Skip to main content

People of Note to gra, która od pierwszych chwil ma własny pomysł na siebie. Już na samym początku zostałem wrzucony do świata, który wzbudził moją ciekawość. Wszystko sprawia wrażenie przemyślanego i zbudowanego wokół bardzo konkretnej wizji, przez co trudno przejść obok tej produkcji obojętnie. Widać tu inspiracje teatrem, odrobinę klasycznego RPG-a (Final Fantasy X) i sporo muzycznych, wręcz musicalowych eksperymentów. Na papierze takie połączenie mogłoby wydawać się ryzykowne, ale zamiast odstraszać, szybko zaczyna intrygować. Dlatego też postanowiłem przygotować recenzję, do której zapraszam. Tekst powstał na bazie wersji z Playstation 5.

To właśnie takie gry lubię najbardziej. Nie dlatego, że obiecują rewolucję albo próbują za wszelką cenę zmieniać zasady gatunku. Cenię produkcje, które mają własny charakter i nie boją się podążać własną ścieżką. People of Note zdecydowanie należy do tej kategorii. To tytuł z wyraźną tożsamością, nawet jeśli nie wszystkie jego elementy działają równie dobrze.

Mechanicznie People of Note opiera się na klasycznym systemie walki turowej, ale wzbogaca go o elementy rytmiczne. Do dyspozycji mamy zwykłe ataki, zaklęcia wykorzystujące punkty ruchu, leczenie, nakładanie efektów statusu czy łączone ataki całej drużyny. Samo wybieranie akcji nie różni się więc znacząco od wielu innych RPG-ów.

Nowością są natomiast sekwencje rytmiczne pojawiające się podczas wykonywania silniejszych ataków i zaklęć. W odpowiednim momencie musimy trafiać w pojawiające się znaczniki, a im precyzyjniej wykonamy sekwencję – na przykład zaliczając kolejne trafienia „Perfect” – tym mocniejszy będzie efekt naszej akcji. To prosty pomysł, który dobrze wpisuje się w muzyczny motyw całej gry i sprawia, że walka nie ogranicza się wyłącznie do wybierania komend z menu.

Na papierze brzmi to naprawdę obiecująco. Element rytmu powinien dodawać pojedynkom dynamiki i sprawiać, że każda walka będzie bardziej angażująca niż typowa turowa wymiana ciosów. Niestety w praktyce ten potencjał nie zostaje w pełni wykorzystany.

Największym problemem jest tempo starć. Są zwyczajnie zbyt wolne. Zamiast czuć udział w widowiskowym, muzycznym pojedynku, często miałem wrażenie, że czekam na kolejne tury i rytmiczne sekwencje, które nie dostarczają oczekiwanej energii. Sam system działa poprawnie, ale brakuje mu płynności i satysfakcji płynącej z idealnego zgrania muzyki z rozgrywką. W efekcie walki bywają ospałe i z czasem zaczynają bardziej nużyć niż wciągać. Widać, że twórcy absolutnie nie słyszeli o Personie 5, grze tak niesamowicie płynnej i szybkiej (a przy tym nadal turowej), że aż zapiera dech. Tutaj jest słabo, widać, że zabrakło czasu i pieniędzy – bo People of Note to gra od Anna Purna, czyli właściwie gier indie, eksperymentalnych lub po prostu walking simów czy gier „filmowych” z prawdziwymi aktorami.

To właśnie dlatego tak mocno widać kontrast między eksploracją a walką. Przemierzanie świata jest utrzymane w duchu starej szkoły RPG – spokojniejsze, niespieszne, ale dzięki temu pozwala chłonąć klimat i odkrywać kolejne elementy tego niezwykle charakterystycznego uniwersum. Ten rytm po prostu pasuje do sposobu, w jaki People of Note opowiada swoją historię.

Walki powinny być natomiast momentem, w którym całość nabiera tempa i dostarcza większych emocji. Niestety tak się nie dzieje. Zamiast efektownego przełamania eksploracji dostajemy starcia, które są zbyt wolne i szybko stają się przewidywalne. Muzyczne elementy nie wystarczają, by nadać im odpowiednią energię, a z czasem coraz wyraźniej widać ograniczenia całego systemu. Mimo ciekawego pomysłu nie czuć pełnej harmonii między muzyką a mechaniką. Osobiście oczekiwałbym większej dynamiki oraz wyraźniejszego poczucia, że każde dobrze wykonane zagranie naprawdę robi różnicę. Tymczasem wiele pojedynków wpada w dość jednostajny schemat, przez co zamiast ekscytować, zaczynają nużyć. Mamy też co prawda czysto RPGowy ekwipunek i kamienie mocy, które zmieniają nam ataki czy az cztery (!!!!!) sloty na ubrania (dwa na ubrania, dwa na gadżety na zasadzie – szal daje +12HP, kolczyk daje +5 ataku), ale to trochę za mało, aby faktycznie temat uznać arcy ciekawym.

