Oczko! W poście 21 dwa nowe filmy. Pierwszy to komedio-dramat Woodego Allena czyli Magia w blasku księżyca, a drugi to ekranizacja „światowego bestsellera” Lois Lowry o pewnej utopijnej rzeczywistości czyli „Dawca pamięci” Ciekawostką niech będzie, że miałem bardzo mocno przyczepić się do zakończenia filmu, ale skoro książki są aż 4, a pani autorka nie ma szesnastu lat, bo urodziła się w 1937 roku – jestem w stanie trochę wybaczyć fabule. Dziś swoje „3 grosze” wrzuca też Carolin – która oglądała ze mną film numer dwa.

– Magia w blasku księżyca

7627166.3O czym: Pewnego magika odwiedza przyjaciel, który ma problem. Stwierdza, że do jego znajomych wprowadziła się młoda dziewczyna podająca się za medium, ale on nie może jej zdemaskować. Prosi więc o pomoc.

Dlaczego tak: Ten film to przepiękna podróż do Francji lat 20. Instagramowe kolory, stroje z epoki, gracja, słownictwo, rekwizyty, samochody – wszytko w tym filmie jest takie jak być powinno. Nawet zegarki pokazują wspólną godzinę. Aktorzy są dobrani wspaniale, w tym filmie nic nie jest przypadkowe. Colin Firth niesie ten film dzielnie na swoich plecach, a partnerująca mu Emma Stone świetnie go dopełnia. Drugi plan również jest mocny i pomijając, że fabuła wymusza „te główne postaci” to każdy aktor mógłby być tutaj pierwszoplanowym. Partnerstwo – tak wygląda ich gra, Woody Allen wiedział kogo zatrudnić. Muzyka jest świetna, wielki plus. Dialogi są ciekawe, fabuła nie zawodzi, a i twistów fabularnych tutaj nie brakuje. Jedna z nielicznych śmiesznych komedii Allena od ponad 10 lat!

Dlaczego nie: Emma Stone jest tutaj średnio piękna, właściwie czasami jej twarz jest pusta i aż się zastanawiałem, czemu to ona dostała role. Nie podobało mi się zakończenie i niektórych złośliwości wygłaszanych przez postać graną przez Colina Firtha – było za dużo. Ludzie mówią, że film jest za nudny i przegięty w ilości dialogów – wspominam o tym, ale jak dla mnie to nieprawda.

Kiedy: Natychmiast iść do kina z mamą, dziewczyną, chłopakiem czy samemu. Świetna zabawa gwarantowana.

O tym filmie opowiadam też w formie dźwiękowej w nowym odcinku Małego Filmidła

– Dawca pamięci

7630803.3O czym: W utopijnym społeczeństwie, gdzie wszyscy są podzieleni na frakcje (znowu?), jeden wybraniec (pff) zostaje „biorcą” pamięci o tym jak wyglądało kiedyś życie na ziemi i jakie rządziły nami uczucia. Bo trzeba zaznaczyć, że niczym w filmie Equilibrium wszyscy mieszkańcy dostają zastrzyki tłumiące emocje. Oczywiście młody chłopak poznając co to np. „miłość” nie może usiedzieć w miejscu.

Dlaczego tak: Jeff Bridges, Meryl Streep, Katie Holmes – radzą sobie całkiem nieźle, chociaż nie mają wielu okazji do pokazania swojego talentu. Świetnie pomyślany brak uczuć – połowa filmu jest albo czarno-biała, albo ma stonowane barwy. Gdy uczucia się odkrywają oczywiście wszystko nabiera barw, ale gdy ich nie ma jest szaro. Świetny kontrast, który w ogóle nie razi w oczy. Ta młodsza dziewczynka przypomina mi z wyglądu „kuzynkę” Mili Kunis, albo młodszą siostrę i dobrze się na nią patrzy. Reszta młodych aktorów również daje radę. Przez kilka minut pojawia się też na ekranie Taylor Swift. Większość tych „praw” o zakazie emocji, oraz odkrywanych wspomnień nawet trzyma się kupy i jeśli wprowadzimy kiedyś „utopię” to pewnie taką (a czy będzie słuszna to już inna sprawa).

Dlaczego nie: Miałem wrażenie, że książkę na której bazuje film napisała 16 latka. Zakończenie jest bardzo luźne. Na wiele pytań nie ma odpowiedzi, nie wszystko jest logiczne. Zabrakło tak ze 30 minut, aby fabuła miała ręce i nogi. Jeśli porównać to do „Niezgodnej” czy chociażby „Igrzysk Śmierci” to nie ma w „Dawcy Pamięci” ani scen walk, ani romansu, ani jakiejś wielkiej niespodzianki.

Kiedy: To jest jeden z tych filmów, które lepiej się ogląda w kinie – z ludźmi – ale dość szybko się o nim zapomina.

3 grosze Carolin:  „Dawca Pamięci to wizja świata, w którym w celu zaprzestania wojnom i cierpieniu zlikwidowano różnice między ludźmi, pozbawiono ich emocji i wspomnień o dawnym świecie – prawdziwy koszmar dla każdego indywidualisty. Obraz z początku całkiem wiarygodnie przedstawiony, w miarę trwania filmu konsekwentnie tracił tę wiarygodność na rzecz niedociągnięć, luk w fabule i niewyjaśnionych wydarzeń. Sam film mimo braku wartkiej akcji miło się ogląda, graficznie wyjątkowo ładnie przedstawiony (szczególnie sceny ‘poznania’ na nowo świata przez głównego bohatera), muzyka również piękna i chwytająca za serce. Mimo rozczarowująco płytkiego zakończenia, skłania do krótkiej refleksji o pięknie różnorodności. 6/10”

Cinema_City_Master_RGB_whiteBg

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Skomentuj tekst: (komentarze są moderowane - pojawią się po zatwierdzeniu)