Skip to main content

Wrzesień jawi się jako dziwny miesiąc, ale jednoczesnie pewna filmowa uczta. Jedna „Lalka” trafi do kin, druga natomiast w formie odcinkowej na Netflixa. Co ważne, nie będą to dwie identyczne produkcje. Obie wersje stosunkowo mocno różnią się podejściem do materiału źródłowego i sposobem opowiadania tej samej historii. Ja miałem okazję zobaczyć przed premierą serialową „Lalkę” przygotowaną dla Netflixa. Bardzo mocno na nią czekałem, dlatego dziękuję Netflixowi za wczesniejsze udostępnienie mi kompletu odcinków.

Przede wszystkim trzeba powiedzieć jedną bardzo ważną rzecz. Serialowa „Lalka” opowiada historię, którą znamy z powieści Bolesława Prusa, ale nie jest jej wiernym przeniesieniem na ekran. To znaczy, jeżeli zamierzacie na podstawie tych sześciu odcinków przygotować się do matury, to możecie mieć pewien problem. W kilku miejscach fabuła wyraźnie rozjeżdża się bowiem z książkowym oryginałem. Niektóre wydarzenia zostały zmienione, inne rozwiązano w zupełnie inny sposób, a jeszcze gdzie indziej twórcy inaczej rozłożyli ciężar poszczególnych wątków czy bohaterów. I chcę to bardzo mocno zaznaczyć już na samym początku – w moim przypadku absolutnie nie jest to zarzut. Wręcz przeciwnie.

Gdybym nie znał „Lalki” i po raz pierwszy spotkał się z tą historią właśnie za sprawą serialu Netflixa, to prawdopodobnie uznałbym, że została napisana niemal perfekcyjnie. Serialowa „Lalka” rozwija, zmienia i przetasowuje pewne elementy fabuły w taki sposób, że całość zwyczajnie bardzo dobrze do siebie pasuje. I czasami miałem wręcz takie wrażenie, że właśnie tak ta historia powinna być opowiedziana. Oczywiście trzeba pamiętać o tym, kiedy powstawała powieść Bolesława Prusa. Autor funkcjonował w zupełnie innych realiach społecznych, a problemy związane między innymi z emancypacją kobiet czy zmianami zachodzącymi w społeczeństwie opisywał z perspektywy charakterystycznej dla swoich czasów.

Netflixowa „Lalka” nie jest jednak prostym uwspółcześnieniem klasyki. I nie chciałbym tego w ten sposób nazywać, bo absolutnie nie o to tutaj chodzi. Twórcy nie próbują na siłę przenieść współczesnych problemów do XIX wieku ani zrobić z „Lalki” czegoś, czym nigdy nie była. To raczej reinterpretacja. Historia została przepisana w taki sposób, aby zachować ducha oryginału, a jednocześnie sprawić, że przez sześć odcinków widz rzeczywiście będzie chciał śledzić losy tych bohaterów. I moim zdaniem właśnie to się udało.

W rolach głównych występują Tomasz Schuchardt jako Stanisław Wokulski oraz Sandra Drzymalska jako Izabela Łęcka. W obsadzie znaleźli się również między innymi Dariusz Chojnacki jako Ignacy Rzecki, a także Jacek Braciak, Magdalena Cielecka, Mateusz Król, Małgorzata Hajewska-Krzysztofik, Piotr Pacek czy Piotr Adamczyk. I muszę przyznać, że obsadzenie tych ról wypadło naprawdę dobrze.

Tomasz Schuchardt jako Wokulski jest bardzo przekonujący. Jest odpowiednio gburowaty, ma charakterystyczną fizyczność i wygląd, a przede wszystkim bardzo dobrze odnajduje się w tej postaci. Wokulski w jego wykonaniu jest człowiekiem, którego po prostu można kupić. Ciężko jest mi tutaj wskazać coś, co wyraźnie by mi nie pasowało. Sandra Drzymalska jako Izabela Łęcka również bardzo dobrze odnajduje się w swojej roli. Praktycznie przez cały serial ma ten charakterystyczny, powiedziałbym nawet, totalny bitch face, który idealnie pasuje do tej postaci. I wiem, że może to niezbyt literackie określenie, ale naprawdę trudno mi wymyślić lepsze. Po prostu patrząc na Izabelę Łęcką, dokładnie wiem, kim jest ta postać.