Na szczęście znacznie lepiej wypada narracja. To właśnie historia najczęściej trzymała mnie przed ekranem, nawet w momentach, gdy sama rozgrywka zaczynała tracić impet. Twórcy od początku sprawiają wrażenie, jakby dokładnie wiedzieli, jaką opowieść chcą przedstawić, i konsekwentnie realizują swoją wizję. Nie zdradzając szczegółów, fabuła ma własną tożsamość, a bohaterowie nie sprawiają wrażenia postaci wrzuconych do świata tylko po to, by popchnąć akcję do przodu. Ich obecność wydaje się naturalna, a kolejne rozdziały stopniowo składają się w coraz większą i ciekawszą całość. Co cierkawe wielką robotę robi także polskie tłumaczenie – nie wiedziałem, że w naszym języku istnieje tak dużo nawiązań muzycznych i żartów słownych z muzyki. Oczywiście część z nich wynika wprost z fabuły, ale tłumacz poradził sobie naprawdę na medal.

Podoba mi się również sposób prowadzenia tej historii. Gra nie zasypuje gracza od razu ogromem informacji ani nie próbuje wszystkiego wyjaśnić w pierwszych godzinach. Zamiast tego pozwala najpierw oswoić się z klimatem i zasadami rządzącymi tym światem, a dopiero później stopniowo odkrywa kolejne elementy fabuły i samego uniwersum. Dzięki temu łatwiej zaangażować się w opowiadaną historię i z większą ciekawością śledzić jej dalszy rozwój.

Szczególnie imponują numery musicalowe, które pojawiają się między rozdziałami. W tych momentach People of Note naprawdę błyszczy własnym stylem. Te sekwencje mają w sobie teatralność i energię, dodają grze przymrużenia oka i nieco przesady – idealnie wpisując się w konwencję. Przywodzą na myśl klimat filmu Król Rozrywki – i to komplement, bo taki rodzaj spektaklu tu pasuje. Nie są one tylko ozdobnikiem: budują tożsamość gry i dają impuls, by iść dalej i zobaczyć, co twórcy wymyślą później. Gdyby podobny poziom energii utrzymać też w walce, byłbym dużo bardziej zachwycony.

Moja przygoda z People of Note była więc mieszana. Z jednej strony świat, oprawa i fabuła naprawdę mi się podobały – czułem zainteresowanie każdym kolejnym rozdziałem. Z drugiej strony walka często wybijała mnie z rytmu. Nie jest to frustracja przez trudność, a przez nudę. Czekałem na więcej życia, błysku i muzycznej zabawy, a otrzymywałem system sprawiający wrażenie zbyt ociężałego. Trudno mi było utrzymać skupienie, kiedy potyczki ciągnęły się bez większych emocji.

To jednak nie znaczy, że cała gra się sypie. Wręcz przeciwnie – People of Note to stylistycznie interesujące RPG z naprawdę dobrym settingiem i sensownie prowadzoną fabułą. Grafika może nie jest pokazem technologicznym, ale dobrze współgra z klimatem. Ani przez moment nie poczułem, by świat wyglądał ubożuchno – styl artystyczny nadrabia brak fotorealizmu. Dodatkowo muzyka i dźwięk mają tu własną osobowość, co w takim projekcie jest na wagę złota. Nawet gdy walka mnie męczyła, ścieżka dźwiękowa przypominała, że ktoś miał konkretną wizję i serce do projektu. No i zagadki logiczne – proste, angażujące i przede wszystkim do zrobienia. Rozumiem przez to fakt, że drobną metodą prób i błedów, za to bez wizyty na YouTube – idzie bez problemu grę ukończyć. Chociaż wymaga to odrobiny naszej uwagi.

Najmocniej zapadła mi w pamięć atmosferaPeople of Note ma w sobie ducha klasycznych japońskich RPG-ów – nieruchomą kamerę i widok z góry – lecz nie jest nostalgią na siłę. Bierze od dawnego wzorca spokój i porządek, a potem dokłada własny, muzyczny pomysł. Szkoda tylko, że system walki nie dorasta do reszty produkcji. Gdyby był szybszy i bardziej efektowny, całość zrobiłaby o wiele większe wrażenie.

Dla kogo więc jest ten tytuł? Na pewno dla osób, które cenią RPG-i z wyrazistą atmosferą i nie oczekują szalonej akcji co chwilę. Jeśli lubicie nietypowy świat, teatralny styl, muzyczne numery i dobrą opowieść, People of Note może was zaciekawić. Jeśli jednak przede wszystkim liczycie na walkę „żyjącą” rytmem i pełną wybuchów adrenaliny, ta produkcja może was rozczarować. Ja sam znalazłem się gdzieś po środku – byłem zafascynowany światem, ale coraz bardziej zniecierpliwiony kolejnymi starciami (chociaż tutaj oddam honor, niektóre są obowiązkowe, ale większość z nich w celu ewentualnego grindu możemy wywołać sami trójkątem na padzie, a takiego obowiązku nie ma).

Czy warto? Tak, ale z zastrzeżeniami. Jeśli szukacie czegoś osobliwego, stylowego i innego od typowych gier, People of Note może was wciągnąć. Jeżeli macie cierpliwość do produkcji, która bardziej zachwyca klimatem i pomysłem niż samą mechaniką walki, będzie to tytuł wart uwagi. Gdyby twórcom udało się dopracować właśnie system walk, gra mogłaby być naprawdę świetna. Na koniec: People of Note to gra z sercem, ale z nierównym rytmem.

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Leave a Reply