Skip to main content

Deer & Boy od pierwszych zwiastunów wyglądało jak gra stworzona dla mnie. Mroczna, kameralna platformówka opowiadająca historię bez słów, stawiająca na emocje zamiast efektownych walk – właśnie takie produkcje lubię najbardziej. Nic więc dziwnego, że siadałem do niej z naprawdę dużymi oczekiwaniami. Niestety z każdą kolejną godziną spędzoną z nią na Nintendo Switch 2 coraz częściej zamiast chłonąć klimat, walczyłem z problemami technicznymi. A szkoda, bo pod tymi wszystkimi niedociągnięciami kryje się naprawdę dobra gra.

Historia opowiada o chłopcu, który ucieka z domu i podczas swojej podróży spotyka rannego jelonka. To właśnie relacja tej dwójki stanowi serce całej opowieści. Nie znajdziecie tutaj dialogów ani rozbudowanych przerywników filmowych. Twórcy stawiają na narrację prowadzoną obrazem, muzyką i drobnymi gestami bohaterów. Przez pierwsze minuty działa to naprawdę znakomicie i bardzo szybko złapałem się na tym, że mocno kibicuję tej dwójce.

Najbardziej spodobało mi się to, jak Deer & Boy buduje swój klimat. Deszczowe ulice, opustoszałe lokacje, policjanci szukający chłopca czy robotnicy, których lepiej omijać szerokim łukiem, sprawiają, że niemal przez cały czas towarzyszy nam poczucie zagrożenia. Naprawdę można poczuć się jak dziecko, które uciekło z domu i próbuje odnaleźć się w świecie pełnym niebezpieczeństw.

Nieco gorzej wypada sama fabuła. Jej początek jest bardzo przyziemny, wiarygodny i emocjonalny, ale z czasem coraz śmielej wkraczają do niej motywy nadnaturalne, które – moim zdaniem – bardziej szkodzą historii, niż ją wzbogacają. Zamiast skupić się na relacji chłopca i jelonka oraz ludzkich emocjach, scenariusz zaczyna uciekać w symbolikę, metafory i tajemniczą fioletową energię. Zupełnie mnie to nie przekonało. Odniosłem wręcz wrażenie, że twórcy niepotrzebnie skomplikowali historię, która w swojej prostszej formie działała znacznie lepiej.

Pod względem rozgrywki Deer & Boy nie próbuje wymyślać koła na nowo, ale po prostu dobrze się w to gra. Skaczemy, wspinamy się, przesuwamy skrzynki (kłody), rozwiązujemy proste zagadki środowiskowe i współpracujemy z jelonkiem. Bardzo spodobał mi się pomysł noszenia go w plecaku i wykorzystywania podczas rozwiązywania łamigłówek. To prosta mechanika, ale daje sporo satysfakcji i sprawia, że więź z naszym małym towarzyszem staje się jeszcze bardziej naturalna.

Nie wszystko wypada jednak równie dobrze. Sekcje pościgów często opierają się na metodzie prób i błędów, przez co zamiast budować napięcie potrafią zwyczajnie irytować. Do tego dochodzą momenty, w których zagadki przegrywają z nieczytelnym projektem lokacji. Kilka razy utknąłem nie dlatego, że łamigłówka była trudna, ale dlatego, że nie zauważyłem interaktywnego elementu ukrytego gdzieś w cieniu. Albo w ogóle nic nie zauważyłem, bo po prostu niczego nie było widać.

Największym problemem tej wersji (nie wypowiadam się o innych, ale mam pewne przeczucia) pozostaje jednak jej stan techniczny. Grałem na Nintendo Switch 2 i niestety bardzo często trafiałem na spadki płynności, szczególnie podczas automatycznych zapisów gry. Zdarzały się wyraźne przycięcia, migające tekstury i momenty, w których oprawa wizualna po prostu przestawała wyglądać dobrze. W trybie przenośnym dało się jeszcze przymknąć na to oko, ale po podłączeniu konsoli do telewizora wszystkie niedoskonałości stawały się znacznie bardziej widoczne. Rozmyte tekstury, mocny aliasing i migoczące cienie skutecznie wybijały mnie z klimatu, który przecież jest jednym z największych atutów tej gry. W trybie przenośnym grałem na „wzmocnieniu”, nowej funkcji Switcha, która emuluje podłączenie do telewizora nawet, gdy tego nie robimy. I było źle, dlatego z ciekawości wyłączyłem ten tryb i sprawdziłem jak gra chodzi bez wzmocnień – i o boże, takiego migotania obrazu i spadków klatek nie widziałem chyba od 10 lat. To bolesne o tyle, że Switch 2 nie jest przesadnie słabą konsolą i zdarzało mi się widzieć w akcji naprawdę wymagające tytuły, a nie „chłopca biegnącego w prawo w kompletnej ciemności”.