Równie dobrze wypadają bohaterowie drugoplanowi. Piotr Adamczyk jako Krzeszowski jest wiarygodny i świetnie odnajduje się w świecie tej historii. Dobrze prezentują się również Jacek Braciak jako Tomasz Łęcki, Magdalena Cielecka w roli Kazimiery Wąsowskiej czy Dariusz Chojnacki jako Ignacy Rzecki. Właściwie trudno wskazać tutaj aktora, który wyraźnie odstawałby od reszty. I tutaj mam jedno bardzo konkretne spostrzeżenie – mam wrażenie, że im się po prostu chciało. Nie wiem, czy wynika to z kostiumów, możliwości zagrania w ekranizacji jednej z najważniejszych polskich powieści, czy może po prostu z atmosfery panującej na planie. Oglądając „Lalkę”, miałem jednak poczucie, że aktorzy naprawdę dobrze odnajdują się w tym świecie. Widać zaangażowanie. Mam wrażenie, że nie traktowali tej produkcji jak kolejnej pracy do odhaczenia, ale rzeczywiście dobrze się w niej odnaleźli. Ostatnio podczas oglądania niektórych produkcji coraz częściej mam poczucie, że część aktorów po prostu odgrywa swoją rolę, wypowiada kwestie i czeka na koniec dnia zdjęciowego. Tutaj tego nie widzę. Praktycznie każdy z aktorów wnosi coś do swojej postaci, a dzięki temu cała historia staje się znacznie bardziej wiarygodna.

Jeżeli chodzi o samą fabułę, została ona przepisana w naprawdę przemyślany sposób. Większość znanych bohaterów i wątków oczywiście jest na miejscu, natomiast niektóre sytuacje zostały zmienione albo rozwiązane w trochę inny sposób. I ponownie – moim zdaniem absolutnie nie dzieje się to ze szkodą dla materiału źródłowego. Nie mam więc większego problemu z tym, że coś wygląda inaczej niż w książce, szczególnie że trudno mi tutaj wskazać jakieś poważniejsze błędy scenariuszowe, głupotki czy sytuacje, w których twórcy wyraźnie nie wiedzieliby, co robią. Co więcej, oglądając serial, wielokrotnie miałem wrażenie, że wszystkie wprowadzone zmiany wynikają z konkretnego pomysłu na tę historię. Gdyby ktoś powiedział mi, że właśnie tak wygląda oryginalna „Lalka”, że dokładnie w ten sposób została napisana przez Prusa i że oglądam historię przeniesioną na ekran niemal słowo w słowo, to moja miłość do tej powieści prawdopodobnie jeszcze bardziej by urosła.

Bo ta serialowa historia zwyczajnie działa. Nie mam tutaj poczucia, że zmiany zostały wprowadzone tylko po to, żeby coś zmienić. Nie wygląda to również na próbę poprawiania klasyki na siłę. Twórcy wybrali po prostu własną drogę, a efektem jest historia, która bardzo dobrze sprawdza się w serialowej formie. I to jest chyba dla mnie największa zaleta tej produkcji.

Można oczywiście dyskutować o tym, czy konkretne zmiany względem książki były potrzebne. Jestem pewien, że znajdą się osoby, którym takie podejście nie przypadnie do gustu. Szczególnie w przypadku „Lalki”, czyli powieści, którą ogromna część Polaków zna ze szkoły i ma wobec niej własne oczekiwania. Ja jednak podczas oglądania ani przez moment nie miałem poczucia, że ktoś próbuje niszczyć materiał źródłowy. Wręcz przeciwnie. Miałem wrażenie, że twórcy bardzo dobrze wiedzą, czym jest „Lalka”, rozumieją jej bohaterów i najważniejsze tematy, a następnie próbują opowiedzieć tę historię po swojemu. I robią to naprawdę skutecznie.

Jeżeli chodzi o kwestie techniczne, muszę powiedzieć jedno – wreszcie mamy tutaj dialogi, które po prostu dobrze słychać. Może nie powinno być to niczym wyjątkowym, ale po kilku ostatnich polskich produkcjach naprawdę zaczynam to doceniać. Nie musiałem zwiększać głośności do maksimum, żeby zrozumieć, co mówią bohaterowie, a muzyka nie zagłusza dialogów. Niby oczywistość, ale jednak bardzo ważna. Tutaj całość została nagrana naprawdę dobrze. Dialogi są czytelne, dźwięk nie sprawia problemów, a podczas oglądania nie miałem poczucia, że muszę walczyć z ustawieniami telewizora. Muzyka również dobrze spełnia swoje zadanie. W odpowiednich momentach buduje konkretny nastrój – czasami bardziej romantyczny, czasami cięższy, a w niektórych scenach nawet lekko niepokojący. Najważniejsze jest jednak to, że nie próbuje dominować nad serialem. Nie wybija się na pierwszy plan wtedy, kiedy nie jest potrzebna, ale skutecznie buduje atmosferę tam, gdzie powinna. Po prostu buduje atmosferę tam, gdzie powinna, i bardzo dobrze uzupełnia to, co widzimy na ekranie.

