pierwszy krok w światła. Mnie interesują emocje, nie popularność i reflektory.

6. Skupmy się teraz na samym teatrze jako instytucji, jaka jest? Oraz najważniejsze – jakie istnieją w nim „zawody” i do czego się sprowadzają?

To jest piekielnie trudne pytanie i nie da się na nie odpowiedzieć w dwóch słowach. Sama nie wiem czy jestem w stanie. Znam tylko teatry, w których pracuję. Nie wiem jak to wygląda w innych miejscach. Zawodów w teatrze jest masa, od obsługi widowni, przez garderobiane, akustyków, oświetleniowców, technicznych, inspicjentów, kierowników biura, po dyrekcje, panie sprzątające, i tak dalej i tak dalej. Marysia Seweryn powiedziała kiedyś „Teatr jest człowiekiem, bo na człowieku się opiera” – i tego się trzymajmy. 🙂

560579_477335755625528_681346638_n

7. Teatr to przede wszystkim ludzie, czyli klienci, czyli widzowie. Jak dużym są utrapieniem, ale tak szczerze? 🙂

Utrapienie to bardzo złe słowo! Widzowie są w teatrze najważniejsi i są wspaniali, to dla nich tam jesteśmy i robimy wszystko, żeby chcieli do nas wrócić. Nie mniej jednak widz teatralny, to materiał na pracę magisterską. Zdarzają się śmieszne sytuacje, zabawne pytania, czasami widzowie potrafią też nas wyprowadzić z równowagi, a nawet zdenerwować. To co mnie najbardziej złości to dzwoniące telefony, rozmowy na widowni, pisanie smsów , jedzenie (absolutnym hitem są cukierki!). Walczymy z tym, ale nie ma na to dobrego sposobu. Graliśmy w Teatrze Polonia taki spektakl – Zmierzch długiego dnia, aktorzy piją w nim na scenie bardzo dużo whiskey. Zdarzali się widzowie, którzy w czasie antraktu za wszelką cenę chcieli sprawdzić, czy w karafce jest alkohol, więc bez skrępowania wchodzili na scenę i łapali za trunek . 🙂

8. Podczas jednego ze spotkań rozmawialiśmy o mało znanej w Polsce akcji, czyli kupowaniu krzeseł teatralnych, wiem, że Twój teatr zrobił coś takiego – i tu dążę do pozytywnych faktów o widzach.

W zeszłym roku wymienialiśmy widownię w Och – Teatrze (stare fotele służyły od lat 40 XX wieku!). Tak jak 10 lat kiedy budowana była widownia Teatru Polonia, i tym razem widzowie mogli zostać sponsorami foteli. Każdy kto zdecydował się kupić fotel dostawał certyfikat, jego imię i nazwisko lub pseudonim, czasem dedykacja (niektórzy też zostali anonimowi) umieszczone są na tabliczkach na fotelach, na tablicach przy wejściu na salę oraz na stronie internetowej Och – Teatru. Dodatkowo taki sponsor dostawał zaproszenie na przedpremierowy pokaz spektaklu Maria Callas. Master Class. w Och – Teatrze. Akcja zakończyła się dużym powodzeniem, wszystkie fotele zostały sprzedane, a mimo to, że od tego czasu minęło już ponad pół roku widzowie nadal czasem pytają czy jest jeszcze możliwość zakupu. Za granicą taki sposób wymiany foteli jest bardzo popularny, w Polsce całkiem odwrotnie, ale co pokazali nasi wspaniali Widzowie – zainteresowanie jest ogromne! Za co bardzo dziękujemy! Widzowie często potrafią nas też zaskoczyć. Na przykład w zeszłym roku na Sylwestrowy spektakl Przedstawienie Świąteczne w Szpitalu św. Andrzeja, przyszła trzyosobowa grupa przebrana za lekarza, pielęgniarkę i pacjenta, świetnie wpasowali się w klimat sztuki, a nas wszystkich bardzo to rozbawiło!

9. Na pewno poznałaś jakieś sekrety teatralne, coś na co ludzie by nie wpadli. W skrytki podłogowe oczywiście nie wierzę, bo nie ma na to miejsca, ale może jakieś inne zadziwiające rzeczy?

