Skip to main content

Są gry, które potrzebują kilku minut, żeby pokazać, co tak naprawdę mają do zaoferowania. Order Automatica jest właśnie takim przypadkiem. Na początku kompletnie nie wiedziałem, co właściwie mam robić. Zasady wydawały mi się zagmatwane, ale kiedy w końcu je zrozumiałem, wszystko zaczęło działać.

I wtedy okazało się, że jest to całkiem fajny i wciągający autobattler, przy którym bez większego problemu udało mi się przejść kilka runów. Nie będzie to jednak mój rogalik roku, bo choć dobrze się bawiłem, cały czas miałem z tyłu głowy pytanie: po co właściwie miałbym grać właśnie w tę grę, skoro podobnych produkcji jest tak dużo?

Trochę kultu, trochę demonów

Fabuła jest tutaj raczej dodatkiem. Trafiamy do tajemniczego świata kultów i rytuałów, a kolejne zwycięstwa pozwalają nam zagłębiać się w tę historię i odblokowywać nowe możliwości.

Najbardziej podoba mi się jednak sama oprawa. Pikselowa grafika, świece, demoniczne jednostki i lekko groteskowy klimat tworzą naprawdę charakterystyczną całość. Nie jest to może gra, którą uruchamia się dla grafiki, ale zdecydowanie ma swój styl.

Czym są autobattlery?

Jeżeli ktoś nie miał wcześniej kontaktu z tym gatunkiem, warto wyjaśnić podstawy. W autobattlerze nie sterujemy jednostkami podczas walki. Najpierw kupujemy bohaterów, ustawiamy ich na planszy, dobieramy przedmioty i tworzymy synergie. Potem rozpoczyna się automatyczna walka i możemy już tylko obserwować, czy nasz plan był dobry.

A gdzie tutaj rogalik?

Każdy run wygląda trochę inaczej. Po drodze zdobywamy nowe jednostki, przedmioty i różnego rodzaju bonusy, a także modyfikatory utrudniające rozgrywkę. Porażka oznacza koniec podejścia i konieczność rozpoczęcia kolejnego.

To właśnie połączenie autobattlera i roguelite sprawia, że łatwo powiedzieć sobie „jeszcze jeden run”. Tym bardziej że kiedy już zrozumiemy zasady, gra robi się znacznie bardziej intuicyjna.

Sama mechanika Order Automatica jest prostsza, niż może się wydawać na początku, choć gra zdecydowanie nie prowadzi za rękę. Całość opiera się przede wszystkim na budowaniu drużyny i odpowiednim ustawieniu jednostek na planszy 3×3. Kupujemy kolejne postacie za zdobywaną esencję, dokładamy im przedmioty i próbujemy stworzyć takie połączenia, żeby ich zdolności wzajemnie się uzupełniały.

Bardzo ważne jest również łączenie trzech takich samych jednostek. Odpowiednie ułożenie ich na planszy pozwala stworzyć mocniejszą wersję, więc z czasem zaczynamy myśleć nie tylko o tym, kogo kupić, ale również gdzie go postawić i czego właściwie potrzebujemy do kolejnego ulepszenia.

Do tego dochodzą efekty konkretnych pól, przedmioty oraz różnego rodzaju bonusy i utrudnienia, dzięki którym kolejne runy mogą wyglądać trochę inaczej. Najciekawsze jest jednak to, że wszystko dzieje się jeszcze przed walką. Nie sterujemy bohaterami podczas starcia – przygotowujemy ich, uruchamiamy pojedynek i sprawdzamy, czy nasza strategia była odpowiednia.

I właśnie to daje największą satysfakcję, bo kiedy odpowiednio ustawiona drużyna zaczyna odpalać kolejne umiejętności i synergie, nawet pozornie proste starcie potrafi zamienić się w całkiem efektowną reakcję łańcuchową.

Czy warto?

Order Automatica to naprawdę przyjemna gra, choć trudno mi znaleźć powód, dla którego miałaby przebić konkurencję. Nie odkrywa autobattlerów na nowo, nie jest też moim ulubionym rogalikiem. Z drugiej strony ma ciekawy pomysł, charakterystyczną oprawę i daje sporo satysfakcji z budowania odpowiednich kombinacji.

Na początku trzeba się trochę przemęczyć, żeby zrozumieć zasady, ale później można naprawdę dobrze się bawić.

Jeżeli lubicie autobattlery, zdecydowanie warto dać jej szansę. W innym przypadku trudno będzie mi znaleźć argument, który postawi Order Automatica ponad masą innych rogalików dostępnych obecnie na rynku.

Order Automatica – 7/10 Za kod do recenzji dziękuję dystrybutorowi.

Piotrek Gniewkowski (Niekulturalny)

Krytyk filmowy i teatralny, zapalony gracz konsolowy i komputerowy. Od kilku lat pracuje w branży reklamowej przy projektach influencerskich. Zakochany w najnowszych technologiach. W wolnych chwilach fotografuje Warszawę.

Leave a Reply