Bardzo dobrze wypadają również dekoracje oraz kostiumy, a właściwie – w przypadku tych drugich powiedziałbym, że nawet lepiej niż dobrze. Są po prostu piękne. Kostiumy zostały doskonale dobrane, są różnorodne i naprawdę przyciągają wzrok. Niekiedy kolorowe i wyraziste, innym razem bardzo klasyczne, ale praktycznie zawsze świetnie pasują zarówno do konkretnych postaci, jak i całego świata przedstawionego. Jeżeli ktoś lubi tego typu historyczne stroje, to zdecydowanie będzie miał tutaj na co popatrzeć. Całość wygląda naprawdę porządnie, i ponownie – trudno mi się tutaj do czegoś poważniejszego przyczepić. Scenografia również robi swoje. Mamy najważniejsze miejsca, piękne wnętrza, pałacyki czy ogrody. Świat „Lalki” wygląda wiarygodnie i odpowiednio elegancko, dzięki czemu naprawdę można poczuć klimat opowiadanej historii. Mam jednak jedną niewielką uwagę.

Oczywiście wiem, gdzie rozgrywa się „Lalka”. Warszawa jest przecież jednym z najważniejszych miejsc tej historii i nie oczekiwałem, że twórcy pokażą nam każdy jej zakątek. Mimo wszystko, jako osoba, która zna Warszawę, miałem czasami wrażenie, że tych plenerów mogłoby być trochę więcej. Są oczywiście najważniejsze miejsca. Mamy sklep Rzeckiego, pałacyki, piękne ogrody i charakterystyczne przestrzenie, które pozwalają poczuć klimat XIX-wiecznej Warszawy. Generalnie jest więc dobrze. Ale momentami miałem poczucie, że tej Warszawy jest po prostu trochę za mało. Chciałbym po prostu zobaczyć więcej miasta, które przecież odgrywa w tej historii bardzo ważną rolę. Nie jest to jednak problem, który w jakikolwiek sposób psuje odbiór serialu. To raczej moje osobiste wrażenie i być może efekt tego, że znam Warszawę na tyle dobrze, że chciałbym zobaczyć jej w tej produkcji po prostu trochę więcej. Bo to, co już dostaliśmy, wygląda świetnie. I właściwie po obejrzeniu całości trudno było mi znaleźć w Netflixowej „Lalce” elementy, które można byłoby jednoznacznie uznać za jakieś poważne niedociągnięcia.

No… prawie. I tutaj niestety dochodzimy do elementu, który wyraźnie mi przeszkadzał. Bo mimo że „Lalka” bardzo mi się podobała i absolutnie nie wstydzę się powiedzieć, że jest to jeden z najlepszych seriali kostiumowych jakie miałem okazję oglądać w ostatnich latach. Chocoaż ta produkcja ma jeden techniczny problem. Efekty specjalne. I niestety w kilku momentach są one naprawdę słabe.

Mamy tutaj przede wszystkim efekty związane z ogniem czy wybuchami, ale również niektóre plenery i tereny nad Wisłą, które zostały w jakiś sposób przetworzone, rozbudowane czy cyfrowo zamienione w stare, zabłocone dzielnice. I właśnie wtedy komputerowa ingerencja staje się niestety zbyt widoczna. Niekiedy wygląda to po prostu słabo. W kilku momentach efekty wyglądają wręcz żałośnie. I szkoda, bo współczesne filmy i seriale korzystają z efektów specjalnych znacznie częściej, niż nam się wydaje. Dobre CGI zazwyczaj pozostaje jednak niewidoczne – po prostu wtapia się w obraz i nie zwracamy na nie większej uwagi. Tutaj niestety w kilku scenach komputerowa ingerencja staje się zbyt oczywista. Najgorzej wypadają przede wszystkim ogień, wybuchy oraz niektóre cyfrowo rozbudowane plenery. I właśnie wtedy „Lalka” wyraźnie się potyka.

Nie wiem, czy zabrakło budżetu, czasu, czy może po prostu nie udało się odpowiednio dopracować tych konkretnych scen. Faktem jest jednak, że można było zrobić to lepiej. I niestety trochę kłuje to w oczy. Być może jako widzowie polskich produkcji jesteśmy czasami bardziej wyrozumiali dla pewnych technicznych niedoskonałości. Tutaj jednak mamy produkcję Netflixa, która będzie dostępna dla widzów w wielu krajach. I kiedy zobaczyłem, ile wersji językowych i dubbingów przygotowano dla tej produkcji, pomyślałem sobie, że trochę szkoda. Bo sama historia jest naprawdę dobra. Aktorzy są świetni, kostiumy piękne, scenografia w większości bardzo udana. Tym bardziej szkoda więc, że w kilku scenach efekty specjalne tak wyraźnie odstają od reszty.