Dlaczego nie wierzysz w skrytki podłogowe?! Przecież są teatry, gdzie to jest całkiem normalne. W Teatrze Polonia i Och – Teatrze też kilka spektakli ma takie swoje zadziwiające sztuczki, ale nic nie zdradzę! To okropne psuć widzom niespodziankę. Sama nie wiem jak działają niektóre z nich i szczerze – wcale nie chcę wiedzieć. 🙂 Mogę natomiast zdradzić na przykład, że w spektaklu Mayday 2, w pewnym momencie jedna z bohaterek musi dość mocno walić w drzwi, których nie może otworzyć. Aktorka jednak jest w tym samym czasie już z drugiej strony sceny, a w drzwi z kulis uderza inspicjent. Wiele jest takich zabiegów, które wyglądają w rzeczywistości zupełnie inaczej, niż myślą widzowie.

Począwszy od soku jabłkowego zamiast whisky, po pamiętnik zapisany przykładowymi tekstami z różnych książek, czy gazet. Szarlotka w Danucie W. w Teatrze Polonia, jest natomiast w 100% prawdziwa i naprawdę piecze się podczas spektaklu!

10. Słyszałem też od Ciebie, że zaczynasz zajmować się coraz poważniejszymi rzeczami, o ile oczywiście mogę Cię o to pytać – to opowiedz. 

Miałam ogromne szczęście, aż cztery razy pracować jako asystent producenta wykonawczego przy spektaklach: Stosunki prawne (reż. Marysia Seweryn) w Och – Teatrze,  Happy Now? i Mgnienie (reż. Adam Sajnuk) oraz Matki i synowie (reż. Krystyna Janda) w Teatrze Polonia. To za każdym razem była fantastyczna przygoda, nauka, porządna lekcja życia i ogromna radość. Robiłam coś w czym czuję się najlepiej. Poza Fundacją Krystyny Jandy na Rzecz Kultury pomagałam również jako inspicjent przy spektaklu muzycznym FIK Kolęda, Kolęda (reż. Cezary Domagała) w Teatrze Roma, oraz jako asystent reżysera przy Teatrze TV (Z.D Solidarność reż. Adam Sajnuk). Pokaz tego Teatru TV (taki pierwszy oficjalny) odbył się niedawno w Instytucie Teatralnym, ciekawym doświadczeniem było na pewno oglądać na dużym ekranie coś przy czym się pracowało, z resztą w niektórych ujęciach siedziałam (poza kadrem oczywiście) na wprost mówiącego aktora. Zabrałam na ten pokaz Piotrka – podobało mu się! (To prawda! P.) Mam nadzieję, że doczekamy się premiery w telewizji.

Tak jak pisałam wcześniej miałam być aktorką, ale zdecydowanie lepiej czuję się w kulisie niż na scenie i wierzę w to, że zostanę w niej na dłużej 🙂

13458650_1406224412736653_6526049217963977245_o

11. Wiem też, że zaczęłaś pisać samodzielnie, oczywiście nie masz na to aktualnie czasu, ale gdybyś mogła wystawić samodzielnie jakąś rzecz, jakie elementy musiałaby zawierać?

Mam takie marzenie, że kiedyś uda mi się zgromadzić grupę młodych ludzi i razem spróbujemy nad czymś popracować. 7 lat we wspomnianym wcześniej TEN Teatrze zaszczepiło we mnie bakcyla do takiej warsztatowej pracy z innymi. Mam nadzieje, że znajdę kiedyś czas i chętnych by półprofesjonalnie nad czymś posiedzieć, nie musieć trzymać się terminów, funduszy itd. Udało mi się napisać parę rzeczy w życiu, więc być może zrobię skok na głęboką wodę i rzucę się na coś swojego, a może będzie to adaptacja i wariacja na temat czegoś nam znanego?. Zobaczymy! Dla mnie w teatrze ważny jest człowiek i emocje, reakcje. I tego będę się trzymać jeśli kiedyś uda mi się to marzenie spełnić.

12. Ostatnio pracowałaś przy Matkach i Synach, miałem okazję zrecenzować tę sztukę i pojawić się na próbie generalnej. Ile trwa tworzenie spektaklu w miesiącach i godzinach dziennie? Dobrze to wspominasz?

