Jeśli jest na sali ktoś, kto nigdy nie kochał – niech pierwszy rzuci kamieniem. A kto nigdy nie kochał jakiegoś aktora albo postaci „telewizyjnej” powinien od razu zamienić się w deszcz meteorytów! My z Martą kochaliśmy wiele razy – czasami mniej, czasami bardziej. Kochaliśmy od dzieciństwa, kochaliśmy w latach młodzieńczych i na tych miłościach postanowiliśmy tym razem się skupić w naszej liście TOP 10. A dobry los sprawił, że nasze szczeniactwo objęło całe lata 90 – w moim odczuciu najfajniejszy okres w historii nie tylko kina, ale również (a może przede wszystkich) telewizji. Nie wszystko „przyszło” do Nas z ameryki na czas, ale dzięki takim stacjom jak np. Polsat czy Polonia 1 – coś w naszym kraju jednak się działo. Z tej okazji zapraszamy Was na podróż przez nasze subiektywne TOP 10 aktorów/postaci, którzy rozpalali wyobraźnie nie tylko naszą, ale również milionów ludzi na całym świecie. Żeby było zabawniej to każde z nas opisało również osobę… odmiennej płci (niż nasza). Bo miłość nie zna granic – tym bardziej ta telewizyjna. Marta jak to zwykle bywa opisała miejsca nieparzyste, a ja parzyste. Post powstał również po to, aby uhonorować  Luka Perry’ego, który kilka dni temu zmarł z powodu rozległego udaru. Koniecznie dajcie nam znać do kogo Wy za młodu wzdychaliście. Możecie to zrobić w komentarzu pod postem, albo w tym wątku na facebooku! Bardzo serdecznie polecam też śledzić Martę na Twitterze, a gdy już to zrobicie – nie zapomnijcie kliknąć i mnie! O tutaj!

10. Różowa Power Rangers – Amy Jo Johnson

Bądźmy ze sobą szczerzy, w końcu na niekulturalny.com.pl sami przyjaciele – wszyscy oglądaliśmy Power Rangers, bo za szczeniaka nic więcej nie było nam do szczęścia potrzebne. Walki kung-fu? Tak. Szkolne życie? Tak. Piękni chłopcy, ładne dziewczyny? Jak najbardziej. Dwie postacie komediowe w osobach Czachy i Mięśniaka? No pewnie! Dodatkowo beztwarzowi “kitowcy” i świetnie wykreowani “główni źli”? I roboty Dinozaury?! Jak tu nie kochać tej niesamowitej produkcji, a już w ogóle jak nie kochać “różowej”, która swoim niewątpliwym seksapilem podnosiła ciśnienie w żyłach każdego nastoletniego chłopca? Amy Jo Johnson do dziś nie straciła niczego ze swojej urody i od czasu do czasu pojawia się nawet w rozmaitych filmach Sci-Fi (a że koszmarnych to już inna sprawa). Piękna, seksowna, waleczna. Chciałem być zielonym/białym wojownikiem i mieć u niej szanse. Ech, może w alternatywnej rzeczywistości mi się udało! Warto również przypomnieć, że postać różowej wojowniczki jest zwykle fantastycznie obsadzona, gdyż Naomi Scott z wersji 2017 jest nie mniej gorąca od “oryginału”.

9. Rob Stewart jako Nick Slaughter

Jako dzieciak wprost uwielbiałam szeroko rozumiane seriale kryminalne. Dzisiaj już mi przeszło, ale w latach 90tych jarałam się na maksa chociażby Gliniarzem i prokuratorem, Tequilą i Bonettim, czy właśnie Żarem Tropików. Ten ostatni, mam wrażenie był u nas chyba najmniej popularny. Każdy odcinek opierał się nie tylko o konkretną sprawę kryminalną, ale i chemię między parą głównych detektywów. Wszystko to działo się w malowniczej scenerii, gorącej Florydy. Już samo to mogło rozgrzewać widzów do czerwoności, szczególnie w cierpiącej na brak słońca Polsce. Poza fantastyczną scenerią, również niezaprzeczalna uroda oraz charyzma Roba Stewarta były jednymi z największych atutów serialu. Chyba każdy chłopak marzył, aby być kiedyś takim luzakiem jak on, mając dodatkowo wielką kolekcję hawajskich koszul. Dziewczyny, w tym młoda ja, skrycie podkochiwały się w tym wygadanym detektywie, który przy rozwiązywaniu spraw, równie często co spluwą, posługiwał się swoim urokiem osobistym. Aktorowi partnerowała urocza Carolyn Dunn, która spełniała się nie tylko jako ozdoba ekranu, ale i indywidualna, wyrazista postać, która uczyła małoletnie dziewczęcia, że warto być twardą i nieustępliwą. Ruda kokietka, za którą szaleli faceci, a jednocześnie nie dająca sobie w kaszę dmuchać pani detektyw? Hell fucking yeah!