Muszę też przyznać, że w pewnych momentach „Lalka” trochę za mocno przypominała mi „Bridgertonów”. Nie chodzi oczywiście o kopiowanie fabuły czy bohaterów, ale o estetykę, sposób pokazywania relacji, kostiumową atrakcyjność i momentami charakter całej produkcji. Czasami miałem wrażenie, że twórcy mocniej niż trzeba próbują zrobić z „Lalki” współczesne widowisko kostiumowe. Z drugiej strony być może właśnie dzięki temu serial ogląda się tak dobrze. Nigdy nie miałem jednak poczucia, że oglądam polską wersję „Bridgertonów”. To nadal „Lalka”, tylko wyraźnie przygotowana również z myślą o współczesnym widzu.

Jest jeszcze jedna rzecz, która momentami trochę mnie zaskoczyła. Nie jestem do końca przekonany, czy niektórych przekleństw nie jest tutaj po prostu trochę za dużo. Oczywiście ludzie przeklinali również w XIX wieku i nie zamierzam udawać, że dawniej wszyscy rozmawiali wyłącznie pięknym, literackim językiem. Tutaj chodzi mi bardziej o moje własne odczucie podczas oglądania.  W pewnych scenach miałem wrażenie, że użyte słowa trochę nie pasują do tonu całej produkcji. Do konwenansów, które oglądamy, sposobu zachowania bohaterów i całej atmosfery świata przedstawionego. Podobnie jest z kilkoma scenami erotycznymi. Same w sobie absolutnie nie są problemem. Ludzie uprawiali seks od zawsze i nie ma żadnego powodu, aby udawać, że w XIX wieku takie rzeczy nie istniały. Większość tych scen również w pewnym sensie pasuje do historii i relacji między bohaterami. Momentami jednak miałem wrażenie, że trochę rozjeżdżają się one z resztą serialu. Z całą symboliką, konwenansami i atmosferą, którą twórcy budują w innych scenach. Nie jest to jednak dla mnie żaden poważny zarzut. Raczej element, który czasami mnie zaskoczył i momentami wydawał się po prostu nie do końca potrzebny. Ostatecznie przyjmuję to jednak jako wizję twórców.

„Lalka” Netflixa, przynajmniej w moim odczuciu, bardzo dobrze sprawdza się jako pewne unowocześnienie tej historii. Ale unowocześnienie zrobione bez przesady. Najważniejsze jest bowiem to, że nadal pozostaje w swojej epoce. Twórcy nie próbują na siłę zrobić z niej współczesnego serialu przebranego jedynie w XIX-wieczne kostiumy. Zachowano klimat, realia i najważniejsze elementy tej historii, jednocześnie pozwalając sobie na pewne zmiany. I właśnie dlatego zmiany względem książki nie przeszkadzały mi podczas oglądania. Nawet wtedy, kiedy zauważałem, że twórcy wybrali inną drogę niż Prus, nadal miałem poczucie, że oglądam spójną i dobrze przemyślaną historię. I to jest dla mnie najważniejsze.

Czy warto obejrzeć „Lalkę” od Netflixa? Moim zdaniem zdecydowanie tak. Uważam, że jest to bardzo dobry serial. Jako adaptacja może być oczywiście bardziej dyskusyjny, przede wszystkim dlatego, że nie jest wiernym odwzorowaniem książki. I zdecydowanie nie polecałbym przygotowywania się do matury wyłącznie na podstawie tych sześciu odcinków.

Ale jako serial? Naprawdę świetny. Oglądałem „Lalkę” z dużym zaciekawieniem i bez większego problemu obejrzałbym ją jeszcze raz. Historia mnie wciągnęła, aktorzy przekonali, kostiumy i scenografia zrobiły ogromne wrażenie, a sposób, w jaki przepisano klasyczną powieść, w zdecydowanej większości przypadków bardzo mi odpowiadał.

Oczywiście nie jest to produkcja idealna. Efekty specjalne potrafią momentami naprawdę zaboleć i wyraźnie odstają od poziomu reszty produkcji. Czasami serial odrobinę zbyt mocno przypominał mi „Bridgertonów”, a niektóre sceny czy decyzje twórców można oczywiście dyskutować. Ale mimo wszystko nie wstydzę się powiedzieć, że jest to jeden z lepszych seriali tego typu ostatnich lat.

Nie wiem jeszcze, jak ze swoją wersją poradzi sobie kinowa „Lalka”. Jej premiera jest dopiero przede mną, ale oczywiście na moim blogu przeczytacie również jej recenzję. I nie ukrywam – porównań do wersji Netflixa prawdopodobnie nie uda się uniknąć. Póki co mamy jednak tę „Lalkę”. I naprawdę uważam, że powinniście ją obejrzeć. Nie do matury, ale dla siebie? Zdecydowanie.

To naprawdę porządny serial i całkiem niezła „Lalka”.

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Leave a Reply