To był wspaniały czas! Moja pierwsza współpraca z Krystyną Jandą i jak się można domyślać z początku ogromny stres, który zniknął na szczęście bardzo szybko, a te dwa miesiąca zamieniły się z ważną dla mnie lekcję życia i teatru. Te próby to również spotkanie z dwoma przedstawicielami młodego pokolenia aktorów, mam tu na myśli Antoniego Pawlickiego i Pawła Ciołkosza (którego to poznałam na scenie za sprawą mojego ukochanego spektaklu Dowód w reż A. Seweryna w Teatrze Polonia). Nie można przy okazji tej produkcji zapomnieć również o dwóch prze-zdolnych chłopcach: Antku Zakowiczu i Adasiu Tomaszewskim. Próby do spektakli przy których pracowałam trwały zawsze około 2,5 miesiąca. Godzinowo wyglądało to różnie, ale średnio to około 5 godzin dziennie.

Czas trwania produkcji jest różny w zależności od teatru, reżysera, tego jak wymagająca jest sztuka. Są przypadki, kiedy trwają nawet po 7 miesięcy, a może i więcej, kto wie. 🙂

13. Jesteś teatrologiem, czyli masz wiedzę o tym jak kiedyś było i widzisz na własne oczy w jakim kierunku teatr podąża. Jakieś zmiany Ci się nie podobają, a może niektóre są genialne i jesteś na tak?

Zmiany są zawsze dobre. Dlatego też jest tyle teatrów, kierunków, twórców, żeby mogło dziać się dużo i różnorodnie. Teatr jednak ma taką magiczną moc i taki przywilej, aby na niektóre pytania odpowiadać za pomocą metafory. Nie lubię kiedy reżyser o tym zapomina i tak jak było w znanym wszystkim przykładzie z Wrocławia, umieszcza na scenie aktorów porno. To jest bardzo cienka granica, którą łatwo jest przekroczyć, a mam wrażenie, że nie każdy odpowiada sobie na pytanie: po co? Czy naprawdę, żeby opowiedzieć tę lub inną historię trzeba się posuwać do takich rozwiązań.? Chciałabym, żeby teatr szokował poprzez treść, by poruszał tematy ważne, trudne. A cała reszta niech będzie tylko istotnym, ale dodatkiem do tej treści.

245_667504696608632_1341704747_n

14. Twoja praca wydaje się pracą marzeń, a z pewnością takim dowodem na to, że można poznać ludzi, którzy od zawsze imponowali, takich, którzy totalnie wpływają na wszystko co robisz – i to jest dobre. Co polecisz osobom czytającym ten wywiad jeśli chodzi o spełnianie najbardziej nierealnych marzeń?

Spełniłam w życiu wiele marzeń. Nie ma co ukrywać, że bardzo pomogli mi wspaniali ludzie, których spotkałam na swojej drodze, którym jestem ogromnie wdzięczna. Wszyscy oni jednak kiedy im za to dziękuję, mówią, że przede wszystkim zawdzięczam to sobie i swojemu uporowi. Jest na pewno dużo szczęścia w tym, że znalazłam się w tym miejscu, w którym jestem, ale prawdą jest też to, że mocno o to walczyłam. Przede wszystkim nie poddałam się kiedy było bardzo ciężko, nie poszłam prostszą drogą i nie skorzystałam z wyjścia awaryjnego. I to jedyna rada! Nie można się poddawać i trzeba sobie mocno zaufać. Marzenia się spełniają! Nawet te najbardziej nierealne. Serio! 😉

15. Ślicznie Ci dziękuję za wszystkie odpowiedzi 🙂 Aczkolwiek to chyba nie koniec naszej przygody, ponieważ… szykujemy razem program, podcast internetowy o kulturze 🙂 Więc ten wstęp jest dopiero początkiem. Jesteś gotowa?

🙂 !!!! Myślę, że nigdy jeszcze nie byłam bardziej gotowa! 🙂 Obym Cię tylko nie zawiodła. Ja również dziękuję Ci za rozmowę, a wytrwałym za dotarcie do końca. Moja rada na pożegnanie? Zacznijcie chodzić do teatru!

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Jeden komentarz

Skomentuj tekst: (komentarze są moderowane - pojawią się po zatwierdzeniu)