Kiedy dostałem zaproszenie na spektakl prasowy do Teatru Syrena – kompletnie nie spodziewałem się tego, co mnie tam spotka. Owszem, wiem o czym jest Frankenstein i w głowie miałem kolejną interpretacje klasycznej opowieści, być może wzbogaconą o kilka nowych patentów. Z jednej strony tak właśnie było, z drugiej natomiast, z pewnością zapamiętam to co widziałem na całe życie, zwłaszcza iż miejscami nie mogłem uwierzyć w to co widzę, przecierając oczy ze zdumienia i zbierając szczękę z podłogi.

Frankenstein opowiada o złożonym z ludzkich zwłok i ożywionym za pomocą błyskawicy potworze, który nie ma pojęcia kim jest i dlaczego znalazł się dokładnie w tym miejscu. Istocie przerażonej, bezsilnej i wściekłej – gdy poznaje swój los, historie i doświadcza odrzucenia przez innych ludzi.

BIEL1199 (Copy)

fot. K. Bieliński

W głównej roli (potwora) występuje Eryk Lubos i to właściwie najważniejsza z osób pojawiających się w tym przedstawieniu. Jego kreacja aktorska przyćmiewa po stokroć to, co widziałem w teatrach do tej pory – a sławne monstrum nie tylko jest przerażające, co niezwykle ludzkie i przenikliwie smutne. Dzięki niezwykłemu talentowi Lubosa obserwujemy „małe kroki” w dojrzewaniu bestii, pierwsze słowa i rozwijanie inteligencji. Potwór jest tu jak dorosłe dziecko, które szuka odpowiedzi na najtrudniejsze pytania. Partnerujący mu w roli Victora Frankensteina Wojciech Zieliński dopełnia ten wspaniały obraz grą przekonującą i jednocześnie bardzo zachowawczą. Jego gra aktorska jest subtelna, aczkolwiek bardzo żywiołowa, idealnie pasująca do szalonego profesora. W pozostałych rolach, czasami w kilku różnych: Jerzy Radziwiłowicz, Katarzyna Zawadzka, Katarzyna Zielonka, Tomasz Sapryk, Dorota Gorjainow, Katarzyna Bagniewska, Bartłomiej Jan Nowosielski, Albert Osik, Jerzy Słonka, Aleksander Sosiński, Karolina Michalik, Iwo Kozłowski, Piotr Siejka, Patryk Pietrzak. I każda z osób wywiązała się ze swojej pracy na przynajmniej dobrym poziomie. Aczkolwiek dodatkowe brawa należą się przede wszystkim kobietom, które zgodziły się zagrać prawie nago w dość niekiedy dwuznacznych scenach. Wszystko oczywiście wydaje się być usprawiedliwione i tylko pogłębia bardzo niecodzienne uczucia towarzyszące sztuce. Warto też wspomnieć, że reżyserem sztuki jest Bogusław Linda – i tak jak w swoich kinowych przebojach – kolejny raz zachwycił. Tym razem wizją.

Dekoracji jako takich nie ma, scena wielokrotnie jest po prostu pusta. Ale jest to rozwiązane w dwójnasób – po pierwsze za pomocą niesamowitej, ale naprawdę jedynej w swoim rodzaju gry świateł, która tworzy niezwykłe efekty wizualne. Drugą rzeczą jest to, że tak naprawdę elementy dekoracji pojawiają się na scenie wtedy, kiedy są potrzebne. Te chociaż szczątkowe, są niezwykle sugestywne – tajemnicze machiny, łańcuchy. Mimo to sztuka jest nie tylko klimatyczna, co po prostu przepiękna. Użyte w spektaklu sztuczki takie jak wspomniane światło czy sztuczny śnieg – budują atmosferę tajemnicy czy wręcz mistycyzmu. Niektóre „ujęcia” ponieważ produkcja stawia na fabułę dość skokową – urzekają tak bardzo, że mogłyby się nigdy nie kończyć. Warto powiedzieć, że w sztuce pojawia się też sporo krwi oraz mrocznej symboliki – więc z całą pewnością dzieło to nie nadaje się dla młodszej widowni. Kostiumy to już czysty XVIII wiek (widoczny na zdjęciach), aczkolwiek sam „potwór” w długim skórzanym płaszczu prezentuje się dosłownie zabójczo i bardzo nowocześnie.

BIEL0773 (Copy)

fot. K. Bieliński

Jak już powiedziałem fabuła jest dość skokowa, ponieważ dzieje się przynajmniej na przestrzeni kilku miesięcy – jeśli nie lat. Miejscami dialogi są jednak trochę przekombinowane, co wprawiało publiczność w drobne napady śmiechu, niestety w momentach, w których nie powinno się tak dziać. Dialogi słychać głośno i wyraźnie, nie ma najmniejszego problemu z nawet dość cichymi momentami, więc z każdego miejsca sali usłyszymy o co chodzi. Niestety problem jest z początkową widocznością, ponieważ dużo dzieje się na leżąco, a krzesła w Syrenie mają dość małe odchylenie, przez co wyższe osoby czasami zasłaniają.

Osobny akapit należy się jednak muzyce, która nie tylko jest „koszmarnie” klimatyczna, co według mojego słuchu nie zawsze jest muzyką, czasami po prostu dobrze zmontowanym… wyciem potwora. To zdecydowanie ciekawy zabieg.

Frankenstein jest sztuką stawiającą na brutalną estetykę, sztuką reanimującą klasyczność prądem nowoczesności. To bardzo krwawa, smutna i mądra opowieść o pochodzeniu i tolerancji. Rzecz na pewno nie nadająca się dla widzów wrażliwych, pełnych uprzedzeń. Jeśli macie otwartą głowę i jesteście ciekawi jak zmierzył się z jednym z największych dzieł Bogusław Linda – rezerwujcie sobie wolny wieczór. Naprawdę warto.

Bilety kupicie w kasach Teatru Syrena oraz przez ich stronę www w cenach od 70 zł do 150 zł. Najbliższe spektakle już w dniach: 17.03.2016 19:00, 18.03.2016 19:00, 19.03.2016 19:00, 22.04.2016 19:00, 23.04.2016 19:00, 06.05.2016 19:00, 07.05.2016 19:00, 08.05.2016 19:00 – ale śpieszcie się – bilety rozchodzą się jak świeże bułeczki.

Ze swojej strony serdecznie polecam.

Niekulturalny

logo70lat_bw

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Skomentuj tekst: (komentarze są moderowane - pojawią się po zatwierdzeniu)