Witajcie w najnowszym odcinku „Aktualnie w kinie”! Zacznijmy dzisiejszą recenzję od mini quizu: ile aktorskich Dr. Dolittle mamy już za sobą? Odpowiedź jest bardziej zaskakująca niż sądzicie, bo z jednej strony może się wydawać, że pewnie dość dużo, z drugiej… no właśnie. Jeden w 1967 roku, dwa z Eddiem Murphym (wiedzieliście?) oraz trzy z „jego córką”. Dzisiejsza recenzja skupi się na wersji w której udział wziął niezrównany Robert Downey Jr. A sam film opowiada oczywiście o lekarzu, który rozumie mowę zwierząt. Nędza? A tu możecie się zaskoczyć, dlatego po wszelkie odpowiedzi zapraszam do recenzji. Post powstał z okazji MegaŚrody w Multikinie, na którą również serdecznie zapraszam.

  • Doktor Dolittle

O czym: Królowa angielska zapadła na tajemniczą chorobę. Ekscentryczny „weterynarz” wyrusza w podróż w poszukiwaniu leku.

Dlaczego tak: Bo to naprawdę fajne, bardzo zabawne i miejscami efektowne kino familijne. Bo w obsadzie znaleźli się Robert Downey Jr. oraz Antonio Banderas, a jeśli ktoś zamierza oglądać film po angielsku to głosu najważniejszym zwierzętom użyczają takie gwiazdy jak: Ralph Fiennes, Tom Holland, Rami Malek, Emma Thompson czy John Cena. Generalnie fabuła nie jest zła, kilka pomysłów jest całkiem spoko, a co najważniejsze w filmie jest sporo akcji. Dobra zabawa dla całej rodziny!

Dlaczego nie: Z kronikarskiego obowiązku wspomnę, że film jest finansową klapą, w tym momencie sięgającą 118 milionów dolarów strat. Zastanawia mnie też gdzie poszły te pieniądze (w gwiazdy?), bo tak słabych efektów specjalnych nie widziałem od dawna. Nie mówiąc już, ze niektóre z nich – jak słaby goryl czy tragiczny pies – psują zabawę z oglądania. W Multikinie wybrałem wersję z dubbingiem i niestety Jarosław Boberek jako główny bohater niespecjalnie mi pasował. Sam Dolittle to postać barwna, ale zbyt ugrzeczniona – brakowało mi większego wariactwa i emocji.

Kiedy: Moim zdaniem z młodszym rodzeństwem można iść – film miał zadatki na hit, ale efekty specjalne niestety nie dały rady. Strasznie mi z tego powodu przykro, ale bawiłem się nieźle. 7/10 jeśli nie ma się oczekiwań, a na pewne rzeczy przymnie oko.

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Jeden komentarz

Skomentuj tekst: (komentarze są moderowane - pojawią się po zatwierdzeniu)