8. Tiffani Thiessen

Bądźcie ze mną szczerzy – mało kto kojarzy wspomnianą i widoczną pod opisem Panią. Ale to nie jest jakiś wielki powód, aby nie móc się w niej kochać. O ile mnie pamięć nie myli Tiffani była czarnym charakterem w Beverly Hills 90210. Ja poznałem ją dopiero w serialu Gliniarze bez odznak, gdzie zagrała seksowną, twardą agentkę, która zlecała coraz to nowe misje głównym zabijakom. Skórzana kurtka, piękna buzia i… seksowne sesje zdjęciowe, które można było odnaleźć w „internecie” tamtych czasów. Piękna, zawadiacka – to jedna z niewielu aktorek w ogóle dla których byłem w stanie oglądać jakiś serial – np. Białe kołnierzyki. Jeśli natomiast kochacie filmy grozy i tak jak ja wychowaliście się na „Strasznych filmach” to musicie sprawdzić „Piszcz, jeśli wiesz co zrobiłem w ostatni piątek 13tego”, gdzie Thiessen zagrała mało rozgarniętą dziennikarkę. Trudno mi wytłumaczyć dlaczego ona, chyba pociągała mnie drapieżność, którą w tamtym okresie emanowała. Dziś chociaż miewa problemy z wagą – nadal przyciąga mój wzrok i nie-do-końca-niewinne myśli.

7. Lucy Lawless jako Xena

Zgodnie z tym co Piotruś wyjaśnia poniżej (spoiler, bo to punkt 6) i ja miałam swojego krasza tej samej płci! W latach 90tych, wybór mógł być tylko jeden: waleczna, bezkompromisowa, ubrana w kuse wdzianko Xena! Chyba każda dziewczynka oglądająca wówczas ten serial, chciała być taka jak Lucy Lawless: pewna siebie, odważna i pokonująca problemy za pomocą jednego solidnego kopnięcia. I miecza. Dzisiaj można się śmiać z poziomu tej historii (będącej niejako spin-offem Herculesa), efektów specjalnych i scenariusza, ale gdy cofniemy się o te 20lat, zobaczymy, że ta opowieść była wprost skazana na sukces. Ikoniczna główna bohaterka, solidna przygodówka i mnóstwo mnóstwo akcji – Xena była jedną z moich ulubionych historii. I mimo że pod względem jakości produkcji, lepiej wypadał Herkules, to jednak dzisiaj, z perspektywy czasu, bardziej kocham właśnie Xenę, niż bohatera granego przez Kevina Sorbo.

6.Facundo Arana

Niech co delikatniejsi zamkną oczy – nadchodzi gejoza najwyższego poziomu. Nie uwierzę temu, kto nawet przy pełnym heteroseksualizmie nigdy nie miał swojego krasza w aktorze tej samej płci. W dzisiejszych czasach moim jest Zac Efron, natomiast kiedyś był nim Facundo Arana. Nie wiem czy bardziej mi się podobał czy raczej chciałem być taki jak on – gdyż w moim odczuciu był to facet idealny. Facundo pojawił się wielokrotnie u boku Natalii Oreiro (której w sumie nie lubię!) w takich telenowelach jak Zbuntowany Anioł czy Jesteś moim życiem – obu bylem wielkim fanem (szczególnie tej drugiej, która w pewnym momencie wplotła w swoją fabułę chorą dawkę autoironii). Męski, zaradny, tajemniczy. Gdyby Facundo z tamtego okresu wparował na białym koniu i powiedział “wsiadaj” – pewnie nie byłoby już tego bloga! I nie uwierzę, że Wy nigdy o nikim tak nie myśleliście! Więc bez podśmiechujek, bo sprawdzę Wam historię przeglądarek!

5.William Shockley jako Hank Lawson

Fanki tego niedzielnego, familijnego pierdu pierdu jakim był serial Dr. Quinn, można podzielić z grubsza na dwie ekipy: team Sully i team Hank Lawson. Podczas gdy sympatycznego i dobrodusznego Indianina darzyłam jedynie sympatią, do niegrzecznego i cholernie seksownego dzikusa o zabójczym uśmiechu i burzy blond włosów, moje młodzieńcze serce biło jak szalone. Szczegóły fabuły i konkretne historie już dawno zatarły się w pamięci, ale magnetyzm i charyzma Hanka są wiecznie żywe. Oprócz bycia nieprzyzwoicie przystojnym, Hank miał też inną ważną rolę: bycie przeciwwagą dla w większości grzecznych i poprawnych wątków, które miały spełniać “familijną” rolę serialu. Wątki Hanka charakteryzowały humor, nieprzewidywalność, energia. Mimo że jego ulubioną aktywnością były bójki, to potrafił być też zbirem o gołębim sercu, czym zjednywał sobie sympatię nie tylko fanek serialu, ale i statecznych dam z Colorado Springs. Przyznam szczerze, że późniejszej kariery Williama, który dziś istnieje w mojej świadomości głównie jako jeden z pierwszych i największych kraszów dzieciństwa, już nie śledziłam. Mając na uwadze jego nieprzeciętny urok osobisty i aktorski talent, pozostaje mi dziś jedynie żałować, że stał się niejako więźniem swojego wizerunku, a przez to też lat 90tych.

4. Melissa Joan Hart jako Sabrina nastoletnia czarownica

Jedną z pierwszych miłości każdego chłopaka (zgaduję, że dziewczyny też) jest ktoś ze szkoły lub z sąsiedztwa. Wiecie, ktoś totalnie zwykły, ale jednocześnie emanujący czymś niesamowitym. Moją miłością była Melissa Joan Hart – gdy dziś o tym myślę to nic jej nie wyróżniało – niezbyt urodziwa blondynka, w dodatku niekiedy trochę tyła, potem chudła. Najzwyklejsza dziewczyna jakich wiele, totalnie z sąsiedztwa (chociaż za wielką wodą) ale właśnie to czyniło ją wyjątkową. Zresztą, skoro była “czarownicą” to wspomniana „inność” rozszerzała się na kolejne miłosne planety. Mieć dziewczynę z supermocami, która kamienie zamienia w żywe zwierzęta, strzela mocą na prawo i lewo? WOW! Władza to jednak największy afrodyzjak – zwłaszcza jeśli ma się wredne zapędy (ja miewam). Siedem sezonów to dla mnie dużo za mało i chociaż “nowa Sabrina” również jest całkiem sympatyczna, to jednak jestem już dużo za stary na takie młode dziewczęta i serialu nawet nie skończyłem. Melissę kochałem przez wiele nastoletnich lat, nie raz nie dwa – śniąc o niej i jej przygodach.

3. Lorenzo Lamas jako Renegat

Nie ma bardziej ikonicznego intra serialowego z lat 90tych, jak to Renegata! Ta muza, ta historia, no i w końcu on: wyjęty spod prawa, samotny mściciel w skórze i na harleyu! Archetyp twardziela po przejściach, któremu każda z nas chciała posklejać serce. Serial wyjątkową oryginalnością nie grzeszył, wpisując się raczej w nurt kopanych, tandetnych historii z prościutką fabułą w tle, ale charyzma Lorenzo robiła swoje. Sam serial pachniał testosteronem, amerykańskim duchem i wolnością, będąc prawdziwą kolorową i energetyczną petardą zza wielkiej wody. Zastanawia mnie dlaczego, gdy dziś rozmawiamy na temat lat dziewięćdziesiątych, to najczęściej wspominamy takich bohaterów jak Cordell Walker czy chociażby MacGyver, jakby zapominając o fantastycznej zajebistości Reno Rainesa, który w interpretacji Lorenzo był ucieleśnieniem amerykańskiego ducha i strażnika porządku. Co ciekawe, jedną z pierwszych ról tego ekranowego super twardziela, był występ w kultowym filmie Grease.

2. Christina Applegate jako Kelly Bundy

Świat według Bundych to serial nie tyle mojego dzieciństwa co życia. Możliwe, że to co powiem powinno zostać przemilczane – ale to on mnie ukształtował. Gdy oglądam go dzisiaj (a robię to już koooolejny raz) łapię się za głowę – że świat tak okrutnie skapcaniał i poszedł w niemożliwą do zaakceptowania przez normalnego człowieka poprawność polityczną. Ale to nie liczne żarty z grubych bab przyciągały mnie przed ekran – wabikiem na nastoletniego chłopaka była przede wszystkim Christina Applegate czyli serialowa Kelly. Jej kuse stroje, notoryczny brak stanika czy wyzywające zachowanie to nic w porównaniu z jej urodą, która z każdym rokiem czyniła z niej piękniejszą i seksowniejszą młodą kobietę. Jeśli wielokrotnie wyobrażałem sobie w tamtym okresie partnerkę, której nie wypuściłbym z łóżka – była nią głupiutka Kelly. W późniejszych czasach zdarzało mi się oglądać filmy z “Krystyną”, ale szczerze przyznam, że nigdy nie zrobiła na mniej już takiego wrażenia, jak przez 11 sezonów tego kultowego serialu. Applegate miała dość ciężkie życie – kariera nie szła tak jak trzeba, a wyniku choroby musiała wyciąć obie piersi. Na szczęście 48 letnia dziś „Kelly” jest nadal aktywna zawodowo, a ostatnio mogliśmy zobaczyć ją np. w Złe mamuśki 2: jak przetrwać święta. Z nowszych wiadomości pojawi się w tym roku (w głównej roli) w serialu komediowym Już nie żyjesz. Z ciekawości spojrzę!

1. Luke Perry jako Dylan McKay

Mimo że należę do pokolenia, które przeżywało raczej powtórki odcinków Beverly Hills, niż ich bieżącą emisję, to i mnie nie ominęła prawdziwa Dylanomania. Wiecznie zmarszczone czoło, pękata walizka problemów, niski głos, który robił z dziewczynami lat 90tych wszystko. No i ten poplamiony, biały t-shirt! Dylan McKay był Jamesem Deanem naszego pokolenia. Niepokornym chłopakiem, któremu każda z nas chciała pomóc, a potem odjechać wspólnie w stronę zachodzącego słońca. Jako trochę podrapana i poobijana wersja stereotypu kalifornijskiego chłopaka, wnosił w nasze życie bunt, wolność i potrzebę wyrażania siebie. Szczególnie w Polsce, która dopiero budziła się do życia, zachłystując się amerykańskim snem i jego kolorami. Mimo że Luke Perry nigdy nie był wybitnym aktorem, to jako Dylan odcisnął olbrzymie piętno na ówczesnej telewizji i pokoleniu młodych ludzi dorastających w latach 90tych. Jego śmierć, w tak przecież młodym wciąż wieku, to koniec pewnej epoki i bolesne uświadomienie nam jednej okrutnej prawdy – lata naszej młodości były dawniej niż mogłoby się nam wydawać.

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Jeden komentarz

  • Mnie także wychowywała telewizja lat 90. i większość tych osób kojarzę, jedynie „Zbuntowanego anioła” nie oglądałem (choć mój tata oglądał i lubił Natalię Oreiro). Z takich latynoskich, telenowelowych klimatów bardziej lubiłem Thalíę („Maria z przedmieścia”) i Angie Cepedę („Luz Maria” ). Najchętniej oglądałem seriale kryminalne – „Żar tropików” był naprawdę uroczy, bardzo też lubiłem zapomniany już kompletnie serial „Niebezpieczne ujęcia” („Cover Up”) z udziałem Jennifer O’Neill (jeszcze wtedy nie wiedziałem, że aktorka miała już w dorobku rolę we wspaniałym dziele Fulciego, „Siedem czarnych nut” – ten film obejrzałem już w XXI wieku na Polonii 1). Dobrze się oglądało również „Gliniarza i prokuratora” – gdybym więc miał wymienić jakiegoś faceta, którego szczególnie zapamiętałem z tamtych czasów, to byłby to Joe Penny jako Jake Styles. „Renegata” też oglądałem regularnie. Do zakurzonych seriali lat 90. zaliczyłbym jeszcze „Vanishing Son” Roba Cohena z Russellem Wongiem. Zagrała w nim śliczna chińska aktorka Vivian Wu, która potem wystąpiła w „Pillow Book” Greenawaya. Na mojej liście pamiętnych postaci z tamtych lat znalazłaby się także Teri Hatcher jako Lois Lane w „Nowych przygodach Supermana” 🙂 No i był jeszcze taki serial „Miłość i dyplomacja”, który pamiętam głównie z tego, że kończył się śmiercią prawie wszystkich bohaterów 😀

Skomentuj tekst: (komentarze są moderowane - pojawią się po zatwierdzeniu)