Jesień to najpiękniejszy czas w roku – wieczory robią się dłuższe, pijemy grzane wino i spotykamy się z przyjaciółmi na małe przyjemności: długo odkładany film, ploteczki albo grę planszową. Najbardziej lubię ten ostatni punkt, bo nic tak nie wzmaga umysłu oraz kontaktów międzyludzkich jak wspólna posiadówka przy stole wypełnionym smakołykami oraz nową, pachnącą drukarnią grą planszową.

Pod koniec października wpadła mi w ręce produkcja dość niezwykła, bo pozwalająca wcielić się w niektórych z najbardziej kultowych złoczyńców świata Disneya. Produkcja ta, czyli Disney Villainous od jakiegoś czasu zdobyła wierne grono fanów, hen daleko na zachodzie – ale dzięki firmie Ravensburger – mamy szczęście doświadczyć jej w zlokalizowanej, polskiej wersji.

Sama idea jest więc przewrotna – jako Ci źli realizujemy swoje cele, aby odwrócić bieg dobrze nam znanej historii, gdzie „Ci dobrzy” są jedynie pewnego rodzaju tłem, przeszkodą w drodze do ostatecznego zwycięstwa. Co ciekawe chociaż gramy oczywiście wspólnie, to tak naprawdę każdy z graczy raczy się grą w swoim tempie, realizując osobne scenariusze dla swoich antybohaterów.

A co w pudełku? 🙂 Całe morze wspaniałości:

  • 6 pionków symbolizujących Złoczyńców
  • 6 Plansz
  • 6 Talii Złoczyńcy (30 kart w jednej talii)
  • 6 Talii Przeznaczenia (15 kart w jednej talii)
  • 6 Przewodników Złoczyńcy (charakterystyka i wskazówki odnośnie danego Złoczyńcy)
  • 3 Żetony Blokady
  • 1 Żeton Przeznaczenia
  • 1 Kociołek
  • 80 Żetonów Mocy
  • 6 Kart Referencji (z celami każdego ze Złoczyńców oraz symbolami Akcji)

Same zasady gry są dość proste (aczkolwiek wymagają przygotowania, bo na początku można się pogubić):

Każdy z graczy wybiera jednego ze Złoczyńców i otrzymuje przypisane do niego itemki: Talię Złoczyńcy, Talię Przeznaczenia, Przewodnik Złoczyńcy, Planszę, Pionek oraz specjalną Kartę Referencji. Następnie gracze pobierają po 4 karty i rozpoczynają rozgrywkę Pierwsza osoba nie dostaje Żetonu Mocy, każda kolejna pobiera coraz to większą ich liczbę ze specjalnego kociołka (Gra jest maksymalnie 6 osobowa, tak więc pierwszy gracz nie otrzymuje żetonu, drugi otrzymuje jeden, trzeci i czwarty dostają po dwa, a piąty i szósty po trzy).

Następnie każdy ze złoczyńców sprawdza swój cel, który znaleźć może na Kartach Referencji – warto wspomnieć, że rzeczone karty są takie same dla wszystkich graczy, dlatego też wszyscy znają cele innych graczy. W swojej rundzie wykonujemy zadania widoczne na planszach przynależnych do danego antybohatera, a także w pewien sposób (za pomocą Kart Przeznaczenia) atakujemy i mieszamy w planszach naszych oponentów. W wielkim skrócie: każdy z graczy gra we własnej „bajce” na własny cel, ale jednocześnie osoby, które siedzą z nami przy stole mogą, a nawet muszą – nam te cele utrudniać. Wygrywa ten, kto jako pierwszy osiągnie wszystkie opisane cele.

A same cele? Jak najbardziej różne – od zebrania największej liczby żetonów mocy przez bardziej złożone cele (np. osiągnięcie kilku po kolei) z finałowym pokonaniem jednego z pozytywnych bohaterów. Brzmi prosto i generalnie takie jest, aczkolwiek po drodze pojawia się sporo przeciwności, które wymagają częstego sięgania po instrukcję (przynajmniej na początku).

Jeśli już na tym etapie miałbym się do czegoś przyczepić to z pewnością do wyboru samych złoczyńców – Twórcy chyba inaczej rozumieją kultowość pewnych postaci, albo w Polsce w inny sposób podchodzimy do animacji Disneya. A dlaczego? Otóż łotrami są: Kapitan Hak, Królowa Kier, Książę Jan, Dżafar, Diabolina i Urszula – chociaż mam 33 lata i jestem w stanie „z głowy” przyporządkować ich do filmów w których wystąpili (no dobrze, może nie mam pojęcia kim jest Książę Jan), tak… gdzie jest Skaza? Albo Hades czy chociażby Cruella? Pod tym względem nieśmiałe rozczarowanie.

Same karty zostały natomiast wykonane bardzo porządnie i przyznam szczerze, że prezentują się więcej niż intrygująco. Każda z nich to kilka ślicznych obrazków nawiązujących do dzieł Disneya oraz parę przebiegłych celów/zadań, które dany „złol” musi po drodze wykonać. Karty wspomagające z sojusznikami czy np. zaklęciami również są bardzo klimatyczne, a dzięki temu, że każdy „Villain” ma swój własny kolor – są trudne do pomylenia (nawet pomimo tego, że Karty Przeznaczenia są białe, to jednak ze wzorami odpowiadającymi osobie, którą gramy.

Wspomniana gra jest niestety na początku dość trudna i przyswojenie jej zasad wymaga kilku minut ciszy i skupienia, a prawdę mówiąc – kilka pierwszych partii wypada rozegrać na głos, dokładnie opowiadając sobie co robimy. Jeśli zbierzemy szóstkę znajomych, warto pamiętać również o większym stole – każdy z graczy musi rozłożyć swoją planszę, dwie talie kart z każdej strony, a dodatkowo obszary góry/dołu będą rozwijane także podczas potyczki. Więc kart tu co niemiara i musimy rozkładać je dosłownie z każdej strony naszej planszy.

Runda po rundzie bawimy się jednak coraz lepiej – zadania są zróżnicowane, zależności pomiędzy kartami bardzo dobrze przemyślane, a miejscowa waluta (żetony dobierane z kociołka) zachęcają do gry ostrożnej i przemyślanej. Ciągła kombinatoryka jak osiągnąć swój cel, czym zaszkodzić koledze i jak nie „zbankrutować”, aby ciągle wykonywać zabójcze ruchy – to główne mięso tej naprawdę niezłej planszówki.

Disney Villainous to gra kompletna, w dodatku mająca bardzo duży plus, o którym nie wolno zapominać – sześciu Złoczyńców to świetna „replayability” czyli możliwość ponownego powtarzania całej gry i odkrywania jej na nowo – zanim poznamy całą szóstkę minie trochę czasu, a że sposoby na grę każdym z nich są naprawdę zróżnicowane (np. tylko Diabolina ma mroczne zaklęcia) tak za każdym razem sesja z przyjaciółmi przebiegnie trochę inaczej, w innym tempie i różnym stopniu skomplikowania. Ciągła walka z czasem, wykonywanie zadań, dobieranie kart i uprzykrzanie życia innym – tym charakteryzuje się ta niezwykła, „rodzinna” gra planszowa. Ja byłem na tyle zadowolony z próbnych partii, że z miejsca umówiłem się na więcej z najbliższą mi ekipą planszówkowych świrów.

Recenzowane Disney Villainous to pięknie wydana, nieco trudna gra planszowa, która z pewnością wyrwie Wam kilka godzin z niedzielnego popołudnia. Sam produkt kupicie np. na stronie Empiku w cenie od 167zł. Jeśli od zawsze chcieliście wcielić się w „tego złego” – z pewnością nie pożałujecie.

Grę do recenzji dostarczył mi jej wydawca, firma Ravensburger – za co serdecznie dziękuję!

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Skomentuj tekst: (komentarze są moderowane - pojawią się po zatwierdzeniu)