Na szczęście oprawa dźwiękowa stoi na bardzo wysokim poziomie. Ścieżka dźwiękowa jest subtelna i nie próbuje za wszelką cenę wybijać się na pierwszy plan, ale doskonale podkreśla melancholijny charakter całej przygody. W spokojniejszych momentach słychać głównie delikatną muzykę, odgłosy deszczu czy kroki bohaterów, co jeszcze mocniej buduje atmosferę. Kiedy akcja przyspiesza lub pojawiają się bardziej emocjonalne sceny, muzyka naturalnie nabiera intensywności, nie tracąc przy tym swojego klimatu. To jedna z tych gier, w które naprawdę warto zagrać w słuchawkach, bo dźwięk jest tutaj równie ważnym elementem opowieści jak obraz.

Deer & Boy to produkcja z ogromnym sercem. Największe wrażenie zrobiła na mnie relacja chłopca z jelonkiem, świetnie zbudowany klimat oraz sposób prowadzenia narracji bez dialogów. To właśnie te elementy sprawiają, że mimo prostoty rozgrywki chce się iść dalej i odkrywać kolejne rozdziały tej historii. Szkoda tylko, że twórcy z czasem zbyt mocno odchodzą od przyziemnej opowieści na rzecz symboliki i motywów nadnaturalnych, które nie wybrzmiewają już tak dobrze. Jeszcze większym problemem jest jednak stan techniczny wersji na Nintendo Switch 2. Problemy z płynnością, błędy graficzne i nierówna jakość oprawy sprawiają, że gra zbyt często wybija z klimatu, który w innych okolicznościach mógłby być jej największym atutem.

W kilku osobistych słowach: Deer & Boy to gra, która od samego początku trafiła w mój gust. Uwielbiam kameralne, mroczne platformówki opowiadające historie przede wszystkim klimatem i emocjami, dlatego naprawdę chciałem ją pokochać. Niestety wersja na Nintendo Switch 2 skutecznie utrudnia czerpanie z niej pełnej przyjemności. Problemy z płynnością, błędy graficzne i kilka fabularnych decyzji sprawiają, że zamiast całkowicie zanurzyć się w tej opowieści, co jakiś czas brutalnie wracałem do rzeczywistości.

Mimo wszystko nie uważam Deer & Boy za złą grę. Wręcz przeciwnie – widzę w niej ogromny potencjał i naprawdę wartościową historię. Po prostu mam poczucie, że zasługuje na lepsze wydanie, bo wtedy bez wahania poleciłbym ją każdemu fanowi klimatycznych platformówek.

Sam zdecydowałem się na wersję na Nintendo Switch 2 głównie dlatego, że była najtańsza, więc w pewnym sensie był to świadomy kompromis. Mimo to uważam, że od gry tego typu można oczekiwać znacznie lepszego stanu technicznego. Nie oczekuję rewolucji w rozgrywce, ale chciałbym, żeby w 2026 roku takie produkcje po prostu działały płynnie i nie wybijały z klimatu problemami technicznymi.

Moja ocena to 6/10. Uważam, że warto dać Deer & Boy szansę, szczególnie jeśli lubicie melancholijne, narracyjne platformówki. Jeśli jednak macie możliwość wyboru platformy, rozważyłbym inną wersję. A jeśli szukacie gry z bardzo podobnym klimatem, to moim zdaniem Planet of Lana, a zwłaszcza jej kontynuacja Planet of Lana II: Children of the Leaf, robią praktycznie wszystko lepiej.

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Leave a Reply