Skip to main content

Lubię gry, które mają jakiś konkretny pomysł na siebie. Nie muszą od razu wymyślać gatunku na nowo, nie muszą próbować być największą produkcją roku i nie muszą zasypywać mnie setkami mechanik. Czasami wystarczy jeden dobry pomysł i konsekwentne jego wykorzystanie. BioEden ma właśnie taki pomysł.

Zamiast podbijać kolejne planety, budować imperium i walczyć z przeciwnikami, mamy zrobić coś zdecydowanie bardziej pokojowego. Trafiamy na zniszczony świat i po prostu otrzymujemy zadanie przywrócenia go do życia. Musimy oczyścić teren, odbudować infrastrukturę, stworzyć odpowiednie warunki dla roślin i zwierząt, a przede wszystkim nauczyć się zarządzać światem, który potrzebuje naszej pomocy, aby ponownie zacząć tętnić życiem. Brzmi trochę jak strategia, ale jest tutaj pewien haczyk. BioEden nie chce być grą, która będzie Was stresować. I to zarówno jej największa zaleta, jak i największa wada. Dlaczego? O tym w poniższym tekście!

W tym miejscu warto zaznaczyć, że w BioEden grałem na PlayStation 5, dlatego wszystkie uwagi dotyczące oprawy, działania gry czy kwestii technicznych odnoszą się właśnie do tej wersji. Dziękuję również wydawcy, Focus Entertainment, za udostępnienie kodu do recenzji.

Pierwsze minuty z BioEden szybko pokazują, że nie będzie to typowa strategia. Zaczynamy na zniszczonej, niegościnnej planecie, na której naszym pierwszym zadaniem jest odnalezienie pozostałości dawnej infrastruktury i wykorzystanie tego, co po niej zostało. Zbieramy porozrzucane elementy, przetwarzamy je na potrzebne materiały, a następnie zaczynamy budować podstawy własnej infrastruktury. Potrzebujemy energii. Potrzebujemy wody. Potrzebujemy kolejnych konstrukcji, które pozwolą nam stopniowo odzyskiwać kolejne fragmenty planety. Wszystko trzeba ze sobą odpowiednio połączyć, a przy okazji pilnować zapotrzebowania na energię i wodę. I tutaj pojawia się pierwsza rzecz, która naprawdę mi się w tej grze spodobała. Nie budujemy po prostu miasta. Budujemy system, który ma przywrócić życie na planecie.

To subtelna, ale ważna różnica.

Każda kolejna konstrukcja daje nam nowe możliwości, ale jednocześnie zużywa zasoby, potrzebuje energii i zwiększa poziom zanieczyszczenia. Musimy więc znaleźć odpowiedni balans pomiędzy rozbudową, eksploracją i oczyszczaniem świata, który przecież próbujemy naprawić.

Co ciekawe, BioEden pozwala nam również recyklingować wcześniej postawione budynki. W ten sposób odzyskujemy wykorzystane materiały, a jednocześnie cofamy zanieczyszczenie, które powstało przy ich budowie.I bardzo dobrze. Bo BioEden zdecydowanie nie jest produkcją, która chce karać mnie za to, że czegoś nie wiedziałem piętnaście minut wcześniej. Nie ma tutaj presji ani klasycznego stanu przegranej – mogę eksperymentować, zmieniać swoje decyzje i spokojnie sprawdzać, co najlepiej sprawdzi się na mojej planecie.

Jeżeli mam być szczery, właśnie tutaj BioEden najbardziej różni się od klasycznych strategii. Nie ma przeciwnika, który za chwilę zaatakuje moje terytorium, nie ma wyścigu z czasem ani presji, żeby każdą decyzję podejmować w idealnym momencie. Mogę działać we własnym tempie, popełniać błędy i bez większych konsekwencji zmieniać swoje decyzje. Dzięki temu gra jest bardzo przystępna, choć osoby szukające większego wyzwania mogą poczuć niedosyt. To jednak świadomy wybór twórców – BioEden ma być spokojnym managementem i dokładnie tym jest.

Największy sens tej zabawy pojawia się wtedy, gdy planeta zaczyna odzyskiwać życie. W kopułach możemy przywracać kolejne gatunki, ale wcześniej trzeba zdobyć odpowiednie próbki DNA, przygotować kokony i stworzyć warunki odpowiadające konkretnym zwierzętom. Liczy się temperatura, wilgotność i roślinność. Nagle okazuje się więc, że nie buduję kolejnych konstrukcji tylko po to, żeby rozbudowywać bazę – robię to, żeby stworzyć miejsce, w którym rzeczywiście może pojawić się życie.

I właśnie obserwowanie tej przemiany jest tutaj największą nagrodą. Z czasem pojawia się więcej zieleni, świat nabiera kolorów, a na wcześniej martwej planecie zaczynają pojawiać się zwierzęta. Wtedy nazwa BioEden zaczyna mieć naprawdę sporo sensu.

Twórcy BioEden od początku bardzo jasno określili, czym ma być ta gra – spokojnym managementem, w którym zamiast podbijać kolejne światy, mamy je odbudowywać. Recyklingujemy pozostałości, rozwijamy infrastrukturę, oczyszczamy planetę i przywracamy do życia kolejne gatunki. Do wyboru mamy pięć gildii, z których każda ma własną tożsamość i nieco inne podejście do naszej misji. Nie zmienia to jednak podstawowej pętli rozgrywki – niezależnie od wybranej drogi nadal zajmujemy się przede wszystkim zbieraniem, budowaniem, oczyszczaniem i przywracaniem życia.

I właśnie po kilku godzinach zaczyna być widać pewne ograniczenie BioEden. Początkowo obserwowanie, jak martwa planeta odzyskuje kolory, naprawdę potrafi wciągnąć, ale kolejne etapy opierają się na bardzo podobnym schemacie. Zbieram zasoby, rozbudowuję sieć, oczyszczam kolejne obszary, tworzę odpowiednie warunki dla zwierząt i ruszam dalej. Jest w tym przyjemny rytm, ale z czasem zaczyna brakować większej różnorodności i poczucia, że kolejne etapy rzeczywiście czymś mnie zaskakują.

Pod względem oprawy BioEden idzie w kolorowy solarpunk. Pastelowe kolory, zaokrąglone konstrukcje, futurystyczne kopuły i powoli odzyskująca życie planeta tworzą przyjemną dla oka całość. Najlepiej wypada oczywiście sama przemiana świata – z czasem miejsce, które na początku wygląda jak zniszczone pustkowie, zaczyna coraz bardziej przypominać żywy ekosystem. Nie jest to jednak gra, która będzie próbowała zachwycić możliwościami PlayStation 5. Tutaj ważniejszy od technicznych fajerwerków jest konsekwentny styl.

Podobnie spokojnie jest w przypadku muzyki. Twórcy stawiają przede wszystkim na delikatne dźwięki natury, które dobrze pasują do charakteru gry, ale po kilku godzinach zaczynają się powtarzać i przestają zwracać na siebie uwagę. W przypadku takiej produkcji nie jest to duży problem, choć większa różnorodność zdecydowanie by nie zaszkodziła.

Technicznie BioEden jest prostą i dość łatwą do opanowania produkcją, choć na PS5 mam zastrzeżenia przede wszystkim do sterowania. Gra została zaprojektowana wokół zarządzania przestrzenią, budowania i wskazywania konkretnych miejsc, dlatego obsługa padem wymaga chwili przyzwyczajenia. Interfejs jest czytelny, ale nie wszystkie funkcje są tak wygodnie dostępne, jak mogłyby być, a część czynności wymaga przeklikiwania się przez kolejne opcje. Nie jest to coś, co uniemożliwia zabawę, ale przy kilkunastu godzinach spędzonych z grą zaczyna mieć znaczenie. Na plus zaliczam natomiast to, że podstawowe mechaniki są szybko przyswajalne i nie muszę długo walczyć z interfejsem, żeby wiedzieć, co właściwie mam zrobić.

Historia pozostaje tutaj raczej tłem dla rozgrywki. Jako gracz działamy dla Cosmic Collective, odbudowujemy planetę i możemy stopniowo odkrywać tajemnicę Great Unraveling. Nie jest to jednak opowieść, dla której będę wracał do BioEden. Znacznie ważniejsze jest dla mnie samo obserwowanie zmian zachodzących na planecie i kolejnych efektów własnej pracy.

Twórcy zakładają, że przejście BioEden zajmie około 15-20 godzin i moim zdaniem jest to dobrze dobrany czas. Spokojne tempo rozgrywki sprawia, że nie potrzebowałbym tutaj znacznie dłuższej przygody – szczególnie że wraz z kolejnymi godzinami coraz wyraźniej zaczyna dawać o sobie znać powtarzalność niektórych elementów.

To właśnie dlatego BioEden niekoniecznie przypadnie do gustu doświadczonym fanom strategii. Poziom trudności jest niski, presji praktycznie nie ma, a kolejne etapy opierają się na podobnym schemacie. Z drugiej strony ta prostota może być dużą zaletą dla osób, które dopiero zaczynają przygodę z managementami i szukają czegoś spokojnego, bez ciągłego oglądania się na przeciwnika.

BioEden nie próbuje być czymś więcej, niż jest – i chyba właśnie dlatego te kilkanaście godzin spędzonych na odbudowie kolejnych fragmentów planety uważam za całkiem dobrze wykorzystany czas. To nie jest produkcja, do której kiedykolwiek wrócę, ale była na tyle przyjemna i konsekwentna w realizowaniu swojego pomysłu, że 7/10 uważam za w pełni zasłużoną ocenę.

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Leave